Zdaniem fiskusa i sądów, prywatne wytwórnie filmowe powinny płacić daninę od nieruchomości jak wszystkie firmy. Te jednak nie chcą być porównywane do innych biznesów.
Podkreślają, że w odróżnieniu od przedsiębiorców, prowadzą działalność kulturalną. Powinny więc mieć prawo do niższej stawki podatku od zajętych gruntów i budynków.
Reklama
Zwykła komercja

Reklama
Problem wynika z definicji zapisanej w art. 1 ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej z 1991 r. Mówi ona, że działalność kulturalna polega na tworzeniu, upowszechnianiu i ochronie kultury. Jednocześnie, zgodnie z art. 5 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, grunty i budynki zajęte na prowadzenie takiej działalności są objęte kilkukrotnie niższą stawką podatku niż stawka od nieruchomości, gdzie prowadzony jest zwykły biznes.
Powstaje jednak pytanie, co w sytuacji, gdy komercyjna działalność jest ściśle związana z kulturalną? Prywatne wytwórnie filmowe uważają, że też mają prawo do preferencji, skoro produkują znane dzieła, wyświetlane potem w kinach.
Fiskus i sądy są innego zdania. Argumentują, że produkcja filmu to zwykła komercja, niemająca wiele wspólnego z kulturą. Można o niej mówić, gdy ktoś pisze scenariusz, albo reżyseruje dzieło, a nie gdy montuje zdjęcia, dodaje napisy itp.
Ponadto, twierdzą, prywatne wytwórnie nie udostępniają swoich gruntów czy budynków nieograniczonemu kręgowi odbiorców. Tak jak robią to np. muzea. Nie organizują też festiwali.
Każdy ma swoje racje
Eksperci podatkowi przyznają, że ustawowa definicja działalności kulturalnej jest na tyle niejasna, iż daje argumenty obu stronom sporu.
– Z jednej strony filmy tworzone przez prywatne wytwórnie są niewątpliwie szeroko rozpowszechnianym dobrem kultury. Z drugiej strony jednak rację ma także fiskus, gdy wskazuje na zamknięty dla szerokiego grona odbiorców charakter nieruchomości należących do prywatnych wytwórni – zwraca uwagę Rafał Kran, menedżer w MDDP.
Kłopotliwy prezent
Ustawa przewiduje preferencyjną stawkę daniny dla działalności innej niż gospodarcza (m.in. kulturalnej), ale poszczególne gminy mogą pójść jeszcze dalej i całkowicie zrezygnować z pobierania daniny. Tak zrobiła m.in. małopolska Alwernia, która w październiku 2013 r. zwolniła z daniny „grunty, budynki lub ich części zajęte na cele kultury, kultury fizycznej, sportu i turystyki z wyjątkiem zajętych na cele związane z prowadzeniem działalności gospodarczej”.
I zaczął się problem. Działająca na jej terenie prywatna wytwórnia filmowa „Alvernia Studios” (wyprodukowała m.in. Essential Killing czy Gorejący Krzew) uznała, że spełnia warunki, aby skorzystać z preferencji (albo przynajmniej, aby płacić daninę według niższej stawki ustawowej).
Gmina jednak od początku była innego zdania. Uważa, że wytwórnia zajmuje się zwykłą komercyjną działalnością, pośrednio tylko związaną z kulturą. Produkuje bowiem filmy w celu ich dalszej odsprzedaży, a nie szerokiego upowszechnienia. Słowem, preferencja jej się nie należy.
Sądowe przegrane
Argumenty Alvernii nie przekonały sądów pierwszej instancji. W jej sprawie zapadły już cztery wyroki przed WSA w Krakowie; jeden nawet już się uprawomocnił ( sygn. akt I SA/Kr 1689/14). Trzy pozostałe są jeszcze nieprawomocne, w tym ostatni – z 3 marca 2017 r. (sygn. akt I SA/Kr 47/17). Alvernia zaskarżyła je do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Krakowski WSA uznał, że wytwórnia skupia się na działalności komercyjnej związanej z „materialną stroną filmu”, a nie samym jego powstaniu jako utworu (niematerialnego dobra prawnego). Argumentem było też to, że Alvernia nie upowszechnia kultury filmowej, nie organizuje ogólnodostępnych na spornych nieruchomościach festiwali, dni kultury filmowej, sympozjów itp. Ponadto – jak zauważył krakowski WSA –zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 10 grudnia 2010 r. w sprawie Klasyfikacji Środków Trwałych (Dz.U. z 2010 r. nr 242, poz. 1622) wytwórnie filmowe, jako budynki niemieszkalne, zaliczono do kategorii budynków przemysłowych, a nie do „budynków oświaty, nauki i kultury” – podsumowywały WSA.
Z taką wykładnią nie zgadza się Aleksander Jarosz, menedżer w dziale doradztwa prawnopodatkowego w PwC. – Kluczowe jest potwierdzenie, że działalność przedsiębiorcy polega na tworzeniu, upowszechnianiu lub ochronie kultury. Moim zdaniem produkcja filmów jest właśnie dobrym tego przykładem – podsumowuje ekspert PwC.
Poselski apel
W sprawie interweniował poseł Stanisław Tyszka z Kukiz‚15. Z odpowiedzi wiceministra finansów Wiesława Janczyka udzielonej 28 kwietnia br. wynika jednak, że nie ma co liczyć na wydanie w tej sprawie przez ministra finansów interpretacji ogólnej.
Nie jest on bowiem organem kontrolnym wobec poczynań lokalnego fiskusa i nie może wydawać interpretacji ogólnej w odniesieniu do prawa miejscowego – wyjaśnił wiceminister.
Dodał, że w gestii Ministerstwa Finansów nie jest też rozróżnienie charakteru prowadzonej działalności: czy jest to działalność kulturalna czy gospodarcza. To domena resortu kultury i dziedzictwa narodowego – poinformował.
Sprawę załatwiłaby definicja
O jasną i czytelną definicję działalności kulturalnej zaapelował również w rozmowie z DGP Tomasz Siemek, burmistrz Alwernii. Podkreślił, że gmina wcale nie ma chce być w sporze ze studiem, bo jest ono najlepszą promocją lokalnej społeczności. Skoro jednak obowiązujące przepisy mówią o preferencjach dla działalności kulturalnej, a nie komercyjnej związanej z kulturą, to - jak mówi burmistrz – gmina musiała odmówić preferencji swojemu „ambasadorowi”.
– Samorząd nie może w ramach swoich kompetencji rozstrzygnąć sporu o to, jak rozumieć działalność kulturalną wykonywaną przez podmioty komercyjne. To powinien zrobić ustawodawca – przekonuje burmistrz Siemek.