Uznanie, że fermentowane napoje alkoholowe bazujące na owocach bądź zagęszczonych sokach owocowych wzmacnianych alkoholem destylowanym powinny być klasyfikowane jako alkohol etylowy, skutkowałoby obciążeniem ich wielokrotnie wyższą niż dotychczasowa stawką akcyzy.
Producenci takich napojów są kontrolowani przez organy podatkowe w związku z orzeczeniami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) reklasyfikującymi niektóre napoje do kategorii alkoholu etylowego.
Reklama
Co powiedział TSUE

Reklama
Trybunał wydał ostatnimi laty dwa orzeczenia, które skłoniły polskie organy podatkowe do wszczęcia kontroli prawidłowości klasyfikacji wyrobów alkoholowych na potrzeby akcyzy.
W wyroku z 7 maja 2009 r. (w sprawie C-150/08 Siebrand) Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że nie są objęte zakresem pozycji 2206 Nomenklatury Scalonej (CN), lecz pozycji 2208 (alkohol etylowy), napoje na bazie alkoholu pochodzącego z procesu fermentacji, do których dodano pewną ilość alkoholu destylowanego, wody, syropu cukrowego, aromatów i barwników, a w przypadku niektórych z nich – bazy śmietankowej, w wyniku czego napoje te straciły smak, zapach lub też wygląd napoju wytwarzanego z określonych owoców lub produktów naturalnych.
Z kolei w wyroku z 14 lipca 2011 r. (w sprawie C-196/10 Paderborner Brauerei Haus Cramer) TSUE uznał, że płyn o zawartości alkoholu 14 proc. objętości, otrzymany z piwa warzonego, które poddano klarowaniu, a następnie ultrafiltracji prowadzącej do rozcieńczenia takich składników jak substancje goryczkowe i białko, należy klasyfikować jako alkohol etylowy.
Skutki finansowe
Oczywiście nie chodziło tu tylko o przypisanie towarom właściwych kodów taryfowych, lecz o pieniądze. Alkohol etylowy podlega dużo wyższej stawce akcyzy niż napoje fermentowane. W Polsce stawka akcyzy na alkohol etylowy wynosi 5704 zł od 1 hektolitra alkoholu etylowego 100 proc. objętości zawartego w gotowym wyrobie, na napoje fermentowane do 158 zł od hektolitra gotowego wyrobu, a na wyroby pośrednie 318 zł od hektolitra gotowego wyrobu.
Przywołane wyroki TSUE kreują zatem ryzyko głównie dla producentów napojów fermentowanych wzmacnianych alkoholem etylowym, do których dodaje się po fermentacji również składniki wpływające na smak gotowego wyrobu. Czyli np. różnego rodzaju nalewki.
Cuda technologii
Przede wszystkim należałoby się zastanowić, czy do wszystkich wyrobów alkoholowych odpowiadających temu opisowi rzeczywiście mogą mieć zastosowanie tezy wyroków TSUE. Raczej nie, ponieważ wyroki te dotyczyły bardzo specyficznych wyrobów, a przemiany, jakim producenci poddawali pierwotny produkt fermentowany, były dość radykalne. Wyrok w sprawie Siebrand dotyczył napoju, którego smak i zapach ostateczny nie miały właściwie nic wspólnego z wyrobem pierwotnym. Z jabłecznika powstawała bowiem m.in. Pina Colada czy Whiskey Cream. Zdecydowana większość alkoholu pochodziła z dodanego alkoholu etylowego, a nie z alkoholu fermentowanego.
Natomiast w wyroku w sprawie Paderborner Brauerei Haus Cramer TSUE wypowiadał się na temat klasyfikacji płynu uzyskanego z piwa poddanego takim procesom, że z piwa nie został nawet smak (produkt niezbyt zresztą chyba nadawał się do picia) i zapach. Czuć było tylko zapach alkoholu i lekką goryczkę. Taki mało ciekawy z punktu widzenia smakosza płyn był dalej przedmiotem przeróbki.
