Jak śpiewali Beatlesi: Zaczekaj, zaczekaj panie listonoszu, panie listonoszu spójrz i sprawdź, czy w twojej torbie list dla mnie masz. Choć obecnie papierowe listy i pocztówki powoli odchodzą do lamusa, to pewnie większość z nas ucieszy się, otrzymując je np. od bliskiej osoby spędzającej wakacje gdzieś na drugim końcu świata. Co jednak, gdy list przyśle nam skarbówka, wskazując, że zalegamy z zapłatą podatku?
Może się wtedy okazać, że jesteśmy jednym z uczestników wielkiego eksperymentu mającego na celu zbadanie, jakie skutki dla ściągalności podatków ma wysłanie przez urząd skarbowy listu do podatnika z komunikatami o różnej treści dotyczącej płacenia podatków, a odwołującymi się do norm społecznych.
Pierwszy taki eksperyment przeprowadził w połowie lat 90. Stephen Coleman (Metropolitan State University w Saint Paul) w Minnesocie z pomocą stanowego urzędu skarbowego. Kilkadziesiąt tysięcy podatników podzielono na trzy grupy: pierwsza dostała list z urzędu na kilka miesięcy przed terminem złożenia zeznania podatkowego z ogólną informacją, na co przeznaczane są dochody podatkowe oraz wskazaniem, iż niepłacenie podatków ma negatywne skutki dla całej społeczności. Druga grupa otrzymała list z urzędu w tym samym terminie, lecz o innej treści. Wynikało z niego, że choć większość mieszkańców Minnesoty uważa, iż inne osoby oszukują na podatkach, to dane urzędu skarbowego wskazują na poprawne opłacanie podatków przez zdecydowaną większość osób, a oszukuje tylko nieliczna grupa osób. Trzecia grupa znalazła w skrzynce standardowy list informujący o terminie, do którego należy złożyć deklarację podatkową. Okazało się, że o ile pierwszy z listów nie miał wpływu na ściągalność podatków, to drugi pozytywnie wpływał na wielkość zgłaszanego dochodu do opodatkowania i kwotę opłacanych podatków – w porównaniu do grupy, do której wysłano „list standardowy”.