Znana piosenkarka, która przekazywała amerykańskim firmom wynagrodzenie za konsultacje, powinna była potrącić i odprowadzić do urzędu podatek u źródła – orzekł wczoraj Naczelny Sąd Administracyjny.
Wprawdzie zapłata szła za granicę, ale liczy się to, że zleceniodawczyni korzystała z efektów tych usług w naszym kraju.
Reklama

Reklama
Piosenkarka zamierzała wydać w 2008 r. płytę w Stanach Zjednoczonych. W tym celu zawarła trzy umowy z amerykańskimi firmami. Kontrahenci zapewnili jej konsultację muzyczną oraz podjęli wstępne działania zmierzające do zwiększenia w przyszłości dystrybucji płyty. Do tego przygotowali profesjonalną stronę internetową celebrytki oraz zapewnili jej pomoc prawną.
Wszystkie te usługi zostały wykonane. Ostatecznie jednak płyta nie została wydana. Piosenkarka zapłaciła wynagrodzenie za wykonane usługi. Miała jednak wątpliwości, czy przy wypłacie powinna potrącić podatek u źródła.
We wniosku o interpretację przyznała, że nie dostała od kontrahentów certyfikatu rezydencji. Sądziła jednak, że mimo to pieniądze te będą opodatkowane wyłącznie w USA, na podstawie polsko-amerykańskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (Dz.U. z 1976 r. nr 31, poz. 178).
Przemawiać miały za tym także art. 3 ust. 2, jak też art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT. Wynika z nich, że podatek u źródła jest potrącany od wynagrodzenia za usługi niematerialne (w tym doradcze) zagranicznego podmiotu, jeśli przychód został uzyskany na terytorium Polski. Skoro amerykańskie firmy tam wykonały swoje usługi, to nie osiągnęły przychodu w Polsce i nie ma mowy o polskim podatku – uważała celebrytka.
Izba skarbowa była innego zdania. Uznała, że kobieta powinna była potrącić 20-proc. podatek u źródła. Wyjaśniła, że jeśli polski podatnik korzysta w naszym kraju z usług niematerialnych wykonanych przez zagraniczny podmiot (wymienionych w art. 21 ust. 1 ustawy o CIT), to miejscem uzyskania przychodu będzie Polska.
Izba uznała także, że celebrytka nie może odwoływać się do umowy polsko-amerykańskiej, skoro nie ma certyfikatu rezydencji swoich kontrahentów. Bez tego bowiem polski fiskus nie może potwierdzić, czy na prawdę mają oni siedzibę w USA.
Tego samego zdania był Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi. Orzekł, że nie ma znaczenia, iż usługi wykonano poza granicami Polski i że w praktyce piosenkarka miała korzystać z ich efektów w USA.
Z tym stanowiskiem zgodził się Naczelny Sąd Administracyjny. Sędzia sprawozdawca Tomasz Zborzyński wyjaśnił, że zagraniczni kontrahenci otrzymali wynagrodzenie, które zostało wypłacone z Polski. Tu także zleceniodawczyni skorzystała z wiedzy, którą jej przekazali. Osiągnęli zatem przychód na terytorium Polski.
Zdaniem NSA równie istotny był w tej sprawie brak certyfikatu rezydencji podmiotów z USA. To oznacza, że celebrytka nie mogła odwołać się do postanowień polsko-amerykańskiej umowy. Powinna była potrącić podatek u źródła według stawki 20 proc.
Pełnomocnik izby skarbowej nie krył zadowolenia po ogłoszeniu wyroku. Jego zdaniem uzasadnienie orzeczenia jest kompletne i powinno być wskazówką przy podobnych sporach w przyszłości.
Ważne
Nie wszystkie sądy prezentują ten sam pogląd, co wyrażony wczoraj przez NSA. Część z nich uważa, że jeśli usługi są w całości wykonane za granicą, to nie można mówić o uzyskaniu przychodu w Polsce. I nie ma znaczenia, że wynagrodzenie zostało wypłacone stąd przez krajowego rezydenta
ORZECZNICTWO
Wyrok NSA z 21 sierpnia 2014 r., sygn. akt II FSK 2120-2122/12.