Na ostatniej prostej sejmowych prac wprowadzono zmiany w minimalnym podatku dochodowym. Czy objęły one także branżę handlową?
Nie. Tak jak w pierwotnym projekcie, tak i w wersji przyjętej przez Sejm nowy podatek mają płacić podatnicy, którzy poniosą stratę ze źródła przychodów innych niż zyski kapitałowe albo będą mieli rentowność nie większą niż 1 proc.
Co to oznacza dla handlu?
Przede wszystkim problemy. Bardzo wiele podmiotów z branży handlowej, zwłaszcza FMCG (produkty szybko zbywalne), stosuje niskie marże. Mówiliśmy o tym kilka lat temu, gdy projektowano podatek handlowy. Pojawił się wtedy pomysł, aby podatek od sprzedaży detalicznej był liniowy, a więc żeby objął wszystkie firmy z tej branży. Wskazywaliśmy, że dla największych podmiotów na rynku nie będzie on większym problemem, ale dla małych i średnich może oznaczać, iż znajdą się na skraju opłacalności. Wówczas postulat ten został uwzględniony i wprowadzono próg 17 mln zł obrotów miesięcznie, powyżej którego trzeba płacić podatek handlowy. Natomiast zaplanowany obecnie podatek minimalny oznacza w dużym stopniu powrót do koncepcji ujednoliconego podatku, nieuwzględniającego różnic w wynikach finansowych poszczególnych podmiotów. Tak jak wówczas, tak i teraz nie jest to do zaakceptowania.