Nie jest to jednak niemożliwe, o czym świadczy kilka zeszłorocznych rozstrzygnięć organów skarbowych i sądów. Wspólny mianownik w tych sprawach? Towar faktycznie był, a podatnik sprawdzał swoich kontrahentów przed zawarciem transakcji. Czasem jednak i to nie wystarczy. Liczą się również specyficzne okoliczności danej sprawy.

Karty prepaid

Jedna z wygranych spraw dotyczyła firmy, która zajmowała się m.in. sprzedażą kart telefonicznych (tzw. prepaid). Spółka działała jednak w specyficznej branży cash & carry, w której standardem jest obrót gotówkowy, a nabywcami są jedynie podmioty, które zarejestrowały się w bazie spółki. Do tego zaś niezbędne jest przedstawienie dokumentów, takich jak: rejestracja do celów VAT, wyciąg z Krajowego Rejestru Sądowego, pełnomocnictwa osób wyznaczonych do reprezentowania spółki (o ile nie wynikało to z KRS). Nabywcami kart były zarówno podmioty krajowe, jak i zagraniczne. Fiskus skontrolował firmę dwukrotnie i za drugim razem zakwestionował sprzedaż kart na rzecz trzech podmiotów zagranicznych. Jak się później okazało, stali za nimi Polacy, którzy chcieli wyłudzić VAT. Urząd kontroli skarbowej uznał więc, że spółka nie miała prawa do zastosowania w tym przypadku 0 proc. VAT (stawki właściwej dla wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru – dalej: WDT).

Sprawy trafiły ostatecznie na wokandę Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał, że spółka dochowała jednak należytej staranności, a więc miała prawo do objęcia dostaw 0 proc. VAT (sygn. akt I FSK 576/13, I FSK 577/13, I FSK 1616/13).

Jak tłumaczy Sławomir Boruc, partner w Baker McKenzie, o takim werdykcie przesądziło to, że w momencie zawierania transakcji spółka nie wiedziała i nie mogła wiedzieć, że sprzedaje usługę oszustom. Zweryfikowała bowiem swoich kontrahentów, a w momencie transakcji byli oni zarejestrowani w bazie VIES, w której publikowane są dane VAT o podmiotach handlujących na terenie UE.

– NSA przyznał, że dobrą wiarę ocenia się najpóźniej w momencie zawarcia transakcji. Wszelkie informacje, które podatnik uzyskał później, nie mogą mieć znaczenia dla tej oceny – wskazuje Sławomir Boruc. Dodaje, że w tym wypadku zapłata gotówką nie mogła świadczyć o braku należytej staranności, ponieważ taka była specyfika branży. NSA stwierdził też, że nie można wszystkich kontrahentów traktować tak samo jedynie z tego powodu, że jeden z nich był podejrzany.

Obrót stalą

W NSA wygrała też spółka zajmująca się obrotem stalą (wyrok z 23 grudnia 2016 r., sygn. akt I FSK 522/15). Organy podatkowe zakwestionowały u niej prawo do odliczenia VAT z faktur wystawionych przez osobę fizyczną, która – jak się później okazało – firmowała swoim imieniem i nazwiskiem działalność innej osoby. Tyle że w momencie zawierania transakcji spółka tego nie wiedziała.

– Tym, co przesądziło o korzystnym rozstrzygnięciu NSA, było udowodnienie, że towar realnie istniał – mówi Jacek Aninowski, dyrektor generalny ds. obsługi postępowań w Instytucie Studiów Podatkowych. NSA wziął bowiem pod uwagę, że faktycznie doszło do dostarczenia stali, towar był ważony, miał atest, doszło do zapłaty przelewami, były wystawiane faktury, a jeśli pojawiły się niezgodności wagowe, to były faktury korygujące. O tym, że spółka dochowała należytej staranności, świadczyło również to, że zweryfikowała swojego kontrahenta na podstawie dokumentów rejestrowych.

Sąd zarzucił organom, że pominęły wszystkie istotne okoliczności, a skupiły się jedynie na szczegółach świadczących na niekorzyść podatnika. O braku należytej staranności nie może świadczyć jedynie brak pisemnej umowy między stronami transakcji, brak kontaktów osobistych i poprzestawanie jedynie na e-mailach i telefonach. To normalna praktyka gospodarcza – stwierdził sąd.

