Jest wiele słuszności w stwierdzeniu, że los podatnika, podobnie jak los żeglarza na burzliwym oceanie, w dużym stopniu zależy od kapryśnej opatrzności. WSA w Gliwicach stwierdził, że podwyższenie wartości nominalnej istniejących udziałów (bez emisji nowych) przez osobę fizyczną w zamian za aport nie kreuje po stronie udziałowca przychodu. WSA oparł swoje rozstrzygnięcia na wykładnie literalnej przepisu, wskazując, że odnosi się on do objętych udziałów, czyli do czynności, która nie występuje przy podwyższeniu wartości nominalnej udziałów istniejących. Sąd stwierdził także, że przepis, który dotyczy momentu powstania obowiązku podatkowego (wpis do rejestru podwyższenia kapitału zakładowego) jest zbyt kruchą podstawą, aby wywodzić z tego wnioski co do istnienia samego obowiązku podatkowego (sygn. akt I SA/Gl 725/10, niepublikowany).

Odmienne stanowisko przyjął warszawski WSA. Wyrok dotyczył co prawda osób prawnych oraz aportu do spółki akcyjnej, jednak przepisy są tutaj w pełni analogiczne. Sąd uznał, że wykładnia systemowa i funkcjonalna skłania do wniosku, że aport taki jest przychodem (z wyjątkami wskazanymi w ustawie), a jednym z kluczowych argumentów jest przepis dotyczący momentu powstania obowiązku podatkowego. Zdaniem sądu wynik wykładni językowej może okazać się nieadekwatny (sygn. akt III SA/Wa 2158/10, niepublikowany). Zestawienie tych wyroków pokazuje, że w prawie podatkowym stan pewności jest zjawiskiem rzadkim. W swoich rozstrzygnięciach sąd i organ podatkowy mogą się kierować sercem lub rozumem, a zastosowanie tych metod (nie jak w reklamie) prowadzi do innych skutków. I chyba nie ma co tutaj specjalnie się złościć na sądy i organy skarbowe, gdyż po prostu prawo podatkowe ma taką naturę, że wątpliwości zawsze będą mu towarzyszyć. Być może jednak wspomniana na wstępie opatrzność czuwać będzie nad losem podatnika w przyszłym roku bardziej niż dotąd.