To właśnie dlatego ostatnich kilka tygodni przynosi prawdziwy wysyp unijnych inicjatyw w zakresie podatkowej legislacji. Dziś rzecz już nie w tym, kto te podatki zbiera, lecz kto reguluje zasady, na jakich się to odbywa.

Ostatnie trzy przykłady takich działań dają wiele do myślenia. I to niezależnie od tego, czy rozwiązania te są z punktu widzenia pojedynczego podatnika korzystne i sensowne, czy nie. Chodzi o takie projekty jak wspólna skonsolidowana podstawa opodatkowania osób prawnych (CCCTB), zmiana zasad opodatkowania nośników energii (akcyza) i wreszcie zmiana zasad opodatkowania samochodów (akcyza) zmierzająca w kierunku planowanego i u nas (bez powodzenia) jakiś czas temu podatku ekologicznego.

Wszystkie te inicjatywy łączy to, że prace nad nimi trwają od dłuższego czasu. W przypadku CCCTB jest to niemal 10 lat. To jednak niejedyny element wspólny. W każdym z tych przypadków trudno o kompromis, a proponowane rozwiązania z góry zakładają wyjątki, wyłączenia lub okresy przejściowe. Wszystkie zmierzają też do ujednolicenia systemów podatkowych państw członkowskich co do istotnych jego elementów. Równocześnie mają dawać członkom wspólnoty wrażenie, że to oni nadal zachowują pełną kontrolę nad poborem podatków. Powód jest prosty. Nieśmiałe próby unijnych urzędników, by bezpośrednio położyć łapy na podatkowych wpływach, skończyły się szybkim klapsem ze strony państw członkowskich.

Po tym jak udało się zrobić pierwszy krok ku wspólnej polityce zagranicznej, władza nad systemem podatkowym pozostaje jednym z ostatnich bastionów pozwalających na obronę państwowej niezależności i samodzielności w ramach unijnych struktur. Dla wielu polityków, może też stać się doskonałą odskocznią do budowy własnych karier politycznych oświetlonych blaskiem walki z unijnym poborcą podatkowym, który już dziś usiłuje sięgać do naszych i tak niezbyt pełnych portfeli. To, czy ta wizja jest prawdziwa, czy nie, schodzi już na dalszy plan. W rzeczywistości społecznej prawda przestaje pełnić jakąkolwiek rolę. Wszystko sprowadza się do przekonań i wiary. Bez refleksji. I bez oceny faktów.