Zmiany dla firm

Zwiększą się obowiązki pracodawców. Będą oni musieli prowadzić ewidencje pracowników oraz tego, w jaki sposób pracownik wykorzystuje na cele prywatne służbowe auto. Czy ma sens?

MACIEJ GRELA

Zakres dodatkowych obowiązków niekoniecznie musi oznaczać większą ilość pracy, niż to jest w tej chwili. Obecnie tak naprawdę pracodawca nie do końca wie, jak ma w tym zakresie postępować. W praktyce pracodawcy ujawniający fakt, że ich auta są używane również do celów prywatnych, wypracowali na gruncie obecnie obowiązujących przepisów kilka różnych sposobów rozliczania powstających z tego tytułu przychodów pracowników, takich jak np. prowadzanie ewidencji jazd prywatnych pracownika czy wprowadzenie ryczałtowych rozliczeń takich jazd. Każdy z tych sposobów wymaga dokonania pewnych nakładów pracy, bo przecież należy zadbać o to, żeby taką ewidencję sporządzić i prowadzić, żeby wyliczyć podatek itd. To nie jest tak, że ten obowiązek byłby dodatkowym obciążeniem, bo te obciążenia istnieją już także w tej chwili. Natomiast w przypadku wdrożenia planowanych zmian pracodawcy zyskaliby jasne i jednoznaczne wytyczne, jak udokumentować i wyliczyć taki przychód.

Wysokość podatku

Stawka podatku od prywatnego używania pojazdu firmowego, którą MF zaproponowało – czyli albo 0,5 proc. wartości auta to przychód pracownika, albo 1 proc. to przychód u pracodawcy, jeśli ten nie ujawni pracownika, korzystającego z auta prywatnie. Stawka ma być określana na podstawie m.in. wartości auta. Czy to jest dobry punkt odniesienia?

ANNA MISIAK

Czy wprowadzenie odniesienia do różnych wartości bazowych, w zależności od tego, na jakiej podstawie auto trafiło do firmy, jest dobrym i wystarczającym rozwiązaniem. W zasadzie propozycja ta opiera się na podobnych rozwiązaniach, które funkcjonują w innych krajach, np. w Czechach czy na Litwie. Tam również wysokość przychodu może zależeć m.in. od ceny nabycia samochodu albo jego wartości rynkowej. Jednakże w naszym przypadku, kiedy przepisy są dopiero tworzone, warto rozważyć różne możliwości i sytuacje, choć im prostsze rozwiązanie, tym lepiej. Istota problemu sprowadza się zapewne do tego, czy przy ustalaniu podstawy opodatkowania nie powinna być brana pod uwagę aktualizacja wartości bazowych w związku z okresem użytkowania. W końcu auto z upływem lat traci na wartości i zapewne niejeden pracownik postawi sobie pytanie, czemu nadal po trzech latach jego przychód jest ustalany od wartości początkowej auta bez uwzględnienia spadku jego wartości. Skoro samochód traci na wartości, to benefit z tytułu używania takiego samochodu też jest mniejszy, a to powinno mieć swoje odzwierciedlenie w wysokości przychodu po stronie pracownika.

MAREK KOLIBSKI

Lepszym przykładem byłby samochód wykupiony po leasingu za złotówkę. Wtedy liczylibyśmy 0,5 proc. od złotówki miesięcznie. Co przecież często się zdarza. Firmy wykupują takie auta. Tak samo może być też przy aportach, przy różnych przekształceniach.

MAREK GADACZ

Jeśli przepisy wejdą w życie w takiej formie, w jakiej są w założeniach, a nie będzie urynkowienia wartości samochodu, to rynek znajdzie sposób na obejście takich regulacji. Im niższa wartość, tym niższy benefit podatkowy, więc na pewno znajdą się podatnicy czy płatnicy, czy właściciele samochodów, którzy będą szukać rozwiązań, które ten benefit będą obniżać.

MACIEJ GRELA

Można to rozwiązać w prosty sposób, poprzez wprowadzenie mechanizmu zapewniającego okresową aktualizację podstawy naliczania przychodu. Racjonalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie corocznej aktualizacji, np. poprzez przyjęcie dla danego roku wartości rynkowej auta na początek roku.

MAREK JAROCKI

Podatki mają, choć nie zawsze w sposób zamierzony, funkcje silnie stymulujące rynek. Chyba nie chcielibyśmy takiego efektu, gdzie średni wiek samochodów służbowych w Polsce wynosiłby 10 lat, bo to podatkowo wszystkim by się opłacało. Wyważenie tego efektu to spore wyzwanie dla autorów tej nowelizacji.

MAREK KOLIBSKI

A co byście państwo powiedzieli na przyjęcie np. sumy ubezpieczenia jako podstawy do obliczenia wartości tego samochodu. Przynajmniej robi to ktoś inny niż sam podatnik. Więc trudno będzie zarzucić mu subiektywność. Wartość jest co roku inna.

ELŻBIETA MUCHA

Moje wątpliwości to jest to 0,5 proc. albo 1 proc. Albo pracodawca, albo pracownik. Jeden na drugiego będzie przerzucał obowiązek podatkowy i gdzie będzie ta granica tak naprawdę pomiędzy jednym a drugim. Wydaje się, że wprowadzenie tej zasady i jej sprecyzowanie spowoduje, że pracodawcy rozpoznają przychód po stronie pracowników. Podmiot, który jest opodatkowany, musi być w sposób jasny i precyzyjny określony. Nie może być tak, że jeśli jednego nie złapie, to łapie drugiego.