Resort finansów i politycy PiS nigdy nie ukrywali, że zasadniczym celem wprowadzenia podatku handlowego jest zwiększenie konkurencyjności drobnych polskich sklepikarzy wobec zagranicznych potentatów. Zaproponowana w poniedziałek konstrukcja daniny powoduje jednak, że rozłożenie podatku będzie nierównomierne.

Na pewno największym płatnikiem zostanie właściciel dyskontów Biedronka, których sprzedaż zbliżyła się w zeszłym roku do 40 mld zł. Gdyby cały ten wynik był obłożony nową daniną, to Geronimo Martins Polska oddałby fiskusowi około 0,5 mld zł. Jak wynika z naszych wyliczeń (wykonanych na podstawie raportu Euro-netu, obejmującego wyniki sprzedaży największych sklepów w 2014 r.), gdyby przed dwoma laty istniał podatek handlowy, to 20 największych firm w branży spożywczej mogłoby odprowadzić z jego tytułu nawet 1,7 mld zł. Tyle że to wynik wyśrubowany, który trudno będzie osiągnąć, bo np. firmy oparte na franczyzie podatku nie zapłacą. Na tej zasadzie druga pod względem obrotów po Jeronimo Martins firma – czyli Eurocash – w zasadzie nie zostanie objęta podatkiem jako właściciel sieci franczyzowych, takich jak Delikatesy Centrum czy Lewiatan. Jej obroty to ponad 60 proc. obrotów Biedronki. Po odliczeniu z podatku firm opartych na franczyzie wyliczony przez nas podatek spada do nieco ponad miliarda złotych. Ale zapewne nawet ta wielkość będzie zawyżona. Rozmawialiśmy z jedną z zagranicznych sieci handlowych i wyliczony przez nią podatek był mniej więcej o jedną trzecią niższy niż wyliczony przez nas na podstawie danych o sprzedaży. Dlatego że część obrotów wynika ze sprzedaży na faktury lub trafia do franczyzobiorców danej sieci.

Podatek poza wymienioną Biedronką zapłacą duże sieci zagraniczne: Schwarz Group (właściciela Lidla) czy sieci Kaufland (trzecia firma w branży), a także Tesco, Carrefour czy Auchan. Podatek uderzy też w polskie firmy, takie jak Polomarket czy Piotr i Paweł. Choć płacona przez nie danina będzie niższa, bo osiągają one dużo niższe obroty niż potentaci.

W branży RTV sytuacja jest zupełnie inna. Wśród 10 największych firm dziewięć to firmy polskie, ale obroty nawet potentatów są dużo niższe niż w branży spożywczej, więc najwyżej cztery firmy zapłacą wyższą stawkę podatku. Jak wynika z naszych wyliczeń, pierwsza piątka zapłaci najwyżej 100 mln zł podatku przy dwóch zastrzeżeniach. Po pierwsze nie wiadomo, jak duża część obrotów w branży to sprzedaż na faktury dla firm, co pomniejsza podstawę opodatkowania. Po drugie nie ma sensu przy wyliczaniu wpływów z podatku brać drugiej firmy w branży, czyli Media Saturn Holding, bo każdy ze sklepów sieci Media Markt czy Saturn to oddzielna spółka komandytowa, która będzie się samodzielnie rozliczać z podatku. Przeciętne obroty w 2014 r. to ok. 60 mln zł rocznie na sklep, przy progu 204 mln zł rocznie, od których płaci się pierwszą stawkę podatku, co pokazuje, że ta firma zapłaci podatek niewielki lub wcale.

