W styczniu sprzedaż papierosów była o 10 proc. mniejsza niż o tej samej porze przed rokiem. W lutym była o 16 proc. mniejsza niż 12 miesięcy wcześniej. To trend, który trwa od lat. W 2006 r. konsumenci kupili 72,4 mld sztuk papierosów, a w 2012 r. 52,1 mld sztuk, czyli ponad 20 mld mniej. Ten rok przyniósł kontynuację zjawiska, które wydaje się nawet z miesiąca na miesiąc osiągać coraz większą dynamikę.

Można by pomyśleć, że Polacy wreszcie zaczęli dbać o zdrowie. – Faktycznie palaczy ubywa, ale z tego powodu sprzedaje się mniej o 1–1,5 mld sztuk rocznie, to nie tłumaczy spadków o kilkanaście procent – mówi Krzysztof Brosz z Fundacji Republikańskiej, opierając się na opracowanym przez fundację raporcie o konsekwencjach polityki tytoniowej państwa. Prawdziwy powód malejącej sprzedaży kryje się w szarej strefie, bo dane dotyczą tylko obrotu legalnego. A ten nielegalny z roku na rok rośnie w siłę.

Jak ocenia Krzysztof Brosz, wielkość całego rynku wyrobów tytoniowych może sięgać 12,7 mld sztuk papierosów. Konsumenci coraz częściej sięgają też po tytoń do palenia pochodzący z nielegalnych źródeł. Dowodem na to jest fakt, że aż trzy na cztery sprzedawane gilzy, czyli bibułki, są napełniane tytoniem, od którego nie zapłacono akcyzy – można to obliczyć z danych publikowanych przez firmę badawczą Nielsen.

A to nie jest dobra wiadomość ani dla koncernów tytoniowych, które zarabiają w Polsce coraz mniej, a utrzymują kilka fabryk, ani dla budżetu państwa, który traci wpływy z akcyzy. Te od 2004 r. rosły systematycznie. Wprawdzie zdarzały się spadki w pojedynczych miesiącach kolejnych lat, jednak roczny bilans dochodów powiększał się z roku na rok. Wszystko wskazuje na to, że ta dobra passa skończy się w tym roku. W styczniu bowiem dochody do budżetu były niższe o 17,7 proc. i wyniosły 1,2 mld zł. Luty zapowiada się też gorzej, biorąc pod uwagę, że ubyło klientów z legalnego rynku. Jeżeli ten trend utrzyma się w kolejnych miesiącach, spadki mogą sięgnąć w sumie wg wyliczeń Fundacji Republikańskiej nawet 1 mld zł. A warto zauważyć, że wpływy z podatku od wyrobów tytoniowych do budżetu stanowią ponad 9 proc. całości.

Całej tej sytuacji, jak uważają eksperci z branży oraz od prawa podatkowego, winne są zbyt duże podwyżki akcyzy na przestrzeni ostatnich lat. – W ciągu ostatniej dekady skumulowane podwyżki podatków akcyzy i VAT na wyroby tytoniowe sięgnęły blisko 200 proc., zaś w tym samym czasie przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło o 55 proc. – mówi Gabriela Bar z British American Tobacco Polska.

Manipulowanie stawką

Pomysł, jak zmienić sytuację, pojawił się już za rządów PiS, kiedy to Zyta Gilowska, stojąca na czele resortu finansów, w ówczesnym projekcie ustawy akcyzowej na kolejny rok zaproponowała obniżenie stawki procentowej podatku do 25 proc. Projekt zakończył żywot z uwagi na wcześniejsze wybory parlamentarne i rozwiązanie rządu. Stawka procentowa akcyzy była nadal podnoszona z 28,48 proc. w 2005 r. do 31,41 proc. w 2009 r., co przyniosło wzrost przychodów budżetowych z 9,8 mld zł do 16,1 mld zł.

W ubiegłym roku jednak resort finansów znowu powrócił do pomysłu obniżki. Zaproponowano zmniejszenie stawki procentowej płaconej od maksymalnej ceny paczki papierosów z 31,41 proc. do 25 proc. i zwiększenie stawki kwotowej płaconej od 1 tys. sztuk papierosów ze 170,97 zł do 222,586 zł. I tym razem skończyło się tylko na planach. Ostatecznie resort utrzymał dotychczasowy sposób naliczania podatku od wyrobów tytoniowych, czyli stawkę procentową na poziomie 31,41 proc., a kwotową w wysokości 188 zł.

– To była słuszna decyzja, bo obniżona stawka procentowa spowodowałaby tylko niższą premię podatkową od droższych papierosów, czyli tych, na które konsumenci są niewrażliwi cenowo, a których sprzedaż w ostatnich latach utrzymuje się na stałym poziomie. W segmencie średnim strata dla budżetu wynosiłaby 12 groszy na paczce, a w drogim aż 18 groszy na paczce. Odnosząc te utracone na każdej paczce podatki do wielkości rynku, nastąpiłby spadek przychodów budżetowych z akcyzy o ponad 200 mln zł rocznie – wylicza Krzysztof Brosz.

Podobnie uważa Grażyna Sokołowska, dyrektor ds. korporacyjnych i prawnych w Imperial Tobacco, według której straty dla budżetu, w momencie gdyby struktura podatku była już od tego roku zmieniona, byłyby jeszcze większe od tych, które są obecnie notowane.

Inną opinię na ten temat ma firma Philip Morris, która należy do obozu zwolenników reformy podatku akcyzowego. – Na jesieni ubiegłego roku firmy konkurencyjne przekonywały, że dotychczasowy model akcyzy jest efektywny i gwarantuje stabilne wpływy do budżetu. Dziś słyszy się, że powoduje on lawinowy wzrost przemytu i ogromne straty – mówi Adam Suchenek z Philip Morris. Jak podkreśla, segment drogich papierosów to 10 proc. rynku. – Przy 25-proc. stawce akcyzy przełożenie podatku na cenę byłoby o ponad 3 proc. niższe niż w przypadku utrzymania stawki procentowej na poziome 31,41 proc. Jednocześnie gwarantowana kwotowa część podatku od każdego 1000 sztuk byłaby większa. Inaczej mówiąc, mniejsza akcyza to więcej podatków z każdej paczki – dodaje.

Wyliczenia Fundacji Republikańskiej prowadzą do odwrotnych wniosków. Poza tym według tego obozu wysoka stawka kwotowa akcyzy, a mała procentowa zniechęca producentów do konkurowania ceną oraz prowadzenia wojen cenowych, co też negatywnie odbija się na wpływach do budżetu.

Jednak jak podkreśla Zbigniew Liptak z Ernst & Young – przed skutkiem potencjalnych obniżek cen od 2011 r. budżet jest efektywnie chroniony poprzez mechanizm minimalnej akcyzy, którą trzeba zapłacić niezależnie od ceny papierosów.