Tymczasem życie pokazało, że sobie poradziły, i to bez specjalnych problemów. I chociaż ceny rzeczywiście wzrosły, to podwyżki zaakceptowaliśmy wyjątkowo łatwo. Co więcej, jak pokazują dane o sprzedaży detalicznej, kupować też nie przestaliśmy. Szybciej już można zauważyć trend zgoła odwrotny. Rzecz w kryzysie pozornie zadziwiająca. Tym bardziej gdy spojrzymy trzeźwym okiem na przedświąteczny amok zakupowy oraz trwające właśnie wyprzedażowe szaleństwo.

W ostatnich dniach wyprawy do co większych i bardziej popularnych centrów handlowych zaczynają przypominać sport ekstremalny. Najpierw polowanie na miejsce parkingowe, później przebijanie się po zatłoczonych uliczkach między sklepami i odstanie swojego w kolejce do kasy. Na koniec jeszcze stanie w korku na wyjeździe z centrum. Polacy wyjątkowo gładko przełknęli i wyższy VAT, i podwyżki związane z inflacją. Jest prawie pewne, że mimo narzekań równie łatwo przełkniemy kolejne, akcyzowe tym razem podwyżki podatków. Tym bardziej że do wysokich cen paliw już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Podobnie, jak nałogowi palacze oraz palący tylko dla przyjemności zaakceptowali to, że za paczkę papierosów płacą przy sklepowej ladzie coraz więcej.

Myliłby się jednak ten, kto wysnułby z tego wniosek, że Polacy stali się niewrażliwi na podwyżki podatków. Jest wręcz przeciwnie. Każdy z nas na samo słowo podatek zaczyna nerwowo strzyc uszami i pomstować. Kłopot w tym, że gdy fiskus nie wyciąga z naszych kieszeni dodatkowych pieniędzy, w chwili gdy na konto wpływa nasze wynagrodzenie, nasza czujność zaczyna słabnąć. Dawno już zrozumiał to nie tylko polski fiskus. To właśnie dlatego dziś nikt nie mówi o podnoszeniu podatków dochodowych, tylko konsekwentnie, ziarnko po ziarnku łuska nasze portfele przy sklepowych kasach. Płacimy coraz wyższy VAT. Coraz wyższą akcyzę.