Dlatego że przepisy w tym zakresie napisane są w taki sposób, aby z nich nie skorzystać. Po pierwsze, odnosi się to do płaskiej grupy holdingowej (jedna spółka ma co najmniej 95 proc. kapitału w pozostałych) o dużej wartości kapitału zakładowego (co najmniej 1 mln zł na spółkę) i na dodatek dochodowej (grupa powinna przynosić dochód w wysokości co najmniej 3 proc. przychodów). Straty spółek powstałe przed przystąpieniem do grupy nie mogą być wykorzystane przez grupę, a straty grupy po jej rozwiązaniu nie mogą być wykorzystane przez spółki. Wydaje się jednak, że gwoździem do trumny szumnej instytucji podatkowych grup kapitałowych jest zakaz niepozostawania przez spółki z grupy w związkach powodujących zaistnienie okoliczności, o których mowa w art. 11 ustawy o CIT, z podatnikami podatku dochodowego niewchodzącymi w skład podatkowej grupy kapitałowej. Samo ustalenie znaczenia tej regulacji nie jest łatwe, ale wydaje się, że przez okoliczności, o których mowa w tym przepisie, należy rozumieć ustalenie nierynkowych warunków transakcji. Tak rozumiany przepis należy zestawić z przepisem, zgodnie z którym naruszenie warunków uznania grupy za podatnika skutkuje utratą tego statusu z dniem naruszenia warunku. Od tej zasady są wyjątki (np. w odniesieniu do zaległości podatkowych), ale zasada działa w pełnej rozciągłości w odniesieniu do zakazu pozostawania „w związkach powodujących zaistnienie okoliczności, o których mowa w art. 11 ustawy o CIT”. Oznacza to, że jeżeli jedna ze spółek z grupy dokona nierynkowej transakcji z podmiotem spoza grupy, skutkiem czego znajdzie zastosowanie art. 11 ustawy o CIT, to z dniem dokonania tej transakcji cała grupa podatkowa przestaje istnieć (nie zdając sobie z tego sprawy). Nie ma przy tym znaczenia, czy ta nieszczęśliwa transakcja dotyczyła drobnej, czy znacznej kwoty – grupa traci swój status. Jest to klasyczny przykład pułapki podatkowej, na szczęście chętnych, aby dać się w nią złapać, jest niewielu.

not. EM