Nawet jeżeli organ kilkukrotnie doręcza podatnikowi i jego pełnomocnikowi tę samą decyzję, to i tak termin do wniesienia odwołania należy liczyć od dostarczenia pierwszej – wynika z wyroku NSA
Chodziło o decyzję dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Łodzi, z której wynikało, że podatnik ma dopłacić PIT za 2006 r. Została ona doręczona w trybie zastępczym 6 grudnia 2011 r., na podstawie art. 150 ordynacji podatkowej. Tryb ten polega na przyjęciu, że pismo dotarło, mimo że adresat osobiście go nie odebrał (doręczenie dorozumiane).
Reklama
W tym czasie podatnik ustanowił pełnomocnika, który 29 listopada złożył w urzędzie pełnomocnictwo, a 14 grudnia, będąc w urzędzie, osobiście odebrał decyzję. Na dodatek później została ona jeszcze przesłana pełnomocnikowi – odebrał ją 27 grudnia. Następnego dnia, czyli 28 grudnia, pełnomocnik złożył od niej odwołanie.

Reklama
Dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi uznał, że zostało ono złożone za późno. Policzył bowiem 14-dniowy termin od 6 grudnia (czyli dnia doręczenia decyzji w trybie zastępczym), a nie od 14 grudnia (kiedy pełnomocnik odebrał tę samą decyzję w urzędzie), ani tym bardziej od 27 grudnia (gdy pełnomocnik odebrał ją ponownie).
Podatnik wniósł o przywrócenie uchybionego terminu, zarzucając organowi, że wprowadził go w błąd.
Dyrektor UKS stwierdził, że decyzja została doręczona prawidłowo 6 grudnia w trybie zastępczym, a późniejsze przekazania jej pełnomocnikowi nie miały znaczenia prawnego.
Podatnik przegrał w sądach obu instancji. WSA w Łodzi zwrócił uwagę na to, że podatnik musiałby uprawdopodobnić brak własnej winy w uchybieniu terminu (zgodnie z art. 162 par. 1 i 2 ordynacji). O braku winy można mówić tylko w razie przeszkody nie do przezwyciężenia, takiej jak nagła choroba, która nie pozwoliła na wyręczenie się inną osobą, powódź, pożar, przerwa w komunikacji – wyjaśnił sąd. Natomiast podatnik powołał się jedynie na wadliwe, jego zdaniem, działanie organu, związane z kilkakrotnym doręczaniem tej samej decyzji, co miało go rzekomo wprowadzić w błąd.
Sąd orzekł, że w tej sprawie zawinił wybrany przez podatnika pełnomocnik. Wadliwie bowiem przyjął, że termin do złożenia odwołania powinien być liczony począwszy od 14 grudnia 2011 r. A zatem nie działał on z należytą dbałością o interesy podatnika.
Tego samego zdania był Naczelny Sąd Administracyjny. – Zawiodła przede wszystkim czujność pełnomocnika przy przeglądaniu akt sprawy – stwierdził sędzia Artur Adamiec.
Dodał, że wystarczyłoby chociażby krótkie porównanie przez pełnomocnika daty otrzymania odpisu decyzji w urzędzie z datą jej wydania. Już samo to powinno spowodować jego czujność, że upłynęło sporo czasu pomiędzy datą wydania decyzji a datą jej otrzymania i że najprawdopodobniej doszło do wcześniejszego wyekspediowania tej decyzji do podatnika.
– Było to niezmiernie proste do ustalenia przy przeglądaniu przez pełnomocnika akt i zachowaniu typowej, formalnej staranności w działaniu – podsumował sędzia Adamiec. ⒸⓅ
ORZECZNICTWO
Wyrok NSA z 19 września 2017 r., sygn. akt II FSK 2182/18.