Nie bardzo. Choć były obawy, że nastąpią masowe rezygnacje z wykonywania zawodu, w tym czasie z listy ok. 7 tys. uprawnionych wykreśliło się trochę ponad 200 osób. Nie zrealizował się też pesymistyczny scenariusz spadku cen ani nagłego przyrostu liczby nowych podmiotów, które nie będą miały obowiązku przynależności do samorządu doradców podatkowych. Mogę zatem – przynajmniej na razie – twierdząco odpowiedzieć na pytanie, które postawiłam w tym miejscu w ubiegłym roku: czy pozytywne trendy dla doradców podatkowych, wobec planów deregulacyjnych, utrzymają się w kolejnym roku. Utrzymały się, na co wskazują również wyniki IX edycji Rankingu Firm i Doradców Podatkowych i dane zawarte w ankietach, na podstawie których ten ranking powstał.

Deregulacja zawodu doradcy nie stała się czarnym łabędziem dla tego rynku. Zresztą nie mogła się stać, bo – jak twierdzi Nassim Nicolas Taleb, autor teorii o czarnych łabędziach, czyli nieprzewidywalnych zdarzeniach, które mogą zatrząść światem lub jego częścią – było to wydarzenie zaplanowane, a więc obliczone na wywołanie określonych skutków. Doradcy mieli czas, by się z nim oswoić i do niego przygotować. Podobnie zresztą jak do innych zmian w przepisach podatkowych, zwłaszcza VAT od samochodów i CFC, czyli zagranicznych spółek kontrolowanych. A więc żadna działalność ustawodawcy takim czarnym łabędziem być nie może, przynajmniej w teorii. Ale jak się tak zastanowić, to taką rolę mogą odegrać sądy, wydając orzeczenia odwracające dotychczasową linię, albo fiskus, dokonując takiej interpretacji przepisów, jakiej się nikt nie spodziewa. Prawda?