Sądy te orzekły, że w przypadku turnieju piłkarskiego, w którym zawodnicy firmy grają w koszulkach z logo swojego pracodawcy, nie dochodzi do nieodpłatnego świadczenia. Dlaczego? Bo zawodnicy reklamują pracodawcę. Skoro więc nie ma nieodpłatnego świadczenia, a wręcz korzysta na tym pracodawca, to wydatki, jakie poniósł na opłacenie turnieju, nie są dla pracowników przychodem i nie ma PIT. Wyroki te otwierają podatnikom pewne możliwości.

Nie ma przeszkód, żeby różnego rodzaju ekwiwalentności, a więc świadczenia pracowników na rzecz pracodawców, wprowadzić np. w przypadku imprez czy wyjazdów integracyjnych. Fiskus upiera się, że takie imprezy są nieodpłatnym świadczeniem, a co za tym idzie – są przychodem, nawet jeśli pracownik nie wziął w nich udziału. Wystarczy jednak rozdać na takim spotkaniu koszulki i poprosić, żeby pracownicy je włożyli (czytaj: zaczęli reklamować firmę lub jej produkty). Zgodnie z wyrokami sądów, impreza nie będzie więc nieodpłatnym świadczeniem. I skończy się dylemat, czy jest przychód i podatek. Wiadomo, pracownik na imprezie w koszulce przyszedł reklamować, a nie bawić się.

Pytanie tylko, czy trzeba uciekać się do takich sposobów, by osiągnąć efekt w postaci braku podatku? Obserwując stanowiska fiskusa i orzecznictwo sądów, obawiam się, że takie wybiegi są konieczne. Wymusza to sam fiskus, który w poszukiwaniu wpływów budżetowych chce podatku od osób, które np.: nie uczestniczyły w imprezie i nie korzystają z innych możliwości, jakie daje im pracodawca. Prowokuje w ten sposób do szukania podobnych wybiegów, jakie sam stosuje.