Przepisy o tzw. estońskim CIT nie weszły jeszcze w życie, a już zostały opublikowane objaśnienia do nich. Dokument zawiera aż 123 strony. Czy to nie przeczy wcześniejszym zapowiedziom, że nowe przepisy będą proste i łatwe do zastosowania?
Chcemy, aby te objaśnienia były prawdziwym przewodnikiem po systemie estońskim w Polsce. Materiał jest obszerny, bo jest pełen praktycznych przykładów, które nie tylko rozwieją wątpliwości podatników, ale także będą miały dla nich moc ochronną. Wyjaśnienie samych zasad opodatkowania, czyli tego, co interesuje ogromną większość firm, to ok. 40 stron. Im więcej wątpliwości zostanie rozwianych poprzez objaśnienia, tym większa szansa, że firmy, które je zgłosiły, wejdą w system estoński. A to jest gra warta świeczki.
Nowe przepisy miały być równie proste jak w Estonii. Teraz, po opublikowaniu nowelizacji i objaśnień, pojawiają się zarzuty, że nowy system wcale nie jest taki „estoński”.
Nie zgodzę się z tym. Nazwa nie jest przypadkowa. Ryczałt od dochodów spółek kapitałowych jest skonstruowany w taki sam sposób, jak CIT w Estonii. Na istotę tego rozwiązania składają się dwie charakterystyczne cechy. Po pierwsze, opodatkowanie pojawia się dopiero w momencie konsumpcji zysku, czyli przeniesienia go ze sfery biznesowej do prywatnej. Druga cecha estońskiego CIT to znaczne uproszczenie rozliczeń podatkowych poprzez całkowite odejście od ewidencji podatkowej i konieczności ustalania na bieżąco dochodu do opodatkowania. Polska propozycja ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych w pełni realizuje te dwa fundamenty estońskiego CIT.
W kilku miejscach dodaliśmy do przepisów estońskich nieznane tam ułatwienia. Inaczej niż w Estonii, w Polsce przewidziano dla wspólników „kwotę wolną” od CIT w przypadku świadczenia pracy przez wspólników na rzecz spółki. To korzystne rozwiązanie dla osób prowadzących własny biznes, firmę rodzinną, które bezpośrednio angażują się w zarządzanie swoim przedsiębiorstwem funkcjonującym w formie korporacyjnej, jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółka akcyjna.
Naprawdę nie ma różnicy pomiędzy regulacją polską a estońską?
Są oczywiście drobne różnice, ale jedyną istotną jest ograniczenie możliwości korzystania z estońskiego CIT w Polsce do mniejszych podmiotów.
Wspomniane zarzuty sprowadzają się do tego, że to, co w założeniu miało być proste, okazało się bardzo skomplikowane?
Niekiedy pojawiają się głosy, że skomplikowane są kryteria wejścia do systemu estońskiego. Żeby to zweryfikować, najlepiej krótko prześledzić poszczególne warunki. Nie sądzę, aby spółki miały trudność z odpowiedzią na pytanie o wysokość przychodów, bo co roku taka informacja jest podawana w zeznaniu CIT. Czy możliwe jest, że mała spółka nie wie, czy jej wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne? To mało prawdopodobne, nie mówimy przecież o podmiotach giełdowych, tylko o rodzinnym biznesie, w którym wspólnikami są brat i siostra, przyjaciel i sąsiad. Czy spółka nie wie, czy ma udziały w innych spółkach? Przecież to wie. Czy spółce trudno określić, czy uzyskuje w większości przychody z działalności operacyjnej czy finansowej? Odpowiedź brzmi: nie, każdy przedsiębiorca odpowie na to „z pamięci”. Czy spółka nie wie, ilu zatrudnia pracowników? Zapewniam, że każdy mniejszy przedsiębiorca wie, jak duży ma zespół i bardzo często potrafi każdego współpracownika nazwać po imieniu. Ten krótki przegląd kryteriów najlepiej chyba odpowiada na pytanie, czy są to warunki trudne do ustalenia. Dla osoby prowadzącej własny biznes są one wręcz intuicyjne, bo dotyczą abecadła prowadzonej działalności.
Panie ministrze, ale są inne konkretne przykłady trudności. Problem mają księgowi, którzy już na wejściu muszą dostosować rozliczenia podatkowe spółek do modelu estońskiego. Mamy tutaj na myśli tzw. różnice przejściowe. Zdaje pan sobie sprawę, że to nie jest tak proste?
