Druga fala kryzysu już raczej zielonej wyspy nie ominie, deficyt budżetowy może niebezpiecznie wzrosnąć. Politykom VAT wydaje się zaś najłatwiejszy do zasypywania dziury budżetowej. Jeden punkt procentowy to wzrost dochodów budżetu o ponad 5 mld zł, a wyborców uderza po kieszeni nie wprost, tylko przez rosnące ceny. Można je przecież usprawiedliwiać kryzysem. VAT cieszy się też opinią podatku sprawiedliwego. Najbardziej uderza bowiem po kieszeni tych, którzy konsumują najwięcej.

Podobnie zdają się rozumować politycy pozostałych krajów UE. Jeszcze w 2009 r. średnia podstawowa stawka VAT w krajach Wspólnoty wynosiła 19,2 proc. Obecnie wzrosła do 21 proc. Najbardziej radykalnie podniosły stawki Portugalia (z 17 do 23 proc.), Grecja (z 18 na 23) i Rumunia (z 19 na 24). Na ten ruch zdecydowały się także Niemcy, podnosząc VAT z 16 na 19 proc. W odwrotną stronę udała się Słowacja, która obniżyła stawkę z 23 proc. na 20 oraz Czechy (z 23 na 20). Polska z obecną stawką na poziomie 23 proc. należy do krajów, w których obciążenia podatkiem od wartości dodanej są bardzo wysokie. Wyższy podatek mają tylko Rumunia (24 proc.), Dania i Szwecja (25 proc.) oraz Węgry (27 proc.). Warto dodać, że minister finansów bardzo bogatego Luksemburga zadowala się skromną stawką na poziomie 15 proc. Wie, co robi.

Z coraz wyższych stawek najbardziej bowiem cieszą się oszuści. Im wyższy podatek, tym bardziej kusi do przekrętów. W Polsce aż 57,6 proc. wszystkich oszustw podatkowych dotyczyło właśnie VAT, 16,8 proc. – akcyzy, 13 proc. – PIT i zaledwie 11 proc. – podatku dochodowego od przedsiębiorstw. Z najświeższych wyliczeń Ministerstwa Finansów wynika, że tylko w 2011 r. kontrola skarbowa ujawniła 120 tys. fikcyjnych faktur na łączną kwotę 5,8 mld zł. Fikcyjne faktury to klasyka przekrętów vatowskich. Polegają na tym, że nieuczciwe firmy zwracają się do urzędu skarbowego o zwrot VAT, który wcześniej nie został zapłacony. Wystawiają faktury, które mają być dowodem na sprzedaż jakiegoś towaru za granicę. W kraju obłożony jest podatkiem 23-proc., na wywóz obowiązuje stawka 0. Te 23 proc. kusi więc coraz bardziej. Fiskus zamiast zyskiwać na wyższym opodatkowaniu, traci na przekrętach. VAT kusi nie tylko Polaków, lecz także innych Europejczyków. To przecież obywatel Wielkiej Brytanii wymyślił tzw. karuzelę podatkową, czyli najbardziej dziś popularny sposób wyłudzania VAT.

Potrzebny jest do tego łańcuszek oszustów w różnych krajach Unii. Ogniwo polskie wysyła np. fikcyjne faktury dokumentujące sprzedaż złomu do Anglii. Na ich podstawie oszust poprosi swój urząd skarbowy o zwrot VAT, którego wcześniej nie zapłacił. Jego angielski wspólnik przepuści fakturę przez jakąś fikcyjną firmę na Wyspach, a kolejne oszukańcze ogniwo wystawi fikcyjne faktury na sprzedaż złomu na przykład do Hiszpanii. I zwróci się o wypłacenie VAT u siebie. Taką karuzelą zakręca się kilka razy, po czym fałszywe firmy handlujące nieistniejącym towarem znikają wraz z ich właścicielami. Po Unii oczywiście krążą jedynie faktury. Żadnego złomu nie ma.

Przekręt jest prosty, ale jego wykrycie trudne. Kraje Wspólnoty, by ułatwić fiskusowi szybsze wykrywanie przekrętów, utworzyły wewnątrzwspólnotowy System Wymiany Informacji o VAT (VIES). Do bazy danych zawierającej informacje o wszystkich unijnych podatnikach biorących udział w handlu wewnątrzwspólnotowym mogą zajrzeć służby skarbowe wszystkich krajów członkowskich. Ma to ułatwić wykrywanie firm „słupów”, które po wystawieniu pewnej liczby fikcyjnych faktur po prostu znikają. W naszym kraju efekty działania systemu kontroli nie wyglądają na razie imponująco. W 2011 r. przeprowadzono 9906 kontroli skarbowych, które dopatrzyły się sumy ponad 2,5 mld niezapłaconych podatków. Ta suma nie jest jednak identyczna z tą, którą uda się fiskusowi odzyskać. Właściciele fikcyjnych firm biorących udział w przekrętach podatkowych najczęściej przecież nie mają żadnego majątku.

Wyborcy nie odczuwają bezpośrednio podwyżki VAT, więc politycy lubią zasypywać nim dziury budżetowe. A oszuści chętnie robią na nim przekręty