Ostatnie miesiące roku to w wielu firmach okres planowania imprez: andrzejkowych, mikołajkowych, świątecznych czy wigilijnych dla pracowników. I nie jest najważniejszy wybór odpowiedniego lokalu czy menu, ale takie zorganizowanie spotkania, aby nie zainteresował się nim fiskus. Niestety w praktyce może to być bardzo trudne.
Publikacja: 10 października 2011, 03:00 Aktualizacja: 14 listopada 2011, 11:08
źródło: ShutterStock
PIT, podatki, podatek (fot.shutterstock)
Pod firmową choinką
Urzędnicy fiskusa rozsiadają się pod świąteczną choinką i monitorują imprezy andrzejkowe lub mikołajkowe co roku. Zawzięcie rachują na swoich kalkulatorach kolejne kwoty należne budżetowi. Fiskus najbardziej zainteresowany jest tym, co i na jakiej podstawie dostajemy od naszego pracodawcy. A nuż trafi się jakiś bon towarowy lub prezent rzeczowy, który będzie można doliczyć do wynagrodzenia pracownika i opodatkować.
Uważnie śledzą też, kto, gdzie, z kim i po co się spotyka. Spotkania firmowe, i to niekoniecznie te należące do wystawnych, to też w końcu zysk dla zapraszanego, czyli pracownika. Nawet jeśli podwładny jest na diecie, to przecież może zjeść i wypić na takim spotkaniu. A jakby musiał kupić to sam, to przecież poniósłby koszt. A jak nie wydał, a zjadł i wypił za darmo, to zyskał na tym tyle, ile musiałby wydać. A to jest już jego przychód, który powinien być opodatkowany. Logiczne? Nawet jak dla kogoś nie jest to logiczne, fiskus i tak się o podatek upomni.
Wystarczy zaproszenie
Aby poprawić humory tym, którzy choć nie lubią, a mimo to stawiają się na firmowych spotkaniach, wyjaśnijmy, że ci, którzy je omijają szerokim łukiem, są w gorszej sytuacji. Urzędnik cały czas liczy grosze i kalkuluje tak: jak dostałeś zaproszenie, a nie poszedłeś, to też masz przychód, bo pracodawca cię policzył i wydał na ciebie określoną kwotę. Z tego prosty wniosek – też musisz płacić podatek. W ten sposób firmowi dezerterzy są stratni podwójnie. Ani taki nie zje, ani nie napije, a podatek i tak musi zapłacić. I żadne modlitwy w stylu: „od firmowych zaproszeń zachowaj nas, Panie” nic tu nie pomogą.
Skąd takie wnioski? Niestety znów z zasad wyznawanych przez urzędników. Twierdzą oni bowiem, że świadczeniem nieodpłatnym będzie udział w imprezie sfinansowanej przez szefa. Wartość tego świadczenia to koszt jednostkowy udziału poszczególnych uczestników w spotkaniu.
1: Paulina z IP: 89.75.84.* (2011-10-10 17:12)
Sięgnęliśmy dna
2: Ala z IP: 46.148.144.* (2011-10-10 19:03)
dokładnie...
3: anty lex z IP: 83.7.100.* (2011-10-10 20:43)
Są jeszcze inne "kwiatki" w przepisach o PIT. Mianowicie wszelkie tzw. nieodpłatne świadczenia, które nie są darowizną co do zasady podlegają opodatkowaniu, z tym, że jeśli nie są świadczone przez pracodawcę, nie ma obowiązku poboru zaliczki, ale jest obowiązek doliczenia do rocznego PIT-u. Jak by się fiskus uparł, śmiało mógłby kazać opodatkować przeróżne darmowe uprzejmości: ot, ktoś kolegę podwiózł z pracy do domu, zaprosił na obiad, udzielił za darmo lekcji z czegokolwiek, a nawet wyprowadził psa, albo podlał kwiatki w ogrodzie, nie mówiąc już o sąsiedzkiej pomocy np. przy remoncie. WSZYSTKO TO SĄ NIEODPŁATNE ŚWIADCZENIA, CO DO ZASADY OPODATKOWANE!!! Współczuję każdemu, kto dostanie w takich sprawach decyzję deklaratoryjną z urzędu skarbowego. Zapłaci być może słono, z odsetkami podatek, a do tego karę, albo grzywnę z KKS i obawiam się, że odwołanie do izby skarbowej i ewentualna skarga do WSA będą nieskuteczne, i to nawet jeśli tym się zajmą drodzy doradcy podatkowi i adwokaci... Dura lex...

W III kwartale (od 1 lipca) tego roku będą obowiązywały wyższe limity zwrotu części VAT na materiały budowlane kupione w związku z budową lub remontem lokali mieszkalnych.