W klasycznym modelu CIT dochód do opodatkowania jest ustalany na podstawie przepisów podatkowych, natomiast w estońskim CIT znaczenie mają wyłącznie normy prawa bilansowego. Podatnicy wchodzący w system estoński muszą więc dokonać odpowiednich korekt, tak aby zniwelować dotychczasowe różnice pomiędzy wynikiem księgowym i podatkowym. Nie jest to dla nich nowość, ponieważ takie uzgodnienie jest dokonywane co roku w ramach wyliczania kwoty CIT do zapłaty. Wprowadzenie jednorazowej korekty przy wejściu w system estoński nie będzie więc stanowiło wyzwania dla podatników, natomiast rezygnacja z ewidencji podatkowej w czasie stosowania ryczałtu będzie dla nich z pewnością dużym uproszczeniem.
Na problemy z estońskim CIT zwracają uwagę nie tylko księgowi, lecz także doradcy podatkowi. Wskazują na nieprecyzyjność ustawowych definicji, np. dotyczących wypłaty ukrytych zysków. W niektórych przypadkach w ogóle brak jest definicji; mamy tutaj na myśli np. wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą. W konsekwencji ustawodawca pozostawił wielkie pole dla urzędniczej uznaniowości. Pytanie, czy zrobił to celowo, czy przez niedopatrzenie?
Kategorie wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą oraz ukrytych zysków funkcjonują również w przepisach innych państw, które stosują ten sposób rozliczenia, tj. w Estonii i na Łotwie. Można powiedzieć, że jest to nieodłączny element konstrukcji estońskiego CIT. My mamy ten komfort, że możemy uczyć się na 20-letnim doświadczeniu praktycznego stosowania tych regulacji w Estonii. Dlatego we wprowadzanych w Polsce przepisach dokonaliśmy pewnych ułatwień, z korzyścią dla bezpieczeństwa podatników. Przykładem takiego rozwiązania jest charakterystyczne dla polskiej regulacji jasne i przejrzyste określenie tego, co będzie stanowić wypłatę ukrytych zysków. Takim transferem będą dokładnie wszystkie płatności na rzecz wspólników, z dwoma tylko wyjątkami: świadczeniem pracy na rzecz spółki (do pewnego limitu) oraz zwrotem wspólnikom kapitału pożyczonego od nich przez spółkę.
Dlaczego więc niedookreślone pozostało pojęcie wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą?
Jest ono celowo niedookreślone, ponieważ należy je interpretować praktycznie i życiowo. Jest ono intuicyjnie rozumiane zarówno przez podatników, jak i przez administrację skarbową. Istotną wskazówką dla identyfikacji wydatków niezwiązanych z prowadzonym biznesem mogą być koszty nieuznawane za koszty uzyskania przychodów. Jeśli w klasycznym modelu CIT dany wydatek byłby wydatkiem niezwiązanym z uzyskaniem, zachowaniem lub zabezpieczeniem źródła przychodów, to jest bardzo możliwe, że również w modelu estońskim będzie on zakwalifikowany jako wydatek niezwiązany z działalnością gospodarczą, przez co będzie podlegać opodatkowaniu.
Faktem jest jednak, że już teraz, jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów, podatnicy zasypują dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej wnioskami o wydanie interpretacji indywidualnej. Zapewne nie uda im się uzyskać odpowiedzi przed 1 stycznia 2021 r., co zwiększa ryzyko i z pewnością nie sprzyja decyzji o wyborze estońskiego CIT.
Korzystanie z estońskiego CIT nie wiąże się z ryzykiem. Nawet jeśli spółka przejdzie na estoński CIT i naruszy warunki, to nie poniesie żadnych negatywnych konsekwencji oprócz tego, że przez trzy kolejne lata nie będzie mogła powrócić do korzystania z ryczałtu. Największe ryzyko, jakie ponoszą podatnicy, przechodząc na estoński CIT, jest związane z zapłatą niższych podatków. Myślę, że większość przedsiębiorców jest w stanie takie „ryzyko” ponieść. Estoński CIT jest bezpieczną ścieżką wiodącą do oszczędności podatkowej – taką, która nie tylko nie tworzy nowego ryzyka w kontakcie z administracją skarbową, ale przeciwnie, wiele z nich eliminuje. Można go nazwać propozycją pewnego kontraktu pomiędzy fiskusem i podatnikiem. To kontrakt na rzecz rozwoju: jeśli wzmacniasz swoją firmę, to nie płacisz podatku i nie ponosisz ryzyka podatkowego. Jeśli wypłacasz zyski, płacisz stosunkowo niską stawkę podatku, ale bez możliwości uniknięcia opodatkowania.
Czy myśli pan, że będzie wielu chętnych, aby skorzystać z estońskiego CIT już w 2021 r.?
Zgodnie z naszymi szacunkami ok. 200 tys. spółek kapitałowych spełnia warunki skorzystania z estońskiego CIT w Polsce. Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy uprawnieni zdecydują się na ten ruch już w przyszłym roku. Estoński CIT to opcja do wyboru i nawet jeśli dla kogoś estoński CIT byłby bardziej korzystny niż rozliczanie podatku na dotychczasowych zasadach, to nie zmuszamy do wyboru tego rozwiązania. Warto pamiętać, że dla pionierów przewidziane zostały dodatkowe korzyści.
Jakie?
Jeśli spółka rozpoczynająca działalność albo mały podatnik zdecydują się na wejście w estoński CIT już w przyszłym roku, to będą zwolnione z obowiązku wykazywania nakładów inwestycyjnych w pierwszym dwuletnim okresie stosowania ryczałtu. Pierwsza weryfikacja pojawi się zatem dopiero po czterech latach. To stosunkowo długi czas, który pozwoli spółkom zaoszczędzić na podatku i skierować te środki na potrzebne inwestycje.
Przypomnę też, że zasadniczo spółki powinny zadeklarować wejście w system estoński do końca pierwszego miesiąca w pierwszym roku korzystania z nowego sposobu rozliczenia, tj. najczęściej do końca stycznia. Warto jednak podkreślić, że spółka może również sama „zamknąć” swój rok podatkowy w jego trakcie i w ten sposób przejść na zasady estońskie praktycznie w dowolnym momencie dla niej dogodnym.
Czy nie obawia się pan jednak, że do wejścia w nowy system rozliczeń zniechęci firmy podatek od dochodu z przekształcenia? Może będą one wolały poczekać przynajmniej rok od przekształcenia, by uniknąć konieczności zapłaty tej daniny?
Przed rozpoczęciem rozliczeń w systemie estońskim każda spółka dokonuje odpowiedniej korekty w celu przejścia z wartości podatkowych do wartości księgowych. Szczególnym przypadkiem jest sytuacja, gdy na estoński CIT przechodzi od razu spółka powstała z przekształcenia innego podmiotu. W tym wypadku nie mówimy o korektach sprowadzających rachunek podatkowy do finansowego, ale o podatku od dochodu z przekształcenia. Idea jest natomiast ta sama – podatek jest substytutem tych korekt, które w tym przypadku prowadzą do powstania dochodu z przekształcenia. Podmioty przekształcane nie są zatem ani gorzej, ani lepiej traktowane, po prostu stosują przepis odpowiedni dla tego przypadku. Nie powinno to zatem wpływać na decyzję o wejściu w system estoński.
Będą jednak z niego wykluczone spółdzielnie i spółki komandytowo-akcyjne. Dlaczego?
Estoński CIT został skierowany do formy korporacyjnej. Spółka komandytowo-akcyjna to wciąż spółka osobowa, której zasady opodatkowania znacząco się różnią od opodatkowania spółek kapitałowych i ich wspólników. Spółdzielnie natomiast to podmioty o zupełnie odmiennym charakterze i strukturze. Nie wykluczamy, że podmioty te będą mogły skorzystać z ryczałtu w przyszłości, ale trzeba dla nich przygotować specjalne zasady funkcjonowania w estońskim CIT, dostosowane do ich specyfiki.
Niezależnie od tych wyłączeń wprowadzono też limity dotyczące wysokości obrotu i liczby pracowników. Na dodatek korzystający z nowych przepisów stracą prawo do wszelkiego rodzaju ulg i preferencji? Co stało za decyzją o wprowadzeniu tych ograniczeń?
Sam estoński CIT jest znaczącą preferencją w stosunku do klasycznego podatku dochodowego. W praktyce oznacza całkowity brak opodatkowania dochodów tak długo, jak długo zyski nie zostaną wypłacone ze spółki. Gdy nie ma podatku i nie oblicza się wysokości dochodu do opodatkowania, to nie da się również stosować żadnych ulg i preferencji. Tak samo przyjęto w Estonii.
