Załóżmy, że ktoś w Ministerstwie Finansów dochodzi do wniosku, że jest potrzebny kolejny przepis. Przygotowany zostaje odpowiedni projekt nowelizacji, ale żeby nie trzeba go było po próżnicy uzgadniać i konsultować, resort podsyła go bezpośrednio posłom. Ci zgłaszają go jako poselski, a Sejm bez zwłoki uchwala.

Koniec? Bynajmniej. Dopiero teraz zaczyna się zastanawianie, o co chodziło ustawodawcy. Dotychczas odbywało się to w formie setek interpretacji zaskarżanych następnie do sądów.

Od grudnia ubiegłego roku doszły petycje do ministra, więc podatnicy piszą: o doprecyzowanie ustawy, o ujednolicenie procedur, o podjęcie inicjatywy ustawodawczej, o rozważenie możliwości, o wyjaśnienie sytuacji... To tylko tytuły nagłówków petycji publikowanych na stronie resortu finansów.

Wkrótce do urzędowych interpretacji i odpowiedzi na petycje dojdą jeszcze ministerialne objaśnienia. Mają one zapewniać podatnikom ochronę przed kaprysami urzędników – pisaliśmy w DGP.

Ale gdzie jest powiedziane, że podatnik ma się z nimi zgadzać? Będąc odmiennego zdania, napisze więc do ministra, żeby zamiast objaśniać, lepiej zadbał o doprecyzowanie ustawy (petycja). Minister uzna, że nie ma takiej potrzeby. Co zrobi podatnik? Wystąpi o interpretację indywidualną.

Po niemal trzech miesiącach ją dostanie, ale znów nie taką, jakiej by się spodziewał. Wezwie więc ministra do usunięcia naruszenia prawa, co będzie oczywiście czystą formalnością, bo minister i tak zdania nie zmieni. Na wszelki wypadek, dla ujednolicenia stanowiska organów, wyda interpretację ogólną. Tej (podobnie jak i objaśnień) zaskarżyć się nie da, ale podatnik, mając już w ręku interpretację indywidualną, i tak złoży skargę do sądu. Najpierw wojewódzkiego, a po kilku miesiącach, w razie ewentualnej przegranej – do sądu kasacyjnego. Po dwóch latach wygra bądź przegra. Przy okazji dowie się, jak należało przepis interpretować.

Podsumujmy: urzędowe objaśnienia, petycja, interpretacja ogólna, interpretacja indywidualna, sądowe orzeczenia. Kilkadziesiąt stron dokumentów, kilka lat czekania i zajęcie dla kilkudziesięciu osób.

Któż chciałby pamiętać o konstytucyjnej zasadzie: demokratycznego państwa prawa. Któż by się przejmował zapisaną w ordynacji podatkowej regułą zaufania do organów podatkowych? Czy w tej sytuacji warto jeszcze pamiętać o zasadach techniki prawodawczej, uregulowanych w 2002 r. rozporządzeniem Rady Ministrów? Podobno wciąż jeszcze obowiązują. Podobno.