Chodzi o orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego z 3 października 2018 r. (sygn. akt II FSK 2775/16). Wnioskującym o zwrot kosztów dojazdu na rozprawę był pełnomocnik podatnika. Adwokat przyjechał do Warszawy z Łodzi samochodem. Nie był zobowiązany do osobistego stawiennictwa, ale – jak tłumaczył – jego klient nalegał, aby stawił się na rozprawie. Uważał, że w związku z tym należy mu się, oprócz wynagrodzenia, także zwrot kosztów dojazdu.

NSA przyznał mu rację i wraz z wygraną zasądził od fiskusa dodatkowe 200 zł za przyjazd pełnomocnika.

Dotychczas pełnomocnicy (radcowie prawni, adwokaci, doradcy podatkowi i rzecznicy patentowi) bardzo rzadko składali wnioski o zasądzenie im od przegranej strony zwrotu kosztów dojazdu. Wychodzili z założenia, że wydatki te mieszczą się już w wypłacanym im wynagrodzeniu i z reguły nie występowali o dodatkowe pieniądze.

Fiskus też dojeżdża

W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd nie tłumaczył swojego stanowiska w sprawie zwrotu kosztów. W rozmowie z DGP przewodniczący składu orzekającego, sędzia Bogusław Dauter wyjaśnił, że takie samo prawo do zwrotu kosztów dojazdu przysługiwałoby pełnomocnikowi organu, gdyby tylko ten wygrał przed NSA, a pełnomocnik złożył stosowny wniosek (patrz: rozmowa obok).

W praktyce jednak pełnomocnicy organów takich wniosków w zasadzie nie składają.

Sędzia Dauter zastrzegł, że inaczej sprawa wyglądałaby w sądzie pierwszej instancji, bo tam do zwrotu wydatków na dojazd zobowiązany byłby w razie przegranej wyłącznie organ podatkowy (nie podatnik).

Skąd rozbieżność

Przyczyną niepewności pełnomocników jest art. 205 par. 2 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1302 ze zm.). Mówi on, że „do niezbędnych kosztów postępowania strony reprezentowanej przez adwokata lub radcę prawnego zalicza się ich wynagrodzenie, jednak nie wyższe niż stawki opłat określone w odrębnych przepisach i wydatki jednego adwokata lub radcy prawnego, koszty sądowe oraz koszty nakazanego przez sąd osobistego stawiennictwa strony”. Przepis ten stosuje się odpowiednio do doradców podatkowych i rzeczników patentowych.

Problem bierze się z tego, że w orzecznictwie ukształtowały się dotychczas trzy jego wykładnie.

Tylko wynagrodzenie

Pierwsza przyjmuje, że zwrot wydatków za przyjazd na rozprawę po prostu nie należy się profesjonalnemu pełnomocnikowi. W końcu przysługuje mu już wynagrodzenie za pomoc prawną udzielaną klientowi (jego wysokość określają poszczególne rozporządzenia ministra sprawiedliwości wydane w sprawie opłat za czynności radców prawnych, adwokatów, doradców podatkowych i rzeczników patentowych ). Zwolennicy tego poglądu uważają, że zwrot wydatków za przyjazd pełnomocnika na rozprawę nie mieści się w art. 205 par. 2 p.p.s.a., bo w przepisie tym mowa jest wyłącznie o wydatkach poniesionych na osobiste stawiennictwo strony. A pełnomocnik stroną nie jest i nie ma obowiązku osobiście stawiać się na rozprawę.

Z taką wykładnią można się spotkać zarówno w sądach wojewódzkich, np.: WSA w Gorzowie Wielkopolskim w wyroku z 30 marca 2016 r. (sygn. akt II SAB/Go 14/16), WSA w Gliwicach w wyroku z 5 sierpnia 2014 r. (sygn. akt I SA/Gl 1815/13), jak i w sądzie kasacyjnym, np. wyrok NSA z 19 grud nia 2014 r. (sygn. akt II FSK 2904/12), z 14 września 2010 r. (sygn. akt I FSK 939/09) oraz z 5 stycznia 2007 r. (II FSK 1197/05).

