Było jak w żydowskim dowcipie. Najpierw wprowadzono zwierzę do zatłoczonego domu.

Powyżej 100 tys. zł przychodu wynajmujący mieli stracić prawo do ryczałtu ewidencjonowanego.

Podatek od nieruchomości komercyjnych miał wynieść miesięcznie 0,042 proc. jej wartości początkowej (czyli rocznie ok. 0,5 proc.). Miał być naliczany od całej wartości galerii handlowej, biurowca, budynku handlowo-użytkowego.

Koszty usług niematerialnych miały być zdecydowanie ograniczone, jeśli tylko przekroczyłyby 1,2 mln zł rocznie, czyli – w przeliczeniu na miesiąc – 100 tys. zł. Limit miał dotyczyć całej plejady usług: doradczych, księgowych, prawnych, reklamowych i wielu, wielu innych.

Firmy, które przekażą cokolwiek za darmo, miały płacić od tego podatek.

A wszyscy objęci CIT mieli odrębnie rozliczać się z działalności gospodarczej i odrębnie z zysków kapitałowych – po to, żeby nie móc odliczać straty poniesionej na operacjach finansowych (choć nie tylko z tego tytułu) od dochodu ze sprzedaży towarów i usług.

Teraz Ministerstwo Finansów wyprowadziło kozę i od razu dało się odczuć ulgę. Jak w żydowskim żarcie. Z łatwością też nasuwają się inne porównania.

A jednak wciąż coś zawadza i tarasuje drogę. Bo fiskus nie po to wytoczył działa, żeby zaraz wywieszać białą flagę. Zaproponował wersję maks, żeby przewalczyć medium.

Dlatego, kto ma ponad 100 tys. zł przychodów z prywatnego najmu, nie musi się już obawiać, że straci prawo do ryczałtu. Zapłaci jednak nie 8 proc., a 12,5 proc.

Podatek od nieruchomości nie wyniesie miesięcznie 0,5 rocznie i nie będzie naliczany od całej wartości obiektu. Ale nie oznacza to, że w ogóle nie zostanie wprowadzony. Według najnowszej wersji ma wynieść 0,035 proc. miesięcznie i być pobierany od nadwyżki ponad 10 mln zł wartości budynku.

Do kosztów będzie można zaliczyć więcej wydatków na usługi niematerialne, lecz nie – jak dziś – wszystkie, które mają związek z przychodami.

Darowizny nie będą opodatkowane u tego, kto je przekazuje, ale podmioty ściśle ze sobą powiązane jednak go nie unikną.

Banki i instytucje finansowe będą rozliczać się po staremu, lecz pozostali podatnicy CIT nie odliczą już straty kapitałowej od dochodu z działalności gospodarczej.

Kozy więc nie ma, ale wiatr też nie hula.