Od 1 stycznia 2011 r. zrezygnowano z przedstawiania certyfikatu rezydencji podatkowej przez polskie spółki otrzymujące dywidendę od swoich spółek zależnych. Do końca ubiegłego roku był to dokument wymagany do zastosowania zwolnienia z podatku dochodowego przez podmioty wypłacające dywidendę polskim udziałowcom, jeśli udziałowiec posiadał w kapitale spółki określoną wysokość udziału dywidendę co najmniej przez dwa lata.

Polscy odbiorcy dywidend muszą składać pisemne oświadczenia, że nie korzystają ze zwolnienia z podatku dochodowego od całości swoich dochodów bez względu na źródło ich uzyskania. Tym samym jeden dokument (certyfikat) został zastąpiony innym dokumentem (oświadczeniem). Taki sam obowiązek składania oświadczenia o braku zwolnienia został wprowadzony w stosunku do udziałowców z UE. Dodatkowo spółki te muszą nadal przedstawiać certyfikat rezydencji podatkowej. O ile w przypadku spółek zagranicznych obowiązek przedstawiania certyfikatów i oświadczeń dałoby się uzasadnić tym, że zarówno podmioty wypłacające dywidendę, jak i polskie organy podatkowe mogą nie wiedzieć, jaki jest status udziałowca za granicą, o tyle takie uzasadnienie składania oświadczeń przez polskich udziałowców nie byłoby prawdziwe. Z reguły spółka wypłacająca dywidendę wie, jaki jest status podatkowy jej udziałowca, a i organy podatkowe mogą to łatwo sprawdzić, gdyż udziałowiec ten figuruje w ich bazach danych.

A co z unijną zasadą niedyskryminacji? Zliberalizowano wymogi wobec polskich podmiotów i zaostrzono je wobec udziałowców z UE (którzy oprócz certyfikatów muszą składać oświadczenia), a należy spodziewać się, że organy podatkowe będą żądać wszystkich dokumentów przy okazji kontroli w polskich spółkach. Czy zamiast wprowadzać szumnie określane „ułatwienia” administracyjne, nie lepiej byłoby rozpocząć prace nad wspólną ogólnoeuropejską bazą spółek jako rezydentów określonych państw?