Urząd celny przez rok zabraniał importerowi wprowadzenia na teren Polski kolekcjonerskiego samochodu. Od października 2010 r. do września 2011 r. auto stało na wolnym powietrzu w miejscu wyznaczonym przez celników. Kiedy wreszcie zostało zwolnione spod dozoru celnego, nadawało się już tylko na złom. Pojazdy mające ponad 30 lat (a co najmniej tyle mają modele kolekcjonerskie) wymagają bowiem specjalistycznych zabiegów i muszą stać pod dachem.

Problem bierze się stąd, że do niedawna o tym, czy dany pojazd jest przedmiotem kolekcjonerskim, przesądzała decyzja wojewódzkiego konserwatora zabytków sporządzona na podstawie opinii rzeczoznawcy. Taki dokument był dla celników wystarczający.

Od niedawna jednak wojewódzki konserwator nie wydaje już takich opinii. Zajmuje się tym czterdziestu ekspertów z listy wypracowanej w wyniku porozumienia rzeczoznawców samochodowych. Ich opinie zawierają dokładne uzasadnienia, dlaczego dany pojazd powinien być uznany za kolekcjonerski.

Niestety, prawo obliguje ich do tego, by na końcu każdego dokumentu znalazła się informacja, że wydana opinia ma charakter tylko pomocniczy. Ma ułatwić organom celnym dokonanie klasyfikacji pojazdu, ale nie jest dla nich wiążąca. Takie opinie przestały być więc dla celników wiarygodne. Funkcjonariusze o tym, czy dany pojazd ma wartość historyczną, decydują sami.

– Trudno powiedzieć, jakimi kryteriami kierują się celnicy. Kiedyś nie wzięli pod uwagę mojej opinii, bo ich zdaniem zbyt krótko oglądałem samochód – mówi Tomasz Skrzeliński, certyfikowany rzeczoznawca samochodowy z listy Ministerstwa Infrastruktury.

Swoich racji kolekcjonerzy muszą dochodzić w izbach celnych i sądach administracyjnych. A to wydłuża czas oczekiwania na wydanie auta.

Jest o co kruszyć kopie, bo osoba, która sprowadza zwykły samochód spoza UE, musi zapłacić cło, akcyzę i 23-proc. VAT. Jeżeli jednak zostanie on uznany za przedmiot kolekcjonerski, importer zapłaci tylko 8 proc. VAT i jest zwolniony z cła i akcyzy.

Żeby można było uznać auto za kolekcjonerskie, muszą być spełnione wymogi przewidziane w notach wyjaśniających do Nomenklatury Scalonej Wspólnot Europejskich do sekcji XXI.

– Pojazd musi być w oryginalnym stanie, bez dużych zmian podwozia, układu kierowniczego lub hamulcowego czy silnika. Musi mieć co najmniej 30 lat i nie może już być produkowany – wylicza Mariusz Ziarnowski z Izby Celnej w Toruniu.

Auto powinno być rzadkie i mieć dużą wartość. Nie może być też używane do swego oryginalnego celu.

– Wytyczne te składają się z niejasnych pojęć. Ich zweryfikowanie jest czasochłonne. Wymaga to też nie tylko gruntownej znajomości historii motoryzacji, ale też sytuacji na rynku używanych samochodów, a ta jest inna w każdym z krajów Unii – zauważa Tomasz Skrzeliński. .