Szczególnie gdy korzystają z elektronicznych faktur. Jeszcze wczoraj trwał spór o to, co fakturą jest, a co nie. Dziś urzędy nie chcą od nich przyjmować faktur zgranych na elektroniczne nośniki informacji. No bo taka płyta czy pendrive mogłyby być przecież zawirusowane. Nie pomagają nawet cierpliwe tłumaczenia z resortu finansów, że faktury przyjmować trzeba, a do walki z wirusami służą programy antywirusowe, które w urzędach są.

To jednak nie problem techniczny, lecz mentalny. Nieodmładzanym od lat kadrom w mniejszych urzędach trudno zaakceptować to, że mogą zamiast papieru, który grzecznie powędruje do segregatora, dostać coś, z czym nie bardzo wiadomo co zrobić. Dlatego lepiej nie brać sobie kłopotu na głowę. I tu żadne, nawet najmądrzejsze, zalecenia nie pomogą. W zawirusowanych niechciejstwem głowach myśl, że można by wyjść poza standardowe działania, zwyczajnie się nie mieści.