Od 1 stycznia 2009 r. zaczną obowiązywać dwie stawki PIT: 18 i 32 proc. Mimo 8-miliardowego kosztu obniżki zakładane wpływy z PIT w 2009 roku będą wyższe. Zdaniem ekspertów optymizm MF, choć mógłby wydawać się uzasadniony, jest zbyt duży.
Publikacja: 29 września 2008, 03:00 Aktualizacja: 29 września 2008, 14:02
Projekt ustawy budżetowej na 2009 rok zakłada wzrost wpływów z PIT o 1,2 mld zł w porównaniu z przewidywanymi wpływami z tego podatku w 2008 roku. Dokładna analiza projektu ustawy budżetowej prowadzi do wniosku, że wpływy z PIT w przyszłym roku będą wyższe nie o jeden, a o ponad 9 mld zł. Dlaczego? Obniżenie stawek PIT od 1 stycznia 2009 r. do 18 i 32 proc. według Ministerstwa Finansów (MF) ma kosztować 8 mld zł. Zatem po zsumowaniu 1,2 mld zł ze zwiększonych wpływów z tego podatku i 8 mld kosztu obniżki stawek mamy 9,2 mld zł. Choć oczywiście w ukrytej wersji.
Według założeń MF wpływy z PIT w 2009 roku wyniosą 40,2 mld zł. W 2008 roku do kasy państwa z tego tytułu ma wpłynąć 39,2 mld zł, co jest kwotą o prawie 9 mld zł wyższą od planów z ustawy budżetowej na 2008 rok. Oznacza to, że wprowadzenie ulgi na dzieci i podwyższenie progów w skali PIT nie osłabiło wpływów do budżetu. Trudno się temu dziwić. Ulga prorodzinna miała kosztować 7 mld zł, ale podatnicy skorzystali z tego odliczenia na kwotę 5,4 mld zł. Również ogólne wpływy z PIT były wyższe o prawie 4 mld zł od zakładanych w planach budżetowych.
W konsekwencji podsumowanie 2007 roku w zakresie rozliczeń PIT (skutki ulgi, mimo że rozliczenie dotyczyło 2007 roku, przekładają się na budżet 2008 roku, w którym dokonywano rozliczenia ulgi za 2007 rok) spowodowało hurraoptymizm w resorcie finansów, który przełożył się na szacowane wpływy podatkowe na 2009 rok. Resort finansów uwzględnił w tych planach spodziewany scenariusz rozwoju gospodarczego i planowane zmiany w podatkach.
Co ciekawe, zdaniem MF zmiany w PIT będą korzystne dla podatników, bo zmniejszą ich efektywne obciążenia podatkowe. Tymczasem po obniżce podatków fiskus spodziewa się ściągnąć od nas więcej pieniędzy, niż ma to miejsce w tym roku. Pojawia się więc pytanie, dlaczego zmniejszenie podatków powoduje, że w przyszłym roku więcej wpłacimy do kasy państwa?
Zdaniem ekspertów mniejsze podatki powodują wychodzenie podatników z szarej strefy, stąd założenia MF przewidują wzrost wpływów budżetowych w przyszłym roku. Przestrzegają jednak przed nadmiernym optymizmem.
- Założenia rządu dotyczące przyszłorocznych wpływów podatkowych mogą być zbyt optymistyczne - uważa główny ekonomista Business Centre Club, prof. Stanisław Gomułka, w wypowiedzi dla PAP.
Dodaje, że największe wątpliwości można mieć w przypadku dochodów z PIT i VAT. Po pierwsze, w 2009 roku zmniejszą się stawki podatkowe PIT. Poza tym w sytuacji spowolnienia gospodarczego może nie być planowanego wzrostu zatrudnienia o 2 proc.
To czas pokaże, na ile te prognozy były trafne co do skali zwiększenia wpływów z PIT w 2009 roku i czy w istocie obniżenie stawek podatkowych da impuls ku zwiększeniu wpływów budżetowych. Na ten aspekt zwraca uwagę Wojciech Piotrowski, doradca podatkowy w KPMG Doradztwo Podatkowe, który podkreśla, że z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w roku 2004, kiedy to znaczne obniżenie stawek CIT z 27 do 19 proc. spowodowało wzrost wpływów z tego źródła już w pierwszym roku po obniżeniu stawki.
Podobne są zresztą doświadczenia krajów, które wprowadziły u siebie podatek liniowy. Potwierdza to rozpoznaną w ekonomii prawidłowość, że nominalne obniżenie podatku przekłada się na wzrost zasilenia budżetu.