W segmencie sprzedaży materiałów budowlanych najwięcej oddają fiskusowi dwie – trzy największe sieci. Zapewne największymi płatnikami będą dwie z zagranicznym kapitałem: Castorama i Leroy Merlin. Te dwa pomioty będą odpowiadały za trzy czwarte wpłat nowego podatku od sieci budowlanych. Z naszych wyliczeń wynika, że w sumie sieci budowlane wpłacą ok. 128 mln zł. Opodatkowanych zostanie dziewięć największych, które reprezentują w sumie ok. 56 proc. całego rynku. Większość płatników to podmioty z zagranicznym kapitałem – z polskich najwięcej do państwowej kasy odprowadzi prawdopodobnie PSB-Mrówka. Prawdopodobnie, bo PSB ma specyficzną strukturę właścicielską: to sieć mniejszych firm, które mają udziały w centrali i działają jako sieć partnerska. Zakładając, że fiskus potraktuje sieć jako jednorodny podmiot PSB, podatek może zapłacić, ale i tak znacznie mniejszy niż najwięksi zagraniczni konkurenci (ok. 5 proc. całości).

Wyliczenie wpływów od sieci odzieżowych jest trudniejsze. W strukturach części z nich działają sieci franczyzowe, które – co do zasady – mają być zwolnione z podatku. Zakładając jednak, że będą płaciły podatki od całości swoich obrotów, 10 największych podmiotów powinno odprowadzić do budżetu ok. 75 mln zł. W tym zestawieniu tylko trzy firmy mają polski kapitał, ale ich pozycja rynkowa jest bardzo mocna, w sumie mają 15–17 proc. rynku. Na dodatek – przy naszych założeniach – największym płatnikiem byłoby polskie LPP, które musiałoby odprowadzić ponad jedną trzecią wyliczonej przez nas kwoty. ©?

Podatek handlowy w nowej wersji

Podatek handlowy w nowej wersji

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

OPINIE

To blokada aspiracji

Zwiększenie kwoty wolnej od podatku oraz wprowadzenie nowej stawki progresywnej służy promowaniu mniejszego biznesu w   Polsce. Małe sklepy nie poniosą bowiem kosztów nowego obciążenia. Zatem w przyszłości w   ten segment handlu detalicznego będzie najkorzystniej inwestować. Jeśli tak się stanie, rynek może zatoczyć koło, a   dokładnie wrócić do stanu sprzed boomu sieci hipermarketów w   naszym kraju. Pytanie tylko, czy nie jest za późno na ratowanie rodzimego handlu. Przyzwyczajenia konsumentów przez ostatnie lata bardzo się zmieniły. Polacy wolą do sklepu chodzić rzadziej, do tego w   jednym miejscu chcą zrealizować jeśli nie całą, to przynajmniej dużą część listy zakupów. Małe sklepy nie dają takich możliwości, ogranicza je przede wszystkim powierzchnia.

Widzę jednak również pewne zagrożenia wynikające z   nowej ustawy. Blokuje rozwój małych sklepów, a   zatem zabija aspiracje przedsiębiorców do rozwoju. Bycie większym oznacza bowiem dodatkowe obciążenia.

Poszukiwanie źródeł dochodów

Krzysztof Wańczyk analityk Domu Maklerskiego ING

Krzysztof Wańczyk analityk Domu Maklerskiego ING

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Najnowsza wersja podatku handlowego dowodzi, że rząd nie jest skory do ustępstw, a   do tego jest odporny na sugestie branży i ekspertów. Co więcej, uważam, że nie należy oczekiwać, iż zmieni się podejście rządu w   tej sprawie. Zaczęło się gorączkowe poszukiwanie źródeł nowych wpływów do budżetu. Te są konieczne do realizacji złożonych obietnic. Mowa choćby o   programie „Rodzina 500 plus”. Jak donoszą gminy, w   ostatnim czasie wiele z nich ma kłopot z   wypłatą świadczeń. W   najbliższym czasie rząd zamierza pochylić się nad rozwiązaniem problemu frankowiczów. Potrzebne więc będą kolejne środki. Tymczasem z   podatku bankowego do państwowej kasy nie wpływa tyle pieniędzy, ile zakładał rząd. Jak widać, banki znalazły sposób na jego obejście. Dlatego choćby z   tego powodu nie można oczekiwać, iż rząd w   swoich nowych pomysłach będzie skłonny do ustępstw. Nie zdziwiłbym się nawet, że za kilka miesięcy, po tym, jak podatek zacznie już obowiązywać, nastąpi jego korekta. Oczywiście na niekorzyść sieci handlowych.