Wystarczy sobie wyobrazić, że tonącym jest firma, na brzegu zaś stoi fiskus. Zamiast chwytać za koło ratunkowe, fiskus chwyta za bosak i zaczyna tonącego wpychać pod wodę. Zapomina, że ten, gdy już spocznie na dnie, niczego nie zapłaci. Ważne, by było zdecydowanie. I dlatego zamiast pozwolić płacić podatek na raty, fiskus woli bankructwo firmy. Byle nikt nie mógł mu zarzucić nadmiernej pobłażliwości.