Utwierdza mnie w tym przekonaniu każda kolejna sprawa, którą opisujemy na łamach DGP. Ledwo zakończyła się, na razie nieprawomocnie, sprawa spółki, która przez prawie 20 lat walczy o zwrot nadpłaty w VAT (urząd uważał, że prawo do zwrotu się przedawniło), a na wokandzie po raz kolejny staje problem, jak długo fiskus może kontrolować stratę.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nad identycznym problemem sędziowie głowili się już 3 lata temu. Pytanie, które wtedy padło, dotyczyło sprawy z 2005 r., bo wtedy właśnie podatnik poniósł stratę. Odliczał ją przez następne 5 lat i po 2011 r. uznał rzecz za zamkniętą. Dyrektor urzędu kontroli skarbowej uznał jednak inaczej i w 2012 r. sam wyliczył wysokość straty. Uważał bowiem, tak jak reszta skarbówki, że na kontrolę ma owszem 5 lat, ale licząc od upływu ostatniego roku, za który strata jest odliczana. A że podatnik może ją odejmować od dochodu przez kolejnych 5 lat, to w sumie daje to okres 10-letni.

W 2014 r. wydawało się, że jesteśmy już blisko poznania prawdy, jak to z tą stratą jest. Nic takiego jednak się nie stało. Ani teza uchwały z 29 września 2014 r. (sygn. akt II FPS 4/13), ani jej uzasadnienie nie wspominały słowem o stracie (pominąwszy opis stanu faktycznego).

Podobno – tak to komentowali potem sami sędziowie – przyczyną było źle skonstruowane pytanie prawne. A jakie pytanie, taka odpowiedź. Dość przypomnieć, że gdy po ukazaniu się uzasadnienia uchwały (a trzeba było na nie czekać półtora miesiąca) napisaliśmy w DGP, jak należałoby ją rozumieć – w kontekście straty rzecz jasna – dyskusja rozgorzała na nowo. Mniej nawet co do meritum, a bardziej na temat tego, co sąd chciał powiedzieć.

Pierwsza myśl, jaka przychodziła wtedy do głowy, była następująca: uchwała potwierdza dokładnie to samo, co wiedzieliśmy już od dwóch lat dzięki uchwale z 3 grudnia 2012 r. (sygn. akt I FPS 1/12). W sprawie straty, niestety, nie posunęliśmy się ani o milimetr.

Efektem tej niekończącej się dyskusji są na przemian wygrane i przegrane podatników. Część sądów bowiem uważa, że w świetle uchwały z września 2014 r. (bo przecież nie jej dosłownego brzmienia) fiskus może kontrolować stratę w ciągu 5 lat, część – że nawet w ciągu 10 lat.

Wydawało się, że mamy już za sobą przynajmniej inny spór, ciągnący się równie długo (od 2006 r.) – o stawkę VAT od usług ubezpieczenia przedmiotu leasingu. To historia zakończona pierwotnie uchwałą NSA z 8 listopada 2010 r. (sygn. akt I FPS 3/10), a potem całkiem przeciwnym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE (w sprawie BGŻ Leasing, sygn. akt C-224/11).

I oto nagle okazuje się, że fiskus wciąż nie chce zwrócić niesłusznie zapłaconych wówczas kwot. Używa argumentów równie nieracjonalnych jak w sprawie spółki walczącej o zwrot nadpłaty przez prawie 20 lat. Tam zarzuca firmie, że sama sobie winna, bo nie korygowała deklaracji, a mogłaby tym prostym trikiem wydłużyć sobie czas do otrzymania zwrotu nadpłaty. Tu twierdzi, że dopóki podatnik nie skoryguje faktur wystawionych klientom (gdzie ich teraz szukać?), to na zwrot niesłusznie zapłaconych lata temu odsetek nie ma co liczyć.

Żaden z tych sporów nie jest akademicki. To najczęściej być albo nie być podatnika. Cóż dziwnego w tym, że firma chciałaby w końcu poznać odpowiedź, jak długo ma przechowywać dokumenty. I dlaczego nie może odzyskać tego, co nienależnie zapłaciła. Skoro nie mogą sobie z tym poradzić najtęższe prawnicze głowy, to i mizerne 10 lat na dochodzenie swoich praw może okazać się za mało.