Zagrożenie dla czytelnictwa, o którym artyści wspominają w liście, to zaledwie wycinek całego tortu szkód, jakie państwo wyrządza przedsiębiorczości, szukając w kieszeniach obywateli pieniędzy na finansowanie swojej niegospodarności. Na apel czekają piekarze. VAT na ciasta, ciasteczka i chałki wzrośnie z 7 do 23 proc. Dobre słowo przydałoby się budowlańcom, którym VAT na materiały budowlane wzrośnie o 16 punktów procentowych. Ci dopiero mają powody do narzekania. Zastój w czytelnictwie w porównaniu z zastojem w budownictwie jest jak wyścig między cegłą i książką spadającymi z dachu. A mimo to deweloperzy szukają rezerw w swoich marżach. Podobnie zresztą jak firmy turystyczne czy gabinety odnowy.

Jeżeli poeci i wydawcy znajdą jeszcze w sobie trochę weny do pisania listów liberalnej troski, to może pomyślą o hodowcach bydła i kurczaków, którym przyjdzie płacić o 5 punktów procentowych wyższy VAT (z 3 do 8 proc). Rolnicy mają o tyle trudniejszą sytuację od twórców, że nie mogą przejść na elektroniczne czytniki.

Sprzedaż e-booków i książek w komputerowych wydaniach rośnie. Mimo że tu VAT od początku był 22-proc. (teraz 23-proc). Zerowa stawka na papierowe książki była czymś wyjątkowym w Polsce. UE zgodziła się na okres przejściowy. Od początku wiedzieliśmy, że mamy na to 6 lat. Okres minął. Czy odłożenie wyroku o trzy miesiące faktycznie poprawi teraz poziom czytelnictwa? A może to tylko rozpaczliwa próba wypchnięcia kilku więcej egzemplarzy zalegających w magazynach wydawnictw. No cóż, dla tej szczytnej idei warto pewnie prosić Wisławę Szymborską o wsparcie.

Ale może lepiej gdyby twórcy stanęli w obronie wszystkich obywateli. Nie tylko wydawców i księgarzy. Zaapelowali do rządu o zaniechanie krótkowzrocznej polityki podatkowej. A ubytki w budżecie uzupełniali, reperując system emerytalny czy redukując przerosty w administracji – likwidując niesprawiedliwości społeczne. Od tego w końcu są poeci.