Powiedział Pan, że nie dostrzega myślenia o sposobach poprawy konkurencyjności naszego kraju pod względem podatkowym...

Tak, nie dostrzegam takich działań, które by zmierzały do zasadniczej poprawy konkurencyjności Polski. Nie mogę jednak wykluczyć, że takie prace trwają.

A co pana zdaniem można zrobić, by tę atrakcyjność zwiększyć?

Pierwszy punkt to przedłużenie funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych. Cały czas musimy też myśleć o niskich podatkach. Dbanie o niską efektywną stawkę podatkową w podatkach dochodowych może być elementem zwiększenia konkurencyjności. Drugi obszar to sposób, w jaki funkcjonuje administracja. To, co już udało się osiągnąć poprzez wprowadzenie wyspecjalizowanych urzędów skarbowych, profesjonalizację obsługi, zmianę sposobu podejścia do podatnika, zasługuje na uznanie. Znacząco poprawiło się typowanie do kontroli. Urzędy skarbowe i urzędy kontroli skarbowej przychodzą na kontrolę i wiedzą, co sprawdzać. To jest jakościowa poprawa. Profesjonalizacja musi być jednak procesem ciągłym, podobnie jak inwestowanie w narzędzia dostępne administracji, np. informatyczne, aby organy podatkowe były w stanie prowadzić trudne sprawy.

Jak administracja powinna rozróżniać, czy ma do czynienia z podmiotem z szarej strefy, czy firmą, którą dotknął kryzys?

Wszystko zależy od tego, w jakim stopniu administracja jest w stanie realnie ocenić sytuację gospodarczą podatnika i odróżnić to, co jest oszustwem, od tego, co jest normalną działalnością gospodarczą, w którą wpisane jest też ponoszenie strat czy popełnianie pewnych błędów. Moim zdaniem jest to przede wszystkim kwestia organizacji administracji, by była w stanie lepiej zarządzać informacją, którą posiada. Współcześnie administracja podatkowa nie może skutecznie funkcjonować bez dobrej znajomości realiów działalności gospodarczej i umiejętności oceny, czy dana transakcja jest sztuczna, czy też ma uzasadnienie gospodarcze. Dobrym przykładem są np. ceny transferowe i ustalenie, jakie są realia danej transakcji, jaka powinna być cena, jakie powinny być podstawy jej ustalania.

Nie wiem, czy w obecnych realiach budżetowych administracja inwestuje w gromadzenie tego typu wiedzy i instytucjonalne rozwiązania. W niektórych krajach są np. komitety składające się z fachowców, którzy znają realia gospodarcze. Ich zadaniem jest pomoc organom podatkowym w ocenie, czy dana transakcja jest uzasadniona gospodarczo.

Myślę, że często niezadowolenie podatników bierze się stąd, że wytacza się przysłowiową armatę w sprawie, w której chodzi o zwyczajny błąd popełniony w trakcie prowadzonej działalności. Cała sztuka polega na rozróżnieniu, co jest zwykłym błędem i co powinno zakończyć się na korekcie dokonanej przez podatnika, a która sprawa wymaga dokładnej kontroli.

Czego oczekuje pan po administracji w trudnych czasach?

Tropienia szarej strefy przede wszystkim. Bo pozbawia ona państwo wpływów podatkowych, głównie z podatków pośrednich, a po drugie – wprowadzając do obrotu nielegalne czy nieopodatkowane towary, wypiera towary, które są legalnie produkowane. Towary, które dają nie tylko wpływy budżetowe, ale i miejsca pracy.

Oczekiwałbym też analiz, do jakiego stopnia rozwiązania legislacyjne, które były w ostatnich kilku latach wprowadzane, przyczyniły się do poprawy dochodów budżetowych. Chodzi o ocenę, czy zwiększanie opodatkowania faktycznie przekłada się na wzrost wpływów budżetowych.

No i myślenia o konkurencyjności polskiego systemu podatkowego. Tak, aby uszczelniając system, pamiętać o tym, co decyduje, że jako kraj jesteśmy atrakcyjni.

Niezbędne są takie zmiany legislacyjne, które ograniczą szarą strefę w Polsce