Kontrole skarbowe i podatkowe są rozciągane maksymalnie w czasie. Urzędnicy nie liczą się z terminami wyznaczonymi w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej. Takie informacje mamy od doradców podatkowych reprezentujących podatników.

– Do długości przeprowadzanych kontroli urzędnicy liczą poszczególne dni, a nie jej ciągłość. Przykładowo przychodzą na jeden dzień, a potem dopiero za tydzień znów na dzień. Potrafią też wliczać po połowie dnia do czasu kontroli – wyjaśnia nam pan Andrzej, przedsiębiorca z Warszawy.

Zdaniem ekspertów takie działania organów podatkowych są bezprawne. Podatnik niestety poza wniesieniem sprzeciwu ma niewiele środków obrony.

Ramy czasowe

Czas trwania kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym nie może przekroczyć, z pewnymi wyjątkami, od 12 do 48 dni roboczych w zależności od wielkości przedsiębiorstwa. Marcin Kaczanowicz, asystent podatkowy w Independent Tax Advisers, zwraca uwagę, że gdy ustalony zgodnie z przepisami czas zostanie przekroczony, podatnikowi przysługuje prawo do wniesienia sprzeciwu wobec podejmowania i wykonywania czynności kontrolnych.

– Organ ma obowiązek rozpatrzyć sprzeciw, wydając postanowienie o odstąpieniu bądź o kontynuowaniu czynności kontrolnych. Na postanowienie to można złożyć zażalenie, które zostaje rozpatrzone także w drodze postanowienia – podaje Marcin Kaczanowicz.

Z kolei Maciej Kurek, radca prawny z kancelarii Kurek, Kościółek, Wójcik, dodaje, że regulacje dotyczące terminów przeprowadzania kontroli u przedsiębiorców określone w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej nie mają zastosowania w postępowaniu wszczętym przez urzędy kontroli skarbowej, o ile w ich ramach nie jest prowadzona kontrola podatkowa.

Ponadto – jak podkreśla Marek Malinowski, konsultant podatkowy w Taxplan – ustawa nie precyzuje wprost sposobu liczenia czasu trwania kontroli. Terminy dotyczące trwania kontroli odnoszą się wyłącznie do dni roboczych przedsiębiorcy. Kontrola działalności przedsiębiorcy musi zatem odbywać się w dniach i godzinach jego pracy.

Sprytne obliczenia

Nawet samo obliczanie terminu jest przez urzędy wykorzystywane do wydłużenia kontroli. Według Macieja Kurka przykłady pokazują, że urzędnicy dokonujący kontroli liczą tylko dni spędzone u kontrolowanego, a do biegu terminu nie wliczają dni poświęconych na analizę zebranego materiału w urzędzie. Niekiedy próbują liczyć termin np. od połowy dnia.

– Taka praktyka jest niedopuszczalna, choćby ze względu na regulacje Ordynacji podatkowej, której przepisy mówią, że termin wyrażony w dniach liczy się od dnia następującego po dniu, w którym miało miejsce zdarzenie powodujące rozpoczęcie jego biegu, aż do upływu ostatniego z wyznaczonej liczby dni – przypomina Maciej Kurek.

Ekspert wyjaśnia także, że przerywanie ciągłości biegu terminu na podstawie samodzielnej decyzji kontrolującego pozbawione jest podstawy prawnej. Przepisy Ordynacji podatkowej wskazują wyraźnie, że do czasu trwania kontroli podatkowej nie wlicza się terminów przewidzianych w przepisach prawa podatkowego dla dokonania określonych czynności, okresów zawieszenia postępowania oraz opóźnień spowodowanych z winy strony albo z przyczyn niezależnych od organów podatkowych.

Również Michał Goj, starszy menedżer z Ernst & Young, wskazuje, że przepisy podatkowe jasno określają moment rozpoczęcia (doręczenie upoważnienia) i zakończenia (doręczenie protokołu) kontroli.

– Okres pomiędzy tymi zdarzeniami to czas trwania kontroli, więc nieskuteczna musi być taktyka organu obliczona na powoływanie jedynie tych dni, w których kontrolujący byli obecni w siedzibie podatnika – stwierdza Michał Goj.

Jego zdaniem czas kontroli biegnie niezależnie od tego, czy danego dnia kontrolujący pracowali w siedzibie organu czy u podatnika, czy też w ogóle byli na innej kontroli. Jedynym wyjątkiem jest przerwa w kontroli, która potrzebna jest na przeprowadzenie próbek.Takiej przerwy nie wlicza się do czasu trwania kontroli, jeśli niezwłocznie po przeprowadzeniu próbki sporządza się protokół kontroli.