Wszystko za sprawą wdrażanego programu oszczędnościowego. Urzędnicy w celu znalezienia 530 mln zł tną wydatki, gdzie się da. Zaczęli samodzielnie roznosić pocztę do podatników, wyłączają światło i ogrzewanie, kontrole prowadzą tylko u podatników, którzy mają firmy blisko miejsca zamieszkania urzędnika lub siedziby urzędu. Pozostaje mieć nadzieję, że resort finansów opamięta się z tymi oszczędnościami, zanim urzędnicy skarbowi przeniosą się do epoki kamienia łupanego. Dziwny byłby widok urzędnika, który przychodzi na kontrolę do podatnika z maczugą zamiast z komputerem.