Plus dojazd

Najnowszy wyrok NSA wpisuje się w drugą, przeciwną wykładnię. Część sądów przyjmuje bowiem, że pojawienie się pełnomocnika w sądzie może być w wielu przypadkach traktowane jako niezbędne do prowadzenia sprawy: dochodzenia praw klienta lub jego obrony. Uważają więc, że koszty dojazdu na rozprawę mogą być zasądzane niezależnie od przysługującego pełnomocnikom wynagrodzenia.

Do takich wniosków doszły np. wojewódzkie sądy administracyjne w Krakowie (sygn. akt III SA/Kr 1118/11) i Poznaniu (sygn. akt II SA/Po 626/12), jak również NSA (sygn. akt I OSK 289/14).

Tylko niekiedy

Trzecia wykładnia to próba pogodzenia dwóch poprzednich. Zgodnie z nią zwrot kosztów dojazdu przysługuje profesjonalnemu pełnomocnikowi wyłącznie wtedy, gdy sąd administracyjny wezwie go do osobistego stawiennictwa w celu dokładniejszego wyjaśnienia sprawy (art. 91 par. 3 p.p.s.a.).

Tak np. orzekł NSA w postanowieniu z 16 kwietnia 2014 r. (sygn. akt II FSK 838/13) i WSA w Krakowie w postanowieniu z 3 stycznia 2014 r. (sygn. akt III SA/Kr 1118/11). ©℗

Zwrot kosztów za dojazd pełnomocnika na rozprawę obciąża stronę przegrywającą

trzy pytania

Sąd kieruje się zasadą racjonalności

Czy nie uważa pan, że w sprawie zwrotu kosztu dojazdu pełnomocnikom potrzebna jest uchwała?

Myślę, że nie. Wystarczy, jeżeli wypracujemy wspólne stanowisko na naradzie sędziowskiej Izby Finansowej. Sam opowiadam się za tym, by koszty dojazdu do sądu były zasądzane pełnomocnikom niezależnie od wynagrodzenia. Ponadto są już trzy uchwały Sądu Najwyższego w sprawie analogicznych przepisów kodeksu postępowania cywilnego. Wyraźnie wynika z nich, że strona przegrywająca zobowiązana jest zwrócić przeciwnikowi, zastępowanemu przez pełnomocnika, koszty przejazdu tego pełnomocnika do sądu, jeżeli był on niezbędny do prowadzenia sprawy. Moim zdaniem pogląd ten zaczyna być dominujący w orzecznictwie.

Czy stawiennictwo pełnomocnika na rozprawie jest zawsze niezbędne?

Pojęcie niezbędności jest nieostre i każdorazowo podlega ocenie sądu. Jeśli wiadomo np., że sprawa zostanie odroczona albo umorzona, to trudno uznać przyjazd pełnomocnika za konieczny. Wydaje się też, że nie ma takiej potrzeby w przypadku sprawy o ugruntowanej linii orzeczniczej. Jeśli jednak problem jest nowy, sprawa nietypowa, a klient prosi pełnomocnika o stawiennictwo, to koszty dojazdu powinny zostać zasądzone niezależnie od wynagrodzenia. Sąd powinien to oceniać na tle konkretnej sprawy.

A co, jeśli pełnomocnik przyleci na rozprawę ze Szczecina do Warszawy samolotem?

Osobiście powiedziałbym wtedy, że przylot samolotem nie był niezbędny i że trzeba było przyjechać pociągiem. Uważam, że sąd powinien mieć swobodę nie tylko przy ocenianiu niezbędności samego przyjazdu, ale i ustalaniu, czy środek transportu, z którego skorzystał pełnomocnik, był odpowiedni. Decydujące powinno być tu kryterium racjonalności. Sąd może też odmówić zwrotu wydatków za przyjazd samochodem, gdy okaże się, że cena takiego dojazdu była znacznie wyższa niż przejazdu pociągiem, a pełnomocnik miał czas, by kupić bilet PKP. Nie wydaje mi się, by trzeba było zwracać wydatki ponad limit wynikający z rozporządzenia ministra pracy i polityki społecznej w sprawie należności z tytułu podróży służbowych.