Z punktu widzenia prawa handlowego spółka komandytowo-akcyjna (SKA) to mieszanka spółki osobowej i akcyjnej. Jest to podmiot niebędący podatnikiem CIT, gdyż opodatkowaniu od osiąganych w ramach SKA dochodów podlegają jej wspólnicy. W swojej interpretacji ogólnej minister finansów potwierdził, że zysk generowany przez SKA nie jest opodatkowany – do momentu jego wypłaty akcjonariuszom. Całość bieżących zysków, wypracowanych na poziomie SKA, może zostać reinwestowana i pozostać nieopodatkowana do momentu podjęcia decyzji o wypłacie dywidendy.

Wielu przedsiębiorców na podstawie tak korzystnej interpretacji podjęło działania w celu rozpoczęcia prowadzenia działalności w takiej formie. Zapewne również wielu rozpoczęło przekształcanie swojego biznesu w SKA. Dawało to możliwość nieopodatkowywania dochodów aż do momentu ich dystrybucji. Opodatkowaniu podlegali tylko właściciele-akcjonariusze, i to jednorazowo, podatkiem w wysokości 19 proc.

Tymczasem, po kilku zaledwie miesiącach, podejście organów podatkowych zmieniło się radykalnie. Ministerstwo Finansów pracuje nad zmianami, zgodnie z którymi SKA miałaby być opodatkowana tak, jak osoby prawne. Oznacza to, że przy dzisiejszych stawkach podatku efektywne obciążenie akcjonariusza wzrośnie do 34 proc. Oczywiste jest, że rząd ma pełne prawo do dokonywania zmian w przepisach, również tych, które w niepewnej sytuacji ekonomicznej mogą przynieść dodatkowe wpływy do budżetu. Jednak tak zasadnicza zmiana, w tak krótkim czasie po wydaniu interpretacji ogólnej jest czymś, co bardzo niepokoi i skłania do zadania pytania: czy interpretacja nie była pułapką na podatników, optymalizujących legalnie swoje obciążenia?