- PIT stanowi jedno z najistotniejszych źródeł wpływów budżetowych. Można się więc spodziewać, że obniżenie stawek wpłynie na wzrost optymizmu podatników, co w połączeniu ze wzrostem wynagrodzeń przełoży się na gospodarczy rozwój - przekonuje Wojciech Piotrowski.
Również Arkadiusz Michaliszyn, prawnik, partner w CMS Cameron McKenna, uważa, że jeżeli przyjrzeć się głębiej relacjom, jakie zachodziły pomiędzy cięciami w stawkach podatkowych i wpływami budżetowymi, to paradoksalne na pozór zjawisko zwiększania się wpływów budżetowych w sytuacji, gdy stawki maleją, okazałoby się normą.
Kolejnym dobrym tego przykładem jest to, że zmniejszenie stawki akcyzy na alkohol spowodowało wzrost wpływów z tego źródła, a wprowadzenie 19-proc. PIT dla przedsiębiorców dało podwyższone dochody z tego podatku.
- Być może jest to przypadek, zbieg okoliczności, kaprys losu. W tym kontekście trochę szkoda, że nie udało się wprowadzić 50-proc. stawki PIT, ponieważ gdyby po wprowadzeniu tego podatku wpływy zmalały, to byłby to znak, że los jest dość konsekwentny w swoich igraszkach z planistami. Ale i bez tego doświadczenia empirycznego można obstawiać, że dochód budżetu w roku 2009, w którym podatnicy płacić będą podatek naliczany według stawki 18 i 32 proc., będzie wyższy niż w roku 2008 - argumentuje Arkadiusz Michaliszyn.
Z badań wynika, że podatek dochodowy według najwyższej stawki podatkowej płaci niewielki procent podatników. Można by zatem zakładać, że wpływy w tym przedziale skali podatkowej są z punktu widzenia całego wolumenu wpływów podatkowych niewielkie. Z drugiej jednak strony, z podsumowania rozliczenia PIT za 2007 roku wynika, że na podatników płacących podatek według najwyższej stawki podatkowej (40 proc.), chociaż stanowili tylko 0,86 proc. ogółu podatników PIT, przypadało aż 19,9 proc. należnego podatku dochodowego za ten rok.
Podatnicy z drugiego przedziału skali (stawka 30 proc.) stanowiący 4,48 proc. ogółu podatników to kolejne 20,56 proc. podatku należnego. A zatem na te grupy, które realnie najwięcej zyskują na zmianach w skali w 2009 roku, przypadało aż 40,46 proc. podatku należnego.
Według Pawła Jabłonowskiego, doradcy podatkowego w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, powód tego, że tak niewielu podatników płaci dziś podatek według najniższej stawki, można wytłumaczyć np. optymalizacją podatkową. Osoba, która miałaby zapłacić 40-proc. stawkę podatku, zrestrukturyzuje swoje źródła przychodów, tak aby opodatkować się w inny sposób.
- Zbyt wysokie obciążenia podatkowe powodują, że podatnicy uciekają do szarej strefy. Może to tłumaczyć wyższe wpływy założone w ustawie budżetowej na 2009 rok - podkreśla Paweł Jabłonowski.
Przy obniżeniu stawek podatkowych części podatników nie będzie opłacało się ryzyko funkcjonowania w szarej strefie - tłumaczy dalej ekspert. Część osób, zachęcona wyższą kwotą netto, jaka pozostanie po opodatkowaniu, może podjąć pracę. Trzeba też pamiętać, że w bieżącym roku nastąpił wzrost wynagrodzeń, co powoduje podwyższenie podstawy opodatkowania.
Podobnego zdania jest Wojciech Piotrowski, który przypomina, że obok obniżenia stawek od 2009 roku będzie miało miejsce jednoczesne podwyższenie progów podatkowych. Zniknie próg 44 490 zł, który przy obecnym poziomie zarobków powodował, że duża liczba podatników wchodziła w trakcie roku w drugi przedział skali. Z kolei osoby, które przekroczą próg 85 528 zł, powodujący dotychczas objęcie stawką 40-proc., będą płacić podatek 32-proc. Te fakty mają niebagatelne znaczenie dla kształtowania się wpływów budżetowych.
