Nie lubię ferowania wyroków bez poznania relacji drugiej strony. Słynna przed laty sprawa piekarza, który za darmo rozdawał chleb, dowiodła, że warto czasem zachować powściągliwość.

Znacznie bardziej bulwersuje mnie to, co jednoznaczne, zwłaszcza gdy dowodzą tego dokumenty.

Opisujemy dziś nie tylko wyrok WSA o kosztach finansowego dłużnego, ale i kulisy uchwalania spornego przepisu. Piszemy o tym, że w pierwotnym projekcie, złożonym przez rząd do Sejmu, nie było sformułowania „w części”, które dziś jest przyczyną sądowego sporu. Pojawiło się dopiero w trakcie sejmowych prac.

Gdy wcześniej wnioskowano, żeby na wszelki wypadek doprecyzować przepis, Ministerstwo Finansów twierdziło, że nie ma takiej potrzeby. Zapewniało, że „kwota 3 mln zł ma zastosowanie do wszystkich podatników, także do tych, których nadwyżka kosztów finansowania zewnętrznego przekracza tę wartość”.

Dziś twierdzi coś całkiem przeciwnego.

Inny przykład takiej nieoczekiwanej wolty fiskusa to opisywana przez nas w ubiegłym tygodniu sprawa niedoszłej fuzji dwóch firm z branży IT: Euvica i Qumaka. Powodem zmiany biznesowych planów stała się interpretacja dotycząca podatkowych skutków wymiany udziałów.

Gdy przed czterema laty zmieniano przepisy w tym zakresie, Ministerstwo Finansów całkiem inaczej tłumaczyło skutki nowelizacji. Zmiana miała rzekomo ulżyć podatnikom. Dlatego zezwolono na ocenę skutków wymiany udziałów z perspektywy sześciu miesięcy, a nie jednorazowej transakcji.

Niejako przy okazji MF doprowadziło do zamiany słówka „wspólnicy” na „wspólnik”. Dziś jest to dla ministerstwa koronny argument, że nie ma zwolnienia podatkowego, gdy w transakcji wymiany bierze udział więcej niż jeden udziałowiec.

A przecież nie kto inny jak resort finansów pisał przed czterema laty w uzasadnieniu nowelizacji, że ma ona na celu „wskazanie, iż spełnienie warunków dotyczących transakcji wymiany udziałów można oceniać przez pryzmat grupy wspólników, o ile transakcje wymiany udziałów, które doprowadziły do spełnienia warunków do skorzystania ze zwolnienia, nastąpiły w okresie sześciu miesięcy poprzedzających uzyskanie bezwzględnej większości praw głosów w spółce”.

MF nic sobie nie robi ze skutków takiej wolty. Otworzyło właśnie kolejny front sporu z podatnikami – o zaciągnięte przed 2018 r. zobowiązania. Tu znów wydawało się, że sprawa jest jasna, bo w art. 7 ustawy nowelizującej wprost napisano, że do odsetek od kredytów (pożyczek) udzielonych podatnikowi przed 1 stycznia 2018 r. stosuje się przepisy w dotychczasowym brzmieniu. Wielu podatników i doradców uznało więc, że stosując obowiązujące od 1 stycznia 2018 r. przepisy o kosztach finansowania dłużnego, w ogóle nie muszą się przejmować starymi pożyczkami i odsetkami.

Kompletnym zaskoczeniem stała się dla nich odpowiedź MF, którą opublikowaliśmy w DGP nr 217/2018 r. Resort twierdzi bowiem, że podatnicy, którzy otrzymali pożyczkę lub kredyt przed 31 grudnia 2017 r., owszem, odliczają odsetki od nich na dotychczasowych zasadach, ale uwzględniają je w 2018 r. przy obliczaniu 30 proc. EBITDA oraz nadwyżki kosztów finansowania dłużnego nad przychodami odsetkowymi.

Tak, jakby fiskus chciał powiedzieć podatnikom: Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? W „Misiu” Stanisława Barei pada wiele równie purnonsensowych stwierdzeń, ale żadne inne nie oddaje lepiej urzędniczej nonszalancji.