Prawo podatkowe w Polsce nie jest tworzone po to, by cokolwiek regulować, ale żeby na najbliższe kilka lat dać zajęcie rozmaitym interpretatorom. Demagogia?
Załóżmy, że ktoś w Ministerstwie Finansów dochodzi do wniosku, że jest potrzebny kolejny przepis. Przygotowany zostaje odpowiedni projekt nowelizacji, ale żeby nie trzeba go było po próżnicy uzgadniać i konsultować, resort podsyła go bezpośrednio posłom. Ci zgłaszają go jako poselski, a Sejm bez zwłoki uchwala.
Koniec? Bynajmniej. Dopiero teraz zaczyna się zastanawianie, o co chodziło ustawodawcy. Dotychczas odbywało się to w formie setek interpretacji zaskarżanych następnie do sądów.