- Trzeba zwrócić uwagę, że zwłaszcza stawka 40-proc. jest dla większości podatników trudna do zaakceptowania, oznacza bowiem, że zmuszeni są oni oddać państwu blisko połowę swoich dochodów. Zważywszy na to, że chodzi o grupę zamożniejszych podatników, którzy nierzadko dysponują wiedzą i możliwościami korzystnego kształtowania swojej sytuacji podatkowej, radykalne, bo 8-proc. obniżenie stawki podatkowej może spowodować ograniczenie tendencji do tzw. ucieczki przed opodatkowaniem - tłumaczy nasz rozmówca z KPMG.
Dodatkowo wspomina, że w planowanej nowelizacji ustawy o PIT przewidziane są rozwiązania, które w pewien sposób zrównoważą efekt obniżenia stawek. Chodzi tu np. o likwidację ulgi meldunkowej czy też racjonalizację korzystania z ulgi prorodzinnej przez rodziców, których dzieci urodziły się w trakcie roku podatkowego.
Krzysztof Ścipień, starszy asystent podatkowy BDO Numerica, zwraca jednak uwagę, że w opinii resortu finansów czynnikami, które będą miały znaczący wpływ na prognozowany wzrost dochodów z tytułu PIT, są m.in. realny wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej o 3,6 proc. wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej na poziomie 2 proc., realny wzrost przeciętnej miesięcznej emerytury i renty z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych o 5,9 proc., a także realny wzrost przeciętnej miesięcznej emerytury i renty rolników indywidualnych o 3,2 proc. Ostrzega też, że w praktyce może się okazać, że prognozowany wzrost nie będzie aż tak wysoki, jak wynika z przedstawionych prognoz resortu finansów. Brak optymizmu uzasadniony jest kilkoma przyczynami.
- Po pierwsze, na skutek planowanych zmian, m.in. wprowadzenia od 2009 roku nowej skali podatkowej z dwoma stawkami: 18 i 32 proc., progiem 85 528 zł i kwotą zmniejszającą podatek w wysokości 556,02 zł, dochód budżetu państwa zmniejszy się o ok. 8 mld zł. Nie należy też zapominać o zwiększeniu kwoty rocznej ulgi na wychowywanie dzieci do wysokości 1173,70 zł na każde dziecko, a także wprowadzonej abolicji podatkowej - przypomina Krzysztof Ścipień.
Na tym zaś nie koniec. Mimo że Polski nie dotknął tak mocno kryzys finansowy za oceanem, jak się tego spodziewano, gospodarka wyraźnie zwalnia. Świadczą o tym chociażby dane dotyczące produkcji czy zapowiadane przez niektóre firmy działania oszczędnościowe, w tym zwolnienia pracowników. To zaś może być zapowiedzią zatrzymania lub spowolnienia dalszego wzrostu płac, jak i wzrostu zatrudnienia, na co resort mocno liczy w swoich budżetowych planach.
9,2 mld zł to zakładany przez resort finansów wzrost dochodów z PIT w 2009 roku w porównaniu z 2008 rokiem
1: Barry Kent z IP: 195.205.254.* (2008-09-29 10:03)
Polacy więcej zarabiają, to i wpływy z PIT większe. Zresztą, im niższe podatki, tym podatnicy chętniej ujawniają przychody. GP jak zwykle robi sensację z niczego.
2: arimgdynia z IP: 81.190.78.* (2008-09-29 10:47)
PŁACĘ PODATEK 19% + 1,25 %= 20,25% A BĘDĘ PŁACIŁA 18% + 1,25%= 19,25% NIE ZAPOMINAJCIE O 1,25%
3: ANGI z IP: 79.186.146.* (2008-09-29 12:38)
Znów okradać będzie się tych najniżej zarabiających .Wiadomo ,że zyski z obniżenia progów podatkowych pójdą do kieszeni tych bogatych.Po raz kolejny dyskryminuje się biednych względem bogatych.Nie czarujmy się.Wiadomo,że ustawy w Sejmie uchwalane są pod pracodawców i ludzi bogatych.Nie myślcie,że biedni to nie umieją sobie obliczyć kto najwięcej korzyści osiągnie . Mało tego uchwalają ustawy ,które pozwalają oszukiwać Państwo ,ZUS i tych ,którzy muszą podjąć jakąkolwiek pracę ,bo nie mają innych środków do życia .WIĘC KTO NA TYM KORZYSTA NAJWIĘCEJ-ODPOWIEDZCIE SOBIE SAMI.KORUPCJA KWITNIE W NASZYM KRAJU-A MÓWIĄ,ŻE MAFIA JEST TYLKO NA ŚWIECIE ,A NIE U NAS.CHYBA GRUBO SIĘ MYLĄ.
