statystyki

VAT: Wymóg zamieszczania na fakturze adnotacji "odwrotne obciążenie" jest zbyt rygorystyczny

09.04.2013, 09:15; Aktualizacja: 09.04.2013, 10:57
  • Wyślij
  • Drukuj
Faktura

źródło: ShutterStockFaktura

Konieczność posługiwania się zwrotem w języku polskim może sprawić problem zagranicznemu nabywcy, który ma obowiązek opodatkowania transakcji. Nie wymagają też tego unijne regulacje, które nakazują jedynie, by pojawił się dopisek reverse charge.



W wyniku nowelizacji rozporządzenia w sprawie m.in. wystawiania faktur VAT (Dz.U. z 2011 r. nr 68, poz. 360, rozporządzenie zmieniające Dz.U. z 2012 r. poz. 1428) od 1 stycznia 2013 r. każdy z podatników dokonujących dostawy towarów lub wykonujących usługi, w przypadku których obowiązanym do rozliczenia podatku od towarów i usług jest nabywca, winien na fakturze umieszczać informację „odwrotne obciążenie” (par. 5 ust. 2 pkt 5 rozporządzenia). W uproszczeniu dotyczy to następujących sytuacji:

● sprzedaży towarów, które w chwili transakcji znajdują się poza Polską, a sprzedaż dokonywana jest na rzecz przedsiębiorcy,

● eksportu usług,

● sprzedaży na terytorium Polski odpadów, m.in. złomu.

Do końca 2012 r. sprzedawca miał wybór. Na fakturze umieszczał dowolnie: formułę „odwrotne obciążenie”, adnotację, że podatek rozlicza nabywca, lub wskazywał przepis ustawy/dyrektywy zezwalający na zastosowanie odwrotnego rozliczenia.

Kłopotliwy cudzysłów

Co ważne, a jednocześnie niezrozumiałe, od 1 stycznia 2013 r. słowa „odwrotne obciążenie” znalazły się w przepisie w cudzysłowie (do końca 2012 r. cudzysłowu nie było). Oznacza to, że na fakturze powinny znaleźć się te właśnie konkretne wyrazy „odwrotne obciążenie”. Jeśli nie będzie na niej dokładnie tych słów, i to w polskiej wersji językowej (użycie języka polskiego narzuca cudzysłów – jest to cytat), to faktura może być uznana za wadliwą, czyli niezgodną z przepisami prawa. Jak powszechnie zaś wiadomo, wadliwość faktury naraża jej wystawcę na odpowiedzialność karną skarbową (mandat).

Postępowanie ustawodawcy w tej materii wydaje się niezrozumiałe, zbyt rygorystyczne. Przecież zmiany, które zostały wprowadzone do rozporządzenia, z założenia miały na celu uproszczenie wystawiania faktur oraz ujednolicenie polskich przepisów z tymi obowiązującymi w całej Unii Europejskiej. W tym przypadku skutek jest jednak dokładnie odwrotny.

Przecież