To jedna z licznych spraw, w których decydują nie tylko przepisy, lecz także stan faktyczny.
Chodziło o małżonków, którzy w latach 1993‒1999 oraz 2003‒2015 kupowali i sprzedawali działki, powiększając swoje gospodarstwo rolne i wymieniając grunty słabszej jakości na lepsze.
Spór z fiskusem dotyczył sprzedaży siedmiu działek w latach 2013‒2014. Od wyniku rozstrzygnięcia zależało, czy małżonkowie powinni zapłacić PIT jako podatek należny z tytułu działalności gospodarczej, czy go unikną (jeśli działki wchodziły w skład majątku prywatnego, a od nabycia minęło pięć lat).
Reklama
Organy podatkowe uznały, że małżonkowie prowadzili niezarejestrowaną działalność gospodarczą. Miała o tym świadczyć m.in. liczba zbywanych działek. Fiskus wziął pod uwagę nie tylko transakcje z lat 2013‒2014, lecz także wcześniejsze. Z akt sprawy wynikało, że w ciągu kilkunastu lat małżonkowie kupili 14 nieruchomości, niektóre podzielili, a następnie sprzedali ‒ w sumie ponad 50 działek, i to ze znacznym zyskiem.

Reklama
Co więcej, w stosunku do wielu z nich uzyskiwali decyzje o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Wydzielali również grunty pod drogi. Nabywcami byli m.in. sąsiedzi posiadający co prawda gospodarstwa rolne, ale prowadzący jednocześnie działalność budowlaną, polegającą m.in. na budowie domów mieszkalnych.
Zarówno naczelnik urzędu skarbowego, jak i dyrektor Izby Skarbowej w Bydgoszczy uznali więc, że małżonkowie prowadzili działalność gospodarczą i powinni zapłacić PIT od dochodów z tego źródła.
Małżonkowie uważali natomiast, że podejmowane przez nich czynności były związane wyłącznie z prowadzonym gospodarstwem rolnym i były przeprowadzane tylko w ramach rozporządzania majątkiem prywatnym. Skoro więc sprzedawali działki po upływie pięciu lat od nabycia, to nie powinni płacić PIT od dochodu ze zbycia.
WSA w Bydgoszczy przyznał im rację. Przekonał go argument, że małżonkowie kupowali działki również w latach 1993‒1999, aby powiększyć swoje gospodarstwo rolne. Sprzedawali ziemię słabszej jakości, a kupowali lepszą, dającą szansę na większe plony rolne. Działki nie były uzbrajane, a małżonkowie nie prowadzili działań handlowych ani marketingowych.
Nie można więc było przyjąć ‒ zdaniem WSA ‒ że sprzedaż działek w 2014 r. (cztery sztuki) i w 2013 r. (trzy sztuki) była działalnością gospodarczą. Był to zarząd majątkiem osobistym – orzekł WSA (sygn. akt I SA/Bd 24/19).
Innego zdania był Naczelny Sąd Administracyjny. Uzasadniając wyrok, sędzia Jolanta Strumiłło wyjaśniła, że nie można rozpoznawać tych spraw jedynie w odniesieniu do dwóch lat – 2013 i 2014. Należy wziąć pod uwagę ciągłość działań podejmowanych przez podatników.
NSA uwzględnił więc to, że w sumie doszło do sprzedaży 50 nieruchomości. W momencie zbycia były to działki budowlane, a nie rolne, bo małżonkowie występowali o decyzje o warunkach zabudowy.
– Z jednego z aktów notarialnych wynika, że nabywca oświadczył, iż kupuje działkę, żeby powiększyć własne gospodarstwo rolne, ale de facto realizował zakup jako przedsiębiorca budowlany – zwróciła uwagę sędzia Strumiłło.
Ponadto z zeznań świadków wynikało, że wśród mieszkańców powszechna była wiedza o tym, iż małżonkowie sprzedają działki. Fiskus uznał to za tzw. marketing szeptany, a NSA się z nim zgodził. Orzekł, że działalność małżonków była ciągła i zorganizowana, więc przychody ze zbycia gruntów należy rozliczyć w ramach źródła „działalność gospodarcza”.

orzecznictwo

Wyroki NSA z 29 marca 2022 r., sygn. akt II FSK 1837-38/19 i II FSK 1854-55/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia