Wnosząc do spółki kapitałowej nieruchomość lub znak towarowy o wartości rynkowej przewyższającej nominalną wartość obejmowanych w zamian udziałów, można wpaść na podatkową minę.
Spór o aport z agio / Dziennik Gazeta Prawna
Wszystko przez niefortunne brzmienie art. 12 ust. 1 pkt 7 ustawy o CIT. Mówi on, że przychodem z objęcia udziałów za aport jest ich wartość nominalna. Sprawa byłaby jasna, gdyby nie nakaz odpowiedniego stosowania przepisu o odpłatnym zbyciu rzeczy, który pozwala organom podatkowym szacować przychód (art. 14 ust. 1–3 ustawy o CIT). Fiskus interpretuje to tak, że może sam szacować nominalną wartość udziałów, odnosząc ją do wartości rynkowej aportu. Słowem – może podwyższyć przychód podatnika wnoszącego wkład do spółki.
Coraz częściej rację przyznają mu sądy. Przykładem wyrok NSA z 5 marca 2014 r. (sygn. akt II FSK 481/12). Rzadziej zapadają orzeczenia, w których skład sędziowski jest przeciwnego zdania (np. ostatnio w wyroku z 15 maja 2014 r., sygn. akt II FSK 1477/12, patrz ramka).

To się opłaca

Przepisy kodeksu spółek handlowych zakazują obejmowania udziałów lub akcji poniżej ich wartości nominalnej. Nie ma natomiast przeszkód, aby wartość aportu była wyższa. Nadwyżka, tzw. agio, jest obowiązkowo przelewana na kapitał zapasowy.

PRZYKŁAD

Jeśli przyjmiemy, że podatek dochodowy jest naliczany od wartości nominalnej udziałów – wspólnik zapłaci niższy podatek dochodowy. Z kolei dla spółki oznacza to mniejszy podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC podlega jedynie wartość, o którą podwyższono kapitał zakładowy).

– Przykładowo, wnosząc do spółki nieruchomość o wartości 1 mln zł w zamian za udziały o wartości 200 tys. zł, uzyskuje się oszczędność podatkową w wysokości 156 tys. zł – tłumaczy Krzysztof Dyba, doradca podatkowy w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.
Różnica wartości wkładu i wartości nominalnej obejmowanych w zamian udziałów to zjawisko typowe w stosunkach handlowych, a jego cel nie musi być wyłącznie podatkowy.
– Może wynikać np. z przyjętej strategii dokapitalizowania spółki, kształtu struktury udziałowej, czy być efektem sytuacji, w której w związku z generowaniem zysków, wartość rynkowa udziałów w sposób uzasadniony przewyższa ich wartość nominalną – wymienia Wojciech Majkowski, menedżer, doradca podatkowy w KPMG.
Piotr Wesołowski, konsultant podatkowy w Instytucie Studiów Podatkowych, podkreśla, że organy podatkowe nie mogą „urynkowić” wartości nominalnej udziałów. Wynika ona wprost z umowy lub statutu spółki i jest wielkością stałą.
– Nie można jej zmienić przez oszacowanie, a jedynie zgodnie z trybem przewidzianym w kodeksie spółek handlowych, czyli decyzją właściwych organów – zgromadzenia wspólników lub walnego zgromadzenia – wskazuje Piotr Wesołowski.

Wartość nominalna

Krzysztof Dyba zwraca uwagę, że ustawodawca wyraźnie odnosi przychód do wartości nominalnej otrzymanych w zamian udziałów, a nie rzeczy zbywanych przez wspólnika (aportu).
– Nie można więc określać przychodu wspólnika na poziomie innym niż nominalna wartość udziałów, o ile ich wartość emisyjna odpowiada rynkowej wartości wkładu – mówi ekspert. Wyjaśnia, że dopiero gdy wartość zbywcza znacznie odbiega od wartości rynkowej aportu, odesłanie do art. 14 daje organom podatkowym podstawę do weryfikacji rzeczywistej wartości wkładu. Chodzi o zapewnienie równowagi między wysokością przychodów wnoszącego aport i wysokością kosztów w spółce, do której aport wniesiono.
Podobne stanowisko NSA zajął m.in. w wyrokach z: 9 sierpnia 2013 r. (sygn. akt II FSK 2433/11), z 18 grudnia 2013 r. (sygn. akt II FSK 3032/11).

Podwójne opodatkowanie

Łukasz Kupryjańczyk, doradca podatkowy, menedżer w dziale doradztwa podatkowego EY, podaje jeszcze jeden argument przeciwko stanowisku fiskusa. Chodzi o rozliczenie dalszej sprzedaży udziałów lub akcji objętych w zamian za aport z agio. W takiej sytuacji dla podatnika będącego osobą fizyczną kosztem uzyskania przychodów jest wartość nominalna udziałów, a nie wniesionego wcześniej aktywa.
– Interpretacja fiskusa prowadzi do sytuacji, w której opodatkowana różnica między wartością rynkową wkładu a nominalną wartością udziałów nigdy nie stałaby się kosztem. To prowadzi do podwójnego opodatkowania – uważa Łukasz Kupryjańczyk. Wyjaśnia to na przykładzie.
PRZYKŁAD

Wyobraźmy sobie, że podatnik wniósł do spółki z o.o. nieruchomość o wartości rynkowej 100 zł, otrzymując w zamian 10 zł (wartość nominalna) w kapitale zakładowym. Zgodnie z wykładnią organów podatkowych, podatnik musiałby zapłacić podatek od 100 zł (dla ułatwienia pomijamy koszty nabycia nieruchomości). Następnie, sprzedając udziały za 120 zł, musiałby uwzględnić jako koszt uzyskania przychodów jedynie 10 zł, a tym samym wykazać dochód do opodatkowania w wysokości 110 zł. W sumie zapłaciłby więc podatek od 210 zł, bez możliwości uwzględnienia opodatkowanych już wcześniej 100 zł.

– Ten przykład pokazuje, że podejście organów podatkowych jest systemowo niewłaściwe i niepoprawne – komentuje Łukasz Kupryjańczyk.

Potrzebna uchwała

Wojciech Majkowski radzi, aby w sytuacji, gdy przepis jest niejasny, a orzecznictwo niekorzystne – przenosić część wartości aportu (należycie wycenionego według wartości rynkowej) na kapitał zapasowy przede wszystkim wówczas, gdy agio emisyjne jest ekonomicznie uzasadnione. Na przykład istnieje dodatnia różnica pomiędzy wartością rynkową emitowanych udziałów (akcji), a ich wartością nominalną.
– Trudno wówczas twierdzić, że przychód określony według wartości nominalnej otrzymanych udziałów nie został określony właściwie – mówi Wojciech Majkowski. Dodaje, że w takiej sytuacji zarówno wartość aportu, jak i jej alokacja między kapitałami spółki mają uzasadnione przyczyny, a tego wymaga art. 14 ustawy o CIT.

Wartość nominalna udziałów nie musi się równać aportowi

Organy podatkowe nie mają prawa do szacowania wartości przychodu podatnika wnoszącego wkład niepieniężny do spółki, gdy w grę wchodzi agio emisyjne – orzekł NSA.

Wyrok dotyczy polskiego przedsiębiorstwa, które planowało wnieść wkład niepieniężny do tworzonej w Luksemburgu spółki kapitałowej. Wkładem tym miało być prawo do używania znaków towarowych. W zamian przedsiębiorstwo miało objąć udziały o wartości nominalnej niższej niż wartość rynkowa aportu. W konsekwencji, przy objęciu udziałów w luksemburskiej spółce miała powstać nadwyżka wartości aportu nad wartością nominalną obejmowanych udziałów (agio), która miała być przekazana na kapitał zapasowy bądź rezerwowy tej spółki.

Spór toczył się o to, jak określić przychód przedsiębiorstwa. Czy według nominalnej wartości objętych udziałów – jak uważało przedsiębiorstwo, czy w wysokości oszacowanej przez organ podatkowy. Izba skarbowa stwierdziła, że wprawdzie art. 12 ust. 1 pkt 7 ustawy CIT mówi o przychodzie równym wartości nominalnej objętych udziałów, ale odsyła zarazem do art. 14 tej samej ustawy. Przepis ten z kolei upoważnia organy podatkowe do weryfikacji przychodu, gdy nominalna wartość udziałów odbiega od wartości rynkowej aportu.

Dlatego, według izby, ustalenie przychodu nie może być oparte na arbitralnej decyzji stron. Nominalna wartość udziałów powinna, co do zasady, równać się realnej wartości aportu w momencie jego wnoszenia do spółki luksemburskiej.

Spółka zaskarżyła tę interpretację do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wielkopolskim, a sąd uznał jej skargę za zasadną. Stwierdził, że twierdzenie, jakoby wartość nominalna akcji miała odpowiadać wartości rynkowej aportu, nie znajduje żadnego potwierdzenia w przepisach. Organ podatkowy nie ma więc uprawnień do określenia przychodu w wysokości rynkowej wartości udziałów bądź akcji, a nie jako wartości nominalnej udziałów.

WSA zauważył przy tym, że w ustawie o CIT zostały uregulowane także podatkowe konsekwencje przekazania części aportu na kapitał zapasowy. Trudno więc powiedzieć, żeby taka praktyka była niezgodna z zamiarem ustawodawcy.

Tego samo dnia był Naczelny Sąd Administracyjny, oddalając skargę kasacyjną izby skarbowej.













Wyrok NSA z 15 maja 2014 r., sygn. akt II FSK 1477/12