Dostawa smartfonów

Do faktycznej dostawy towaru – smartfonów oraz procesorów komputerowych – doszło również w sprawie zakończonej już na etapie odwołania do dyrektora izby skarbowej. Chodziło o firmę działającą w branży IT, która sprzedawała sprzęt elektroniczny odbiorcom z UE. Firma ich weryfikowała: żądała od nich odpowiedników naszych odpisów z KRS, zaświadczeń o zarejestrowaniu działalności gospodarczej w państwach siedziby oraz kserokopii dowodów tożsamości osób zasiadających w zarządach spółek będących odbiorcami towarów.

– Spółka miała też pełną dokumentację dokonanych transakcji, a więc dokumenty przewozowe od zewnętrznych przewoźników, korespondencję handlową z nabywcami i potwierdzenie wydania z magazynu towaru do wskazanych przewoźników przez dostawcę – wyjaśnia Przemysław Powierza, partner w RSM Poland.

Ponadto właściwe organy podatkowe z państw UE potwierdziły odbiór towaru i opodatkowanie WNT.

Urzędnicy UKS zarzucili spółce, że jej pracownicy nie widzieli towaru. Nie spodobało się im też to, że został on przetransportowany od razu do kontrahentów. Uznali, że transakcje były pozorne, i odmówili spółce prawa do 0 proc. VAT jak przy WDT.

Dyrektor izby skarbowej uchylił te decyzje nie tylko z powodu uchybień proceduralnych, ale – jak stwierdził – tendencyjnej oceny materiału dowodowego przez dyrektora UKS.

Handel złomem

Obroniła się także spółka działająca w branży złomowej. Duże znaczenie miało to, że prowadzi taką działalność od prawie 30 lat.

Urząd kontroli skarbowej zakwestionował jej odliczenie z ponad 100 faktur. Uznał, że są puste, a spółka nie dochowała należytej staranności, ponieważ jej pracownicy i członkowie zarządu nie potrafili po sześciu latach podać szczegółów kwestionowanych transakcji.

Dyrektor izby skarbowej uchylił jednak decyzje UKS. Stwierdził, że spółka dochowała należytej staranności, o czym świadczyły m.in. podjęte przez nią środki ostrożności: gromadzenie dokumentów rejestrowych, wizytowanie niektórych kontrahentów. A upływ czasu usprawiedliwiał niemożność podania szczegółów transakcji – przyznał organ odwoławczy.

Doktor Tomasz Burczyński, radca prawny i wspólnik praktyki podatkowej GWW, wyjaśnia, że w sprawach dotyczących dobrej wiary kluczowe znaczenie mają szczegóły odnoszące się do ludzi (pracowników, zarządzających, kontrahentów), jak i samej transakcji. Przykładowo: data wejścia w posiadanie złomu, płatności, podjęte środki ostrożności, wprowadzone procedury i standardy.

– Czasami konieczne jest także wykazanie, że podatnik nie miał możliwości ustalenia, że jego kontrahenci uczestniczą w zorganizowanej grupie przestępczej – dodaje Tomasz Burczyński.

Olej rzepakowy

Kolejna sprawa zakończyła się na etapie kontroli skarbowej. – Spółka jako jedyny podmiot na rynku uzyskała w tej sprawie status pokrzywdzonego przez nieuczciwych dostawców, a nie uczestnika procederu – mówi Piotr Andrzejak, radca prawny i doradca podatkowy oraz partner kierujący zespołem VAT w kancelarii SK&S.

Chodziło o firmę, która odliczyła VAT z faktur dokumentujących zakup oleju rzepakowego. Okazało się jednak, że na wcześniejszych etapach obrotu niewłaściwie rozliczono podatek. Urząd chciał wymierzyć spółce 70 mln zł VAT do zapłaty. Ostatecznie musiała ona uiścić 700 tys. zł podatku. Dyrektor UKS uznał bowiem, że w dużej mierze dochowała ona należytej staranności. Przesądziły o tym m.in. przyjęte w firmie procedury ostrożnościowe oraz rynkowa cena nabytego oleju – wyjaśnia Piotr Andrzejak.