Jak to się robi w Polsce
Także wiele produkowanych w Polsce napojów alkoholowych fermentowanych jest wzmacnianych alkoholem etylowym i okraszanych substancjami nadającymi lepszy smak (np. cukrem). W niektórych spośród nich zawartość alkoholu pochodzącego z destylacji jest jednak niższa niż zawartość alkoholu pochodzącego z procesu fermentacji, a dodatki nie skutkują uzyskaniem smaku zasadniczo odmiennego od tego, który towar posiadał po zakończeniu procesu fermentacji, co wyraźnie odróżnia takie napoje od tych, których dotyczył wyrok w sprawie Siebrand. Z kolei klarowanie czy filtracja uzyskanych po fermentacji napojów jest zwyczajnym etapem produkcji napojów fermentowanych (także win gronowych). Nie we wszystkich wypadkach skutkuje ona pozbawieniem produktu jego pierwotnych cech (a takiej sytuacji dotyczył wyrok w sprawie Paderborner Brauerei Haus Cramer).
Mylne wnioski można wyciągnąć np. przy pobieżnej jedynie analizie klasyfikacyjnej tych produktów, które są wytwarzane z soków zagęszczonych. Mają one po fermentacji zazwyczaj mniej wyczuwalny aromat niż wyroby ze świeżych owoców. Niemniej jednak jest on ich aromatem naturalnym, a nie wynikającym – jak w sprawie Paderborner Brauerei Haus Cramer – z klarowania i ultrafiltracji. Potem oczywiście aromat ten może być wzmacniany i wszystko wraca do stanu akceptowalnego przez konsumenta. Ale chyba nie celnika. Jego nos jest wyczulony na owo osłabienie zapachu. Wyczuwa w nim znacznie wyższą akcyzę.
TSUE dobry na wszystko?
Polskie organy celne zdają się traktować oba wyroki Trybunału Sprawiedliwości jak zaklęcie do akcyzowego sezamu, gdy w procesie produkcji wyrób fermentowany ulega zmianom. Tymczasem rzeczywistość nie jest tak prosta. Oczywiście nie sposób wykluczyć występowania na rynku w ostatnich latach także produktów, o których mowa w orzeczeniach TSUE, ale najczęściej procesy stosowane przez polskich producentów wcale nie są tak radykalne.
Nawet gdyby tak było, to problematyczny z kilku powodów może być wymiar zobowiązań podatkowych (a w istocie już teraz zaległości) za okresy rozliczeniowe poprzedzające okres bieżący. Najbardziej przyziemny jest tu problem dowodowy. Wyrok w sprawie Paderborner Brauerei Haus Cramer dotyczył produktu o specyficznych walorach smakowych i zapachowych, które to właściwości np. w wypadku win owocowych mogą się zasadniczo różnić w zależności od m.in. pory roku, odmiany czy dojrzałości wykorzystywanych owoców. Nie ma w zasadzie możliwości ustalenia takich właściwości towarów, które zostały już przez producenta zbyte czy chociażby poddane dalszemu przetwarzaniu.
Celnicy nie reagowali
Po drugie, co szczególnie ważne dla tych podmiotów, których wyroby odpowiadają jednak wyrokom TSUE, w sprawach klasyfikacyjnych na potrzeby celne zastosowanie ma instytucja odstąpienia od retrospektywnego zaksięgowania (na podstawie art. 220 Wspólnotowego kodeksu celnego). Pozwala ona na przyjęcie, że dłużnik co prawda błędnie klasyfikował towar, ale nie musi płacić „dodatkowego” cła po latach, gdy nawet organ celny nie dostrzegł, mimo wielu okazji ku temu, że towar nie był prawidłowo klasyfikowany. To logiczne, że skoro nawet celnik przez wiele lat nie dostrzegł problemu, to za brak jego czujności nie może teraz odpowiadać importer wyrobu.
Problem polega na tym, że analogicznych przepisów nie ma w polskiej ustawie akcyzowej. Warto zastanowić się nad ich wprowadzeniem.