Chodzi o przycisk kończący transakcję, a w przypadku taksówkarzy – przerywający rejestrowanie dalszego przebiegu trasy i tym samym kończący kurs.

Jeden z warszawskich taksówkarzy podaje nam przykład z własnej praktyki: – Podwiozłem pasażerkę na dworzec kolejowy. Umówiliśmy się, że mam poczekać. Jeśli nie wróci w ciągu kilku minut, to będzie znaczyło, że zdążyła na pociąg i że nie będę już potrzebny. Dała mi pieniądze, tyle, ile pokazał taksometr, i wyskoczyła z taksówki. Zaraz za nią wysiadłem i ja, żeby pomóc jej wyjąć bagaże. Następnie podszedł do mnie młody mężczyzna, który wyjął legitymację. A ponieważ nie wcisnąłem przycisku kończącego transakcję (usługę przewozu), to chciał mnie ukarać mandatem.

W każdym urządzeniu rejestrującym jest przycisk umożliwiający zakończenie transakcji. Taksówkarz musi go wcisnąć, bo sam fakt zatrzymania samochodu nie jest równoznaczny z końcem kursu. Dopóki nie zostanie przerwane rejestrowanie kursu, można w określonych sytuacjach i na niektórych typach urządzeń rejestrujących całą transakcję jeszcze anulować.

– Jest to możliwe w przypadku kas rejestrujących podłączanych do taksometru, ale tylko wtedy gdy taksówka nie przejechała więcej niż 500 metrów lub podróż nie trwała dłużej niż 20 minut – podkreśla Dariusz Jarzyna z firmy Datecs Polska.

To jest, jak mówi, zabezpieczenie na wypadek, gdyby klient w sklepie czy pasażer w taksówce zrezygnował z zakupu towaru czy usługi.

Jak podkreśla Dariusz Jarzyna, specyfika rejestrowania obrotu za pomocą kasy fiskalnej powoduje, że są takie sytuacje, kiedy rejestrowanie sprzedaży dla więcej niż jednego klienta w tym samym czasie jest niemożliwe.

– Kasy nie pozwalają na równoległe rejestrowanie więcej niż jednej usługi. Owszem, są na rynku takie urządzenia, które umożliwiają rejestrowanie kilku transakcji na raz, ale to są rozwiązania przewidziane dla gastronomii. Rejestrowanie sprzedaży na standardowej kasie fiskalnej wymaga zakończenia jednej transakcji i otwarcia kolejnej – przypomina Dariusz Jarzyna.

Powinni o tym pamiętać zwłaszcza sprzedawcy i nie wykazywać się zbytnią wyrozumiałością dla klientów, którym się śpieszy i którzy kładą na ladzie odliczone pieniądze za towar, nie czekając w kolejce do kasy. Bo za uprzejmość trzeba nieraz dużo zapłacić.

– Najniższy mandat, jakim podatnik może zostać ukarany, wynosi 150 zł. Najwyższy – 3000 zł. Jego wysokość w tej konkretnej sprawie zależy m.in. od tego, czy czyn był popełniony na warunkach recydywy – mówi inspektor Andrzej Bartyska z Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

I dodaje: – Jeśli sprawa trafi do sądu, to do grzywny, jaką może nałożyć sąd – a ta zazwyczaj jest w podobnej wysokości co mandat, dochodzą jeszcze koszty sądowe, a te mogą wynieść drugie tyle.