Na przykładzie Estonii widzimy, że są takie spółki, które od 20 lat po prostu nie płacą podatku, tylko systematycznie się rozwijają. Tak też będzie w Polsce. Wiele spółek po prostu na wiele lat zapomni, czym w ogóle jest podatek dochodowy.
Ryczałt od dochodów spółek kapitałowych został skierowany do mniejszych spółek o prostej strukturze, które prowadzą realną działalność operacyjną. To sposób rozliczenia wspierający rozwój mniejszych firm – tych, które zmagają się z największymi barierami wzrostu. Takie bariery najczęściej przyjmują postać braku środków na sfinansowanie inwestycji, które mogłyby służyć zwiększeniu skali prowadzonej przez spółkę działalności. Teraz te odkładane często przez lata wydatki będą mogły zostać pokryte z oszczędności podatkowej, osiągniętej dzięki zastosowaniu estońskiego modelu rozliczenia i zerowemu opodatkowaniu.
Jeśli spółka nie chce rosnąć (nie zatrudnia i nie zamierza zatrudniać żadnego pracownika oraz nie planuje nakładów inwestycyjnych w środki trwałe), to po prostu nie należy do grupy docelowej estońskiego CIT w Polsce.
Wydaje się, że grupą docelową estońskiego CIT byli jednak przedsiębiorcy, którzy obecnie prowadzą działalność gospodarczą w formie spółki komandytowej, a zachęceni nowym rozwiązaniem mogliby przekształcić się w spółkę kapitałową. Czy nie wydaje się panu, że zabierając im to, co mają dziś, zaoferowano im w zamian zbyt mało?
Grupą docelową estońskiego CIT są mniejsze spółki kapitałowe, o prostej strukturze właścicielskiej – takie, które prowadzą w Polsce realną działalność gospodarczą i planują w ciągu najbliższych czterech lat przynajmniej drobne zwiększenie skali prowadzonej przez siebie działalności. Jeśli spółka komandytowa przekształci się w spółkę kapitałową i będzie spełniać kryteria zastosowania ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych, to również będzie mogła skorzystać z tego rozwiązania.
W przypadku spółek komandytowych wiele zależy od sytuacji konkretnego podmiotu. Po zmianach, w większości przypadków łączne obciążenie CIT i PIT spadnie, wynosić będzie niewiele ponad 17 proc., podczas gdy w przypadku estońskiego CIT takie łączne obciążenie CIT i PIT wypłacanych zysków wyniesie najczęściej 25 proc. Z drugiej strony, w przypadku świadczenia przez wspólników pracy na rzecz spółki korzystającej z estońskiego CIT, rzeczywiste opodatkowanie CIT i PIT może być dużo mniejsze. Wyniesie 17 proc. albo nawet 0 proc. (w przypadku osób do 26. roku życia).
Wydaje się jednak, że tak będzie bardzo rzadko, bo obniżone stawki estońskiego CIT i odliczenia od PIT wspólnika będą stosowane tylko do zysków zatrzymanych…
W przypadku wypłaty dywidendy łączne opodatkowanie PIT i CIT będzie wynosić 25 proc. w przypadku małych, i 30 proc. w przypadku większych podatników (obecnie jest to odpowiednio 26,29 proc. i 34,39 proc.). W razie dokonania przez spółkę zwiększonych nakładów inwestycyjnych możliwe jest dalsze obniżenie stawki o 5 pkt proc., czyli do 20 proc. w przypadku małych podatników i 25 proc. w przypadku większych podatników. Warto przypomnieć, że oprócz preferencyjnej łącznej stawki PIT i CIT przewidziano również możliwość wypłaty wynagrodzeń wspólnikom pracującym na rzecz spółki do maksymalnej wysokości pięciokrotności średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw miesięcznie. Oznacza to, że wspólnik, który aktywnie działa w spółce, a nie jest tylko inwestorem pasywnym, może otrzymywać stałe, dość wysokie wynagrodzenie, które nie będzie generowało obowiązku zapłaty CIT. Jego jedynym obciążeniem będą PIT i ewentualnie składki na obowiązkowe ubezpieczenia. Nierzadko jednak skorzystanie z przysługujących wspólnikowi preferencji (np. z ulgi na dzieci lub zerowego PIT dla młodych) będzie oznaczać, że łączne opodatkowanie CIT i PIT wyniesie efektywnie bardzo niewiele, w skrajnych przypadkach nawet 0 proc. To bardzo atrakcyjna oferta, która będzie silnym, pozytywnym impulsem wspierającym rozwój polskich firm, szczególnie tych mniejszych, rodzinnych, w których wspólnicy są mocno zaangażowani w prowadzenie spraw swojej spółki.
