Biznes już dawno zrozumiał, że najłatwiej i najszybciej można dojść do porozumienia z kontrahentem, trzymając się z daleka od wokandy sądowej. Ewentualne postępowania trwają bowiem latami, ich wynik jest niepewny, a nierzadko nawet pomyślne rozstrzygnięcie sprawy okazuje się kosztowniejsze niż wygaszenie sporu na jego wczesnym etapie.

Urzędnicy są w tym zakresie dużo bardziej konserwatywni. Niemal każda sporna sytuacja między nimi a przedsiębiorcą musi się zakończyć orzeczeniem sądowym. To m.in. efekt braku jednoznacznie brzmiącego przepisu, który pozwalałby pracownikom zarówno w ministerstwie, jak i niewielkiej gminie na zawarcie ugody. Resort rozwoju chce to zmienić. I proponuje, by do ustawy o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 885 ze zm.) dodać art. 54a. Miałby on stanowić, że jednostka sektora finansów publicznych może zawrzeć ugodę w sprawie spornej należności cywilnoprawnej. Pod warunkiem że skutki tej ugody będą dla tej jednostki korzystniejsze niż prawdopodobny wynik postępowania sądowego.

Ale Ministerstwo Finansów tę propozycję dosłownie storpedowało. Jego zdaniem – mówiąc w największym skrócie – nie może być tak, że urzędnicy będą zawierali ugody z obywatelami. Po pierwsze mogłoby się okazać, że na takim porozumieniu ucierpi budżet państwa, a po drugie nie można wykluczyć sytuacji, że urzędnicy zaczną dopuszczać się nadużyć.

Wiceminister finansów Leszek Skiba pisze o tym wprost do swojego odpowiednika w resorcie rozwoju Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego. – Zaproponowany art. 54a stworzy duże pole do nadużyć. To uzasadnia konieczność jego modyfikacji, przy czym trzeba mieć na uwadze ochronę finansów publicznych lub pozostawienie status quo – wskazuje Skiba.

Na takiej ocenie suchej nitki nie zostawia Dorota Wolicka, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Minister sugeruje, że zawieranie ugód może sprzyjać wręczaniu przez przedsiębiorców łapówek urzędnikom. Z traktowaniem nas jak oszustów już się spotykaliśmy, ale takie traktowanie własnych urzędników to nowość – komentuje. I sugeruje, by wiceszef resortu rozwinął wątek i wyjaśnił, dlaczego traktowanie biznesu po ludzku miałoby doprowadzić do nadużyć.

Zdaniem Wolickiej idea zawierania porozumień pomiędzy państwem a przedsiębiorcami zasługuje na pełne poparcie. – Często są to sprawy, w których wynik postępowania sądowego jest oczywisty na korzyść przedsiębiorcy. Ale urzędy i tak wolą się procesować, np. licząc na to, że druga strona postępowania upadnie do czasu wydania wyroku – uważa przedstawicielka ZPP.

Resort finansów przekonuje jednak, że ogólna zasada, iż urzędnicy powinni dążyć do zawierania ugód, odbiłaby się niekorzystnie na budżecie – zarówno centralnym, jak i samorządów. A to dlatego, że sformułowanie z art. 54a wskazujące na potrzebę zawierania ugód, gdy „skutki ugody są dla jednostki korzystniejsze niż prawdopodobny wynik postępowania”, jest nieprecyzyjne. – I pozostawia zbyt duży obszar ocenny, oparty bardziej na prawdopodobieństwie niż na pewności – zaznacza wiceminister Skiba w swoim stanowisku. Wskazuje jednocześnie, że takie działanie nie może znajdować oparcia w ustawie finansowej.

Innymi słowy, nie należy zawierać ugód z firmami między innymi dlatego, że lokalni urzędnicy często mogą błędnie ocenić, czy warto iść do sądu, czy też nie. A w efekcie dogadają się – i poczynią pewne ustępstwa – w sprawach, w których mogliby zgarnąć pełną pulę w sądzie.

Dorota Wolicka ripostuje, że resort finansów zupełnie nie bierze pod uwagę kosztów obsługi prawnej urzędu w ramach wieloletnich postępowań sądowych. – Gdyby policzono, ile publicznych środków idzie na walkę w sprawach o niskiej wartości (z perspektywy organów administracji publicznej), okazałoby się zapewne, że kwota ta przewyższa tę, którą urzędnicy mogą wygrać – uważa wiceprezes ZPP.

Inna sprawa, że nawet jeśli przepis proponowany przez resort rozwoju wejdzie w życie, to – zdaniem wielu ekspertów – okaże się martwy. Bo problemem dla urzędników wcale nie jest to, czy znajdują w przepisach jednoznaczną podstawę do zawierania porozumień poza sądami. Kluczowym kłopotem jest świadomość, że każde polubowne załatwienie sprawy może skończyć się zarzutami ze strony niezadowolonych z efektów przełożonych.

– Prawdą jest, że podmioty gospodarujące środkami publicznymi unikają zawierania ugód, nierzadko narażając finanse publiczne na duże wydatki, których można by uniknąć. Czynią tak jednak nie z powodu jakiegoś prawnego zakazu, lecz pozaprawnego ubezwłasnowolnienia wynikającego z jednej strony z ocen organów kontrolnych, z drugiej zaś z własnych postaw konformistycznych – wskazuje radca prawny dr Bogusław Sołtys z Uniwersytetu Wrocławskiego. A na usunięcie tej bolączki jak dotąd Ministerstwo Rozwoju nie ma pomysłu. 

Etap legislacyjny

Projekt ustawy w konsultacjach