Lokalne władze twierdzą, że jeśli będzie mniej pieniędzy do opodatkowania, będą cięcia w budżetach. Przesadzają. Inna sprawa, że propozycja podatkowych korekt rządu PiS jest w dużej mierze pozorowana
W związku z podwyższeniem przez rząd kwoty wolnej od podatku dla najuboższych samorządy zaczęły głośno mówić o skutkach tej decyzji. W sumie aż 49,64 proc. dochodów z PIT idzie do budżetów gmin, powiatów i województw. Reszta trafia do kasy państwa. Dlatego każde grzebanie w systemie podatkowym przez ustawodawcę budzi sprzeciw lokalnych władz, które obawiają się tąpnięcia inwestycyjnego czy przycinania wydatków na bieżące funkcjonowanie.
Reklama
Rzecz jasna takiego lamentu by nie było, gdyby chodziło o zwiększenie kawałka samorządowego tortu w PIT. Ale na to się nie zanosi – przedstawiciele resortu finansów (MF) kilka dni temu jasno dali samorządowcom do zrozumienia, że nie będzie żadnej rekompensaty za utracone dochody wskutek podniesienia kwoty wolnej.

Reklama
Czy rzeczywiście sytuacja rysuje się tak dramatycznie, jak próbują przedstawiać to niektóre samorządy? Niekoniecznie.
Skutki finansowe wprowadzanej zmiany wyliczono na ok. 1 mld zł rocznie (co będzie odczuwalne od 2018 r., po rozliczeniu przez mieszkańców PIT za 2017 r.). Połowę weźmie na siebie budżet państwa, połowę samorządy. Jednak urzędnicy MF przekonują, że w praktyce państwo weźmie na siebie nie 50, lecz może nawet ok. 70 proc. tej kwoty. Wszystko dlatego, że skutki kwoty wolnej nie muszą być równe udziałowi samorządów w PIT (czyli niemal 50 proc.), bo nowe regulacje odnoszą się do osób mało zarabiających. A w ich przypadku, jeśli rodzina ma dziecko, budżet państwa finansuje niewykorzystaną kwotę ulgi na dzieci do wysokości składek wykazanych na zeznaniu podatkowym.
Kiedy rozmawiam z samorządowcami, ci nie ukrywają, że obecna koncepcja kwoty wolnej ich zaboli. Mniej niż poprzednia propozycja, czyli podniesienia zwolnienia w PIT do 8 tys. zł dla wszystkich podatników (wtedy szacowano skutki dla wszystkich samorządów na kwotę 8–9 mld zł), ale jednak. – W poprzedniej propozycji miasto Lublin musiałoby się liczyć z uszczerbkiem w dochodach w wysokości ok. 80 mln zł. Obecnie to ok. 7 mln zł, czyli jakieś 1,5 proc. kwoty planowanej z tytułu udziałów we wpływach z PIT na 2017 r. – wylicza Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta Lublina. Podobnie jest w Częstochowie, której budżet uszczupli się o blisko 4 mln zł, zamiast niemal 56 mln (zgodnie z poprzednią koncepcją).
Część miast nie chce dzisiaj szacować skutków podniesienia kwoty wolnej, twierdząc, że ma niepełne dane. – Przy modelu, w którym wysokość kwoty wolnej została zróżnicowana w zależności od dochodu podatnika, dla rzetelnego skalkulowania skutków finansowych niezbędna jest znajomość struktury i zróżnicowania tego dochodu. W szczególności wskaźniki powinny informować o liczbie podatników rozliczających się według skali podatkowej. Dane o takim zróżnicowaniu nie są publikowane ani publicznie dostępne – tłumaczy Jan Machowski z krakowskiego magistratu.
Samorządowcy zdają się zapominać o reformach sprzed lat, które znacznie bardziej uszczupliły ich budżety. A jak sami podliczają, co najmniej połowę obecnego zadłużenia samorządów (68 mld zł po III kw. 2016 r.) spowodowało zmniejszenie ich dochodów własnych po zmianach w systemie PIT. Przypomnijmy, że w latach 2007–2008 wprowadzono ulgi podatkowe na dzieci i obniżono stopy procentowe składki rentowej ubezpieczenia społecznego (w części pracownika z 6,5 do 1,5 proc., a w części pracodawcy z 6,5 do 4,5 proc.). Z kolei w 2009 r. zastąpiono trzy stopy podatkowe dwiema (18 i 32 proc.). Skutkiem tych reform był ubytek w samorządowych budżetach wyceniany na ok. 7 mld zł rocznie.
Tak więc obecna reforma, której efektem będzie ubytek rzędu 300–500 mln zł po stronie samorządów, to tylko cień tego, co stało się przed kilkoma laty. Na korzyść lokalnych budżetów działa to, że tym razem reforma podatkowa rządu tak naprawdę dotknie niewielką liczbę podatników (skorzysta na tym ok. 3 mln najmniej zamożnych osób, dla kolejnych 21 mln zmiany będą nieodczuwalne).
Warto również zwrócić uwagę na to, że polskie samorządy się bogacą. Ich dochody spuchły ze 131 mld w 2007 r. do 199 mld na koniec 2015 r. (niecałe 155 mld po III kw. 2016 r.). Niewykluczone, że w tym roku po raz pierwszy przekroczona zostanie bariera 200 mld zł. A to efekt m.in. rosnących wpływów z PIT. Na korzyść argumentacji lamentujących samorządów działa w tym wypadku to, że równolegle do dochodów rosną ich wydatki – w analogicznym okresie ze 129 do 196 mld (141 mld po III kw. tego roku).
Temat niwelowania skutków podniesienia kwoty wolnej nie jest jeszcze definitywnie zakończony. Samorządowcy już otrzymali zaproszenie do Ministerstwa Finansów, by omówić m.in. sposoby na uszczelnienie systemu poboru PIT.
2,85 mln podatników, których roczne dochody nie przekraczają łącznie 6,6 tys. zł, nie zapłaci PIT w ogóle
2,47 mln podatników, których roczne dochody wynoszą między 6,6 tys. a ok. 11 tys. zł, będzie miało stopniowo zmniejszającą się kwotę wolną (do dzisiejszego poziomu 3091 zł)
287 zł o tyle od przyszłego roku spadnie podatek dochodowy dla osoby, która zarabia 9 tys. zł rocznie (kwota wolna wzrośnie do 4684,91 zł, a podatek spadnie z 1064 do 777 zł)