Przedsiębiorcy, którzy obawiają się utraty ulg podatkowych po wyborze estońskiego CIT, będą mogli wybrać inne rozwiązanie. Będą odliczać specjalne odpisy jeszcze przed zakończeniem inwestycji.
W tym celu trzeba będzie założyć specjalny rachunek inwestycyjny. Jeśli jednak zgromadzone na nim pieniądze nie zostaną wydane na cele inwestycyjne albo w ogóle nie zostaną wydatkowane w określonym czasie, to firma będzie musiała wycofać odpisy z kosztów, czyli powiększyć swój dochód do opodatkowania.
O szykowanych przez resort finansów dwóch nowych rozwiązaniach dla firm poinformował wczoraj wiceminister finansów Jan Sarnowski na konferencji, podczas której prezentowany był raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Estoński CIT dla polskich MŚP”.
Reklama
Oba rozwiązania miałyby obowiązywać już od 2021 r. Na razie mowa jest tylko o założeniach. Projekt ustawy ma być opublikowany w przyszłym tygodniu.

Warunki estońskiego CIT

Reklama
Przypomnijmy, że tzw. estoński CIT miałby polegać na tym, że firmy nie płaciłyby podatku dochodowego aż do momentu wypłaty zysku wspólnikom.
Z rozwiązania tego mogłyby korzystać wyłącznie spółki kapitałowe, których udziałowcami lub akcjonariuszami są osoby fizyczne. Powinny też zatrudniać przynajmniej trzech pracowników i osiągać roczne obroty nieprzekraczające limitu 50 mln zł.
Wiceminister Sarnowski wyjaśnił, że tak określone warunki mają przede wszystkim na celu pomoc małym i średnim firmom (MŚP), które mają trudności z korzystaniem z funkcjonujących obecnie ulg podatkowych, takich jak badawczo-rozwojowa B+R, ulga IP Box i zwolnienie dla firm działających w specjalnych strefach ekonomicznych.
– Obecnie funkcjonujące preferencje podatkowe często wymagają spełnienia dodatkowych formalności, np. raportowania. Wiążą się też z wysoką barierą wejścia, która odstrasza MŚP od korzystania z preferencji. Dla najmniejszych firm są też ryzykowne, bo preferencja może się nigdy nie zwrócić – wyjaśnił wiceminister.
Zapewnił też, że warunki korzystania z tzw. estońskiego CIT nie tylko pomogą małym i średnim firmom, lecz także skutecznie zabezpieczą przed nadużywaniem nowej preferencji dla celów międzynarodowej agresywnej optymalizacji podatkowej.

Bez ulg, inne stawki CIT

Przypomnijmy, że korzystanie z estońskiego CIT wykluczy możliwość korzystania równolegle ze wspomnianych ulg (B+R oraz IP Box) oraz ze zwolnienia dla firm w specjalnych strefach ekonomicznych. Pisaliśmy o tym w artykule „Estoński CIT pozbawi firmę ulg na innowacje” (DGP nr 144/2020).
Zysk będzie opodatkowany w momencie wypłaty zysku – na poziomie spółki (CIT) oraz na poziomie wspólników (podatek od dywidendy), przy czym wspólnikami będą mogły być tylko osoby fizyczne (a więc w grę będzie wchodził wyłącznie PIT).
U większych podatników stawka nominalna (podstawowa) CIT wyniesie 25 proc., a obniżona 20 proc. Natomiast u małych podatników stawka nominalna CIT wyniesie 15 proc., a obniżona 10 proc.
Stawka PIT od dywidendy pozostanie na poziomie 19 proc.
Podatek zapłacony przez spółkę (25 proc. lub 20 proc. albo 15 proc. lub 10 proc.) będzie można odliczyć od podatku od dywidendy, ponieważ w system estoński wpisany ma być mechanizm częściowego zaliczenia CIT płaconego przez spółkę na poziomie udziałowca. W ten sposób – jak zapewnia MF – pomimo nominalnie wyższego opodatkowania CIT łączne opodatkowanie zostanie znacznie obniżone.
W konsekwencji po zmianach łączna stawka (CIT plus PIT) będzie wynosić:
  • 25 proc. lub 20 proc. dla małych podatników (obecnie 26,29 proc.), oraz
  • 30 proc. lub 25 proc. dla pozostałych (obecnie 34,39 proc.), a więc po zmianach – jak wylicza MF – będzie to nawet o 9 pkt proc. mniej.

Jakie zalety

Zdaniem autorów raportu PIE nowa preferencja przyniesie dużo korzyści zarówno firmom, jak i gospodarce. Może zwiększyć wydatki inwestycyjne aż o 2 proc. polskiego PKB i stworzyć dodatkowe 120 tys. miejsc pracy.
Wyliczono, że firmy, które rozliczą się w ramach estońskiego CIT, zaoszczędzą średnio 118 tys. zł każda.
Wprowadzenie estońskiego CIT może kosztować budżet maksymalnie 5 mld zł rocznie, ale – jak wskazał Aleksander Łożykowski, dyrektor departamentu podatków dochodowych w MF – doświadczenia Estonii, Łotwy i Gruzji (gdzie obowiązują podobne rozwiązania) pokazują, że po upływie około trzech lat od wprowadzenia reformy wpływy budżetowe się stabilizują. Dodatkowo szybko rosną wpływy z VAT czy PIT i innych podatków.
– Obecny kryzys i związany z nim spadek stopy inwestycji jest więc najlepszym momentem na wprowadzanie reformy – przekonywał Aleksander Łożykowski.
MF liczy też na to, że Polska doświadczy tych samych korzyści co sama Estonia. Wprowadzenie tzw. estońskiego CIT pozwoliło Tallinowi na szybszy rozwój niż u sąsiadów, zmniejszenie zależności od kapitału dłużnego, wzrost produktywności, wzrost PKB (nawet o 2,9 proc.). Udało się też zminimalizować skutki kryzysu finansowego z 2008 r.
Ponadto opodatkowanie w momencie wypłaty zysku znacząco ograniczyło biurokrację. Potwierdzają to międzynarodowe rankingi, np. „Paying Taxes 2020”, z którego wynika, że w 2018 r. estońskie firmy spędzały na rozliczeniach CIT tylko pięć godzin rocznie, a polskie firmy aż 59 godzin.

Będzie alternatywa

Dla przedsiębiorców, którzy nie chcą stracić możliwości korzystania z obecnie funkcjonujących ulg podatkowych, Ministerstwo Finansów szykuje inne rozwiązanie, wzorowane na przepisach funkcjonujących obecnie w Niemczech. Przedsiębiorca musiałby opracować kilkuletni plan inwestycji, a przeznaczone na niego środki wpłacać na specjalny fundusz. Dokonywane od niego odpisy zaliczałby do kosztów uzyskania przychodu.
To rozwiązanie również przeznaczone byłoby tylko dla firm, które zatrudniają co najmniej trzech pracowników.