Służba Celna, jak każdy organ państwowy, opanowała tę zasadę do perfekcji. Ot, choćby tak jasna i prosta reguła, że mieszkania nie można przeszukać bez nakazu sądu. Niby nie można, ale ustawodawca założył, że może się zdarzyć, iż za drzwiami dzieje się ewidentna krzywda, przestępcy się panoszą i funkcjonariusz – nawet bez nakazu – winien zareagować. Zapisał więc w ustawie, że są „sytuacje niecierpiące zwłoki”. Co się okazało? Że na 8 tys. przeszukań, jakich dokonała Służba Celna, nie cierpiało zwłoki 97 procent. Wystarczyła zgoda kierownika. Formalnościom stało się zadość.

Na rządy psioczyć łatwo, trudniej samemu sobie wystawiać rachunek. Gdy przekroczymy prędkość w terenie zabudowanym o 30 km/h i fotoradar pstryknie nam fotkę, oburza nas jawna niesprawiedliwość, bo to „tylko 30 km/h”, a w ogóle tych urządzeń jest za dużo. Gdy idziemy do lekarza po lewe zwolnienie, bo w domu remont, psioczymy, że wziął za dużo, a przecież „kicham i źle się czuję”. Jazda na gapę? Bo bilety drogie. Praca na czarno na zasiłku? Wiadomo, podatki. Prawo prawem, a sprawiedliwość (czytaj: korzyść) musi być po naszej stronie.

Słyszałem kiedyś dyskusję, w której policjant z nauczycielem oburzali się, że rolnicy mają takie wielkie przywileje. Zupełnie nie trafiał do nich argument, że w ich ustach takie opinie są cokolwiek nie na miejscu. Nie rozmawiamy o nas, tylko o rolnikach, odpowiadali zgodnie.

Służba Celna nagina przepisy, bo niewiele sobie z nich robi. Jak większość z nas, niestety. A więc kiedy przyjdą przeszukać twój dom, ten, w którym mieszkasz... pamiętaj o tym.