Małe zmiany, które cieszą urząd skarbowy

Podatki rosną jednak nie tylko dlatego, że rośnie PKB, a inflacja podnosi ceny. Wzrost obciążeń fiskalnych osiągany jest nie tylko poprzez proste podnoszenie stawek, lecz także w wyniku dokonywania innych zabiegów w obszarze przepisów podatkowych. Najważniejszym z nich było zamrożenie progów w skali podatkowej. Ale nie tylko. Od kilku lat mamy do czynienia także ze stałym cięciem licznych ulg i wyłączeń. Z ustawy o PIT zniknęły wszystkie ulgi mieszkaniowe, w tym bardzo niegdyś popularna i kosztowna dla państwa ulga remontowa. Zlikwidowano też ulgi związane z budową na wynajem, zakupem pomocy i przyrządów naukowych czy leczeniem w prywatnych gabinetach. Wkrótce pod nóż trafi bardzo popularna ulga internetowa. Każde likwidowane odliczenie to wymierne korzyści dla fiskusa. To, czego nie odliczymy, to kwota, którą trzeba będzie dodatkowo wpłacić na konto urzędu skarbowego. I tak np. ulga internetowa, która zniknie już w 2013 r., da budżetowi dodatkowo około 0,5 mld zł.

Resort finansów dokonuje też regularnie bardziej subtelnych oszczędności. Przykładem jest zmiana zasad naliczania kosztów z praw autorskich. Początkowo były one liczone jako 50 proc. przychodu. Teraz to 50 proc. przychodu pomniejszonego o składki ZUS. To oznacza zmniejszenie podstawy naliczania tych kosztów o ponad 18 proc. i – co oczywiste – wyższy podatek płacony przez osoby uprawnione do ich stosowania. Inny przykład to ulga prorodzinna. Początkowo w pierwszym roku po urodzeniu dziecka można było odliczyć całą kwotę (dziś jest to 1112,04 zł). Nie było istotne, czy dziecko urodziło się w styczniu, czy w grudniu. Teraz obowiązuje zasada, że ulga liczona jest miesięcznie. W stosunku do pierwotnego rozwiązania rodzic dziecka, które urodziło się w grudniu, traci sporo. Może odliczyć tylko 92,67 zł. Jego podatek jest zatem wyższy od tego, który zapłaciłby przed zmianą przepisów, o blisko 1020 zł.

Firmy też nie uciekną przed wyższą daniną

W wypadku firm podatki także rosną w wyniku takich małych zmian. Nie dotyczą one jednak z reguły kosztów podatkowych, a raczej tego, czego fiskus za wydatki zaliczane do kosztów nie uznaje. Dość wspomnieć takie przykłady, jak nieustająca walka skarbówki i resortu finansów z samochodami osobowymi czy wydatkami reklamowymi. Przetasowania następowały także w katalogu przychodów zwolnionych z podatku. Takich subtelnych zmian dokonano w ostatnich latach wiele. I to nie tylko w PIT.

W ten sposób fiskus zapewnia sobie stałą indeksację swoich wpływów. Nawet gdy stawki podatkowe stoją w miejscu, i tak jest w stanie na nas zarabiać z każdym rokiem więcej. Pocieszające jest jedynie to, że udział tego, co jest nam odbierane (podatki), pozostaje na w miarę stałym poziomie w stosunku do tego, co jesteśmy w stanie wytworzyć (co odzwierciedla PKB). Niemniej jednak i tak warto pamiętać, że od początku tego wieku przekazaliśmy do kasy fiskusa ogromną kwotę. Gdybyśmy w całości chcieli ją przeznaczyć np. na budowę autostrad, mielibyśmy ich dziś ponad 54 tys. km. To jedna czwarta wszystkich dróg w kraju. A pamiętajmy, że po doliczeniu tego, co na nasze konto rządy zdążyły jeszcze pożyczyć, w sumie uzbiera się kwota bliska 3 bln zł.

Podatki to nie tylko PIT. To także VAT, który płacimy, robiąc zakupy w supermarkecie, czy akcyza zawarta w cenie paliwa

A gdyby zwiększyć obciążenia?

Kamil Lewandowski, doradca podatkowy w FL Tax

Podwyższenie podatków pośrednich, takich jak VAT i akcyza, jest jednym z łatwiejszych sposobów na poprawę bieżącej sytuacji budżetowej. W 2011 roku podwyższono stawki VAT, a przepisy przewidują możliwość dalszych podwyżek w przypadku przekroczenia przez dług publiczny poziomu 55 proc. PKB. Jednak polityka fiskalna w okresie słabszej koniunktury gospodarczej nie musi się jedynie kojarzyć z podwyższaniem stawek podatkowych. Trzeba pamiętać, że zawsze jest druga strona medalu – ciężar podatków będą musieli ponieść przedsiębiorcy oraz konsumenci, przez co ich portfele mogą się zmniejszyć, a wraz z nimi skłonność do konsumpcji czy inwestycji. To może prowadzić do stopniowego spadku popytu, zmierzając w dłuższej perspektywie do efektywnego obniżenia wpływów budżetowych. W moim przekonaniu podwyższanie podatków nie może być podstawowym orężem w walce z osłabiającą się koniunkturą gospodarczą.

Zgadzam się z tymi ekonomistami, którzy przekonują, że w czasie spowolnienia gospodarczego polityka fiskalna powinna pełnić raczej funkcję stymulującą niż tłumiącą aktywność gospodarczą. Zwiększenie obciążeń podatkowych może doprowadzić do wstrzymania inwestycji, redukcji zatrudnienia, przechodzenia mikroprzedsiębiorstw do szarej strefy. Dlatego też podjęcie odpowiednich decyzji w kwestii wysokości obciążeń podatkowych wymaga wyważenia między zapewnieniem obsługi bieżących wydatków budżetowych a stymulującą rolą, jaką może odgrywać polityka podatkowa.