Tak wynika z projektu rozporządzenia ministra finansów, do którego dotarł DGP. Dziś świadczący takie usługi nie muszą stosować kasy, jeśli ich roczny obrót nie przekroczy 20 tys. zł. Z tego zwolnienia nadal będą mogli korzystać do końca lutego.

Według Romana Namysłowskiego, doradcy podatkowego, partnera w Crido Taxand, zmiany najbardziej dotkną warsztaty samochodowe. Ministerstwo Finansów wielokrotnie wskazywało na tę grupę jako najbardziej dotkniętą nieprawidłowościami. Klient bardzo często jest stawiany przed wyborem, czy chce otrzymać droższą usługę z VAT, czy tańszą, bez podatku.

– Teraz to się zmieni – twierdzi nasz rozmówca. I dodaje, że organom podatkowym łatwiej będzie kontrolować przedsiębiorców. Każda usługa będzie musiała być ewidencjonowana na kasie. Teraz tak nie jest, a limit 20 tys. to fikcja.

Potwierdza to Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów. Szacuje, że szara strefa to co najmniej 30–40 proc. rynku motoryzacji, a budżet może na niej tracić miliardy złotych. Rozmówca podkreśla, że to krok w dobrym kierunku i spełnienie jednego z postulatów branży.

– Zmiany wynikają z chęci zabezpieczenia praw konsumenta i uczciwej konkurencji, ale także chęci uszczelnienia systemu podatkowego. To korzyść dla wszystkich obywateli – zapewnia wiceminister finansów Janusz Cichoń.

Objęcie tych grup obowiązkiem stosowania kas ma sprawić, by przedsiębiorcy obecnie rejestrujący dochód nie musieli się obawiać niższych kosztów działalności u konkurenta, który ukrywa zyski. Z drugiej strony poświadczenie transakcji ma być dla klienta dowodem do ewentualnej reklamacji, gwarancji czy rękojmi, a w przypadku usług prawnych do udokumentowania kosztów postępowania sądowego.

Z punktu widzenia ministra finansów najważniejszy jest jednak cel fiskalny i projekt rozporządzenia jest wpisany w pakiet działań Mateusza Szczurka, mających poprawić ściągalność podatków. Grupy tracące zwolnienie są na celowniku fiskusa jako te, które ukrywają dochody. Choć sam resort finansów nie ma pojęcia, jak duży jest to problem.

– Zakładamy wzrost wpływów podatkowych, bo ujawni się obrót dziś odbywający się w szarej strefie. Ale nie kalkulowaliśmy spodziewanych większych wpływów, bo nie jest znana skala oszustw w tym zakresie – podkreśla wiceminister Cichoń.

Sam pomysł wśród zainteresowanych, którzy będą musieli kupić urządzenie, nie jest przyjmowany równie entuzjastycznie. Twierdzą oni, że to może być dodatkowy, uciążliwy obowiązek.

Ale zdaniem wiceministra finansów nie powinna to być przeszkoda w prowadzeniu działalności. – To nie jest wydatek, który kładzie pomysł na biznes, zwłaszcza że zakup kasy jest w dużej części refundowany z budżetu. Zresztą dajemy dwumiesięczny okres na zakup kasy, a w przypadku rozpoczęcia wykonywania czynności na początku miesiąca nawet trzymiesięczny, w którym osoba prowadząca biznes może się do tego obowiązku przygotować – mówi wiceminister.

Choć są także głosy, że resort finansów powinien pójść dalej. – Gdy spojrzymy na gospodarkę i niską dyscyplinę podatkową, to trudno znaleźć uzasadnienie, że jedne grupy mają bezwzględny obowiązek posiadania kas, a inne nie. Jeśli wprowadzane jest jakieś rozwiązanie podatkowe, to powinno być powszechne i dotyczyć wszystkich, a nie wybranych grup – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.