Gdyby nie liczyć kosztów pracodawcy, to przeciętny pracownik z dwójką dzieci, który skorzystał ze wszystkich preferencji prorodzinnych, otrzymał w 2018 r. na rękę aż 92,1 proc. swojej pensji brutto
DGP
To więcej niż średnia (85,8 proc.) w innych krajach należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju – wynika z najnowszego badania „Taxing Wedge 2019” opublikowanego w ubiegłym tygodniu przez OECD.
Dla porównania polski singiel „zabierał do domu” 74,8 proc. pensji brutto, czyli o 0,3 proc. więcej niż wynosi średnia dla krajów należących do organizacji.
Reklama
Statystyki te nie uwzględniają jednak kosztów ponoszonych przez pracodawcę. Gdyby wziąć je pod uwagę, to klin podatkowy (czyli różnica między łącznym kosztem zatrudnienia a pensją netto wypłacaną pracownikowi) u przeciętnego pracownika z dwójką dzieci wyniósł 20,2 proc., przy średniej dla OECD na poziomie 26,6 proc.

Reklama
Pod tym względem Polska, mimo relatywnie dobrego wyniku, spadła z 3. pozycji w ubiegłorocznym zestawieniu na 9. miejsce.
Powodem są reformy podatkowo-składkowe dla rodzin, które w 2018 r. przeprowadziły inne państwa, np. Węgry.
Z kolei klin podatkowy u przeciętnego pracującego singla w Polsce wzrósł minimalnie – z 35,7 proc. (w 2017 r.) do 35,8 proc. (w 2018 r.). To daje naszemu krajowi 14. pozycję wśród 36 państw należących do OECD. Tym samym awansowaliśmy o jedną pozycję w porównaniu do ubiegłorocznego badania.
Przez pensję netto OECD rozumie wynagrodzenie zatrudnionego, który skorzystał z wszelkich przysługujących mu ulg podatkowych oraz niepodatkowych transferów pieniężnych (np. zasiłki na dzieci, 500 plus itp.).
Do badania OECD, ale za wcześniejszy rok 2017, nawiązała też minister finansów Teresa Czerwińska w opinii opublikowanej w DGP 73/2019 „Czas zmniejszyć klin podatkowy”. Minister zwróciła uwagę na to, że klin w Polsce jest niemal identyczny dla osoby żyjącej z płacy minimalnej, jak i tej, która zarabia o dwie trzecie więcej niż średnia krajowa. Należymy więc do państw o najniższej progresji klina podatkowego.
Rozwiązaniem, do którego chce dążyć resort finansów, ma być wprowadzenie wyższej progresji w przedziale dochodów z pracy między połową a 167 proc. średniego wynagrodzenia. To, jak tłumaczy minister Czerwińska, pozwoli młodym ludziom łatwiej rozpoczynać pracę na etacie i równocześnie da możliwość powrotu na rynek pracy pracującym w szarej strefie.