Pan profesor Ryszard Bugaj, jak na socjalistę przystało, wziął się do polemiki ad personam (chodzi o felieton w DGP na temat wyliczanego co roku przez Centrum im. Adama Smitha dnia wolności podatkowej – red.). Nie zostaje mi nic innego jak pouprawiać dalej swoją, jak pisze Bugaj, bałamutną działalność.
Różnica między nami polega na tym, że ja Bugaja czytam, a on mnie nie za bardzo, więc jestem w łatwiejszej sytuacji. Bugaj nie wie nawet, pisząc, że Andrzej Sadowski jest moją prawą ręką, jak wygląda rzeczywista sytuacja w centrum. Andrzej jest jednym z trzech fundatorów i od ponad dwudziestu lat wiceprezydentem tego instytutu. A prezydentów było już pięciu.
Przechodząc do rzeczy: „Upieram się stanowczo, że w sposób wiarygodny w pierwszych dniach czerwca w ogóle nie można oszacować współczynnika redystrybucji budżetowej” – pisze Bugaj. I ma rację. Dlatego co roku powtarzamy, że jest to obliczenie na podstawie prognozy, która nazywa się „ustawa budżetowa”. W tym roku wyjątkowo mocno podkreślaliśmy: w ubiegłym roku z prognoz budżetowych wynikało, że dzień wolności podatkowej powinniśmy świętować 24 czerwca, a z informacji o wykonaniu budżetu wynikało, że mogliśmy to robić dopiero 7 lipca.