Ulga obejmie osoby zarabiające dziś na etatach od 5800 zł do 11 100 zł brutto miesięcznie. To one traciłyby najwięcej na likwidacji odliczenia części składki zdrowotnej od podatku. Dla przykładu ktoś, kto ma pensję w wysokości 8500 zł brutto miesięcznie, traciłby 190 zł. Ulga niweluje mu tę stratę do 2,68 zł.

Algorytm przywileju dla klasy średniej to na razie jedyne dostępne informacje. Szczegóły nie są jeszcze znane. Nie wiadomo na przykład, jak ulga ma działać w przypadku wspólnego rozliczenia małżonków. Nie jest też jasne, czy podatnik będzie ją rozliczał dopiero, składając roczne zeznanie podatkowe (tak się dziś dzieje w przypadku innych ulg), czy też da się uwzględniać to odliczenie co miesiąc, odpowiednio korygując dzięki temu zaliczki na podatek.

– Taka ulga przypomina formułę warunkowej kwoty wolnej od podatku, jaka obecnie wciąż obowiązuje. Nie jest to najbardziej eleganckie rozwiązanie, choć skutecznie realizuje cel, jaki został przed nią postawiony. Nie powinna ona przysporzyć podatnikom większych problemów natury praktycznej, biorąc pod uwagę postępującą elektronizację i automatyzację rozliczeń oraz wdrożenie usługi Twój e-PIT– uważa Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Reklama

Ministerstwo Finansów nie ukrywa, że dopiero opracowuje szczegóły rozwiązań podatkowych z Polskiego Ładu, a projekty ustaw mamy poznać dopiero w drugiej połowie czerwca. Nie jest też tajemnicą, że pomysł algorytmu ulgi nie jest jedyną koncepcją, jak uchronić osoby z zarobkami nieco powyżej średniej krajowej przed negatywnymi skutkami likwidacji odliczenia części składki zdrowotnej od podatku. Inny konkurencyjny plan to odpowiednie zwiększenie kosztów uzyskania przychodów dla tej grupy podatników. Jednak minusem tego rozwiązania byłoby całkowite wykluczenie osób prowadzących działalność gospodarczą. Teoretycznie ulga dla klasy średniej od początku była pomyślana jako rozwiązanie skierowane do etatowców, niemniej jednak jej konstrukcja w wydaniu przygotowanym przez MF umożliwia jej rozszerzenie również na jednoosobowe działalności gospodarcze. Najbardziej skutki zmian podatkowych odczują właśnie ci pracownicy, zwłaszcza osoby rozliczające się podatkiem liniowym w przypadku, w którym nie zadziała podwyżka kwoty wolnej. Dla nich wprowadzone zmiany oznaczać będą prostą podwyżkę o maksymalnie 9 pkt proc. To element, który budzi największe dyskusje.

Swój pomysł na złagodzenie propozycji ma Porozumienie Jarosława Gowina. Co prawda w trakcie rozmów o Polskim Ładzie pomysły podsunięte przez PiS zostały zaakceptowane. Jednak duża presja ze strony przedsiębiorców, których adwokatem chce być Porozumienie, spowodowała, że wczoraj na konferencji prasowej politycy Porozumienia zapowiedzieli, że choć nakłady na ochronę zdrowia powinny wzrastać, to ten wzrost nie powinien obciążać przedsiębiorców.

Zapowiedzieli zgłoszenie swojej propozycji korekty nazywanej ulgą Gowina. – Osoby zarabiające niewiele ponad 10 tys. brutto na JDG i etacie mają nie odczuć zmian. Pomysł jest szlifowany i dogadywany na poziomie koalicyjnym, powinien być pokazany w piątek – mówi nam polityk Porozumienia. Pytanie, czy w koalicji będzie zgoda na takie zmiany.

Problem polega bowiem na tym, że jakiekolwiek znaczące korekty w obciążeniu składką dla przedsiębiorców rzutują na całkowity bilans zmian. Jak pisaliśmy wczoraj, beneficjenci pomysłów z Polskiego Ładu zyskają 24 mld zł, podczas gdy ci o wyższych i najwyższych dochodach zapłacą niemal 19 mld zł więcej niż obecnie. Widać już w tym przypadku, że podwyżka kwoty wolnej finansowana jest w sporej części deficytem. Każde zmiany w składce łagodzące jej podwyżkę dla najlepiej zarabiających grup powodują jego zwiększenie. Wyjściem mogłoby być zmniejszenie kwoty wolnej (w propozycji 30 tys.). Tyle że taki ruch zostałby odebrany jako rodzaj kapitulacji i wycofywania się z pomysłu, który jest filarem Polskiego Ładu.

Szczegóły projektów ustaw mamy poznać niebawem, ale rząd przyjmie je we wrześniu razem z budżetem i parlament będzie się nimi zajmował jesienią.

Jak ma działać ulga dla klasy średniej według ministra finansów