Co stało za ograniczeniem nakładów inwestycyjnych do środków trwałych? Dlaczego wykluczono np. inwestycje w nowe technologie? I czy to dobry pomysł, żeby nakłady odnosić do wartości początkowej środków trwałych? Przecież w praktyce poniesienie tak wysokich nakładów może być niemożliwe.
Odniesienie się do wartości początkowej środków trwałych jest najbardziej intuicyjnym podejściem do określenia nakładów inwestycyjnych. Nakłady inwestycyjne można wykazać albo poprzez odniesienie się do środków trwałych, albo do wydatków na zatrudnienie pracowników. Uwzględniono więc specyfikę funkcjonowania zarówno tych firm, które chcąc się rozwijać, inwestują głównie w sprzęt (czyli najczęściej przedsiębiorstw produkcyjnych), jak również takich spółek, które opierają swoją działalność na kapitale ludzkim. To często właśnie firmy inwestujące w nowe technologie, know-how czy wartości niematerialne i prawne.
Minimalne nakłady inwestycyjne na środki trwałe w ramach estońskiego CIT zostały określone na poziomie 15 proc., ale w ciągu dwóch lat (względnie 33 proc. w ciągu czterech lat). Nie jest to wysoki poziom, biorąc pod uwagę to, że tylko w 2018 r. nakłady inwestycyjne wśród małych średnich przedsiębiorstw wzrosły o 12 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Tak zakreślony poziom inwestycji jest znacznie poniżej średniej nakładów inwestycyjnych, które już teraz można obserwować w gospodarce. Alternatywą jest przejście na ścieżkę nakładów na kapitał ludzki, które można zrealizować poprzez podwyżki lub zatrudnienie dodatkowych pracowników.
Warto zwrócić uwagę, że oszczędność podatkowa wynikająca z braku obowiązku zapłaty podatku często pozwoli na sfinansowanie wymaganych, minimalnych nakładów inwestycyjnych. Podatek estoński to taki, w którym jego kwota nie wędruje na konto fiskusa, ale pozostaje w spółce, ułatwiając jej inwestycje. Jeśli mała spółka osiąga roczny dochód w wysokości 300 tys. zł, to jej oszczędność podatkowa w ciągu dwóch lat wyniesie 54 tys. zł. To oznacza, że jeśli np. wartość początkowa środków trwałych wyniosła na początku okresu 360 tys. zł, to sama oszczędność podatkowa w wysokości 54 tys. zł pozwoli jej na pokrycie wymaganych nakładów inwestycyjnych w środki trwałe. A poza tym przecież spółka ma wciąż te środki, które standardowo zostawały jej po opodatkowaniu, może z nimi zrobić, co zechce: zatrzymać w kasie, wypłacić wspólnikom albo zwiększyć wynagrodzenie pracowników.
Alternatywą dla estońskiego CIT będzie tzw. specjalny fundusz inwestycyjny. Resort finansów nie reklamuje go jednak tak bardzo jak ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych. Dlaczego?
Estoński CIT w Polsce to faktycznie dwie ścieżki: ryczałt od dochodów spó łek kapitałowych i specjalny fundusz inwestycyjny. Ekonomiczny efekt obu rozwiązań jest podobny, jednak prawdziwą rewolucją jest tu ryczałt, ponieważ jest to nie tylko swoista superamortyzacja, ale także poważny krok w kierunku budowy systemu opodatkowania dochodu, który będzie się wiązał z minimalnymi kosztami obsługi po stronie przedsiębiorcy. W przeciwieństwie do funduszu, ryczałt nie będzie stanowił pomocy publicznej, jest to zatem rozwiązanie bardziej komfortowe dla przedsiębiorców. Ministerstwo Finansów zachęca do korzystania z obu rozwiązań, wedle wyboru i preferencji spółki. W przypadku gdy spółka korzysta np. z Polskiej Strefy Inwestycji czy z ulgi B+R, czasowo może się okazać, że to fundusz inwestycyjny będzie dla niej optymalną ścieżką, ponieważ to rozwiązanie można łączyć z innymi preferencjami. Docelowo zachęcamy jednak spółki do wejścia w krąg przedsiębiorstw korzystających z ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych. ©℗