4: Marne perspektywy z IP: 195.38.12.* (2008-09-29 12:48)
Wzrost przychodów to wzrost obiążenia społeczeństwa podatkiem. Czy na tym polegać ma reforma finansów? Tusk obiecywał coś innego.
Wzrost podatków zaś nigdy nie stymulował rozwoju gospodarczego, wręcz przeciwnie.
5: M z IP: 213.17.251.* (2008-09-29 13:01)
Co stoi na przeszkodzie, żeby biedni byli bogaci?
Z drugiej strony, dlaczego karać tych zdolniejszych (znamienita większość ludzi majętnych wzbogaciła się ciężką pracą) większymi podatkami?
6: ANGI z IP: 79.186.146.* (2008-09-29 13:03)
Po co mówić ,że Polacy więcej zarabiają ,skoro pracodawcy spisują umowy na najniższą krajową pomimo, że pracownik pracuje po 12-14h na dobę .Na rękę dostaje więcej ,a odprowadza podatek od najniższej krajowej.Składki ubezpieczenia społecznego ,również odprowadzane są od niskiego dochodu.NA nic zdaje się interwencja w PIP -wiadomo ,że zawsze wszystko jest ok.Więc co tu można mówić ,że obniżenie progów jest korzystniejsze dla biednych .Skoro zawsze korzysta bogatszy ,a nie biedny .Tak dzieje się w budownictwie,ale i nie tylko.Państwo zezwala na takie praktyki od wielu lat ,a potem się dziwią ,że młodzież ucieka z kraju . KTO CHCE ŻYĆ W PAŃSTWIE,KTÓRE DYSKRYMINUJE LUDZI PRACY.POSŁOWIE -POBUDKA.
7: ANGI z IP: 79.186.146.* (2008-09-29 13:15)
Co stoi za tym ,aby biedni byli bogaci-myślę ,że nieuczciwość pracodawców i celowe złe ustawy w Sejmie,które zezwalają na wyzysk człowieka przez człowieka.Instytucje,które powinny kontrolować łamanie praw pracowniczych nie robią tego w sposób uczciwy ,a ludzie mają dość chodzenia po sądach.Sprawy ciągną się latami-znużeni decydują się nie dochodzić swoich praw.
8: barany trzeba strzyc a nie zazynac -:)) z IP: 83.22.81.* (2008-09-29 13:18)
wreszcie oczekiwany cud gospodarzcy - wiecej kasy dla mafiokracji ! !
9: tak się rządzimy matołki ! z IP: 83.22.81.* (2008-09-29 13:31)
Ministerstwo Finansów zaoferuje w III kw. 2008 roku obligacje skarbowe o wartości 6,0-17,2 mld zł oraz bony skarbowe o wartości 10,0-15,0 mld zł,
10: Coś dla ANGI: z IP: 195.205.254.* (2008-09-29 15:38)
Załóżmy, że każdego popołudnia 10 znajomych wybiera się wspólnie na obiad do restauracji. Rachunek za cały obiad wynosi 100 zł. Ponieważ cała dziesiątka nie zarabia po równo, a wręcz przeciwnie -- mają bardzo zróżnicowane zarobki, postanowili, że rachunek będą płacić w następujący sposób: Czterech najbiedniejszych nie zapłaci nic. Piąty od końca pod względem dochodów zapłaci 1 zł. Szósty -- 3 zł. Siódmy -- 7 zł. Ósmy -- 12 zł. Dziewiąty -- 18 zł. Dziesiąty, najbogatszy z nich wszystkich -- 59 zł. Tak sobie postanowili. Ale pewnego dnia właściciel restauracji oznajmił im:
-- Jesteście takimi dobrymi klientami, że obniżę wam cenę za 10 obiadów o 20 zł.
Więc posiłek kosztował ich 80 zł. Ale ciągle chcieli płacić rachunek w ten sam sposób. Więc 4 najbiedniejszych ciągle jadłoby za darmo.
Pozostałych 6 policzyło, że obniżka, 20 zł, podzielona na 6 daje 3,33 zł, jeśli więc każdemu płacącemu oddać te pieniądze, to właściwie piąty i szósty dostaliby pieniądze za zjedzenie posiłku.

Jeżeli hipoteki będące ciężarem nieruchomości lokalowej zabezpieczają kredyt jeszcze niespłacony, który wyczerpuje prawie całą wartość tej nieruchomości, to nabywca prawa do lokalu nie zapłaci podatku od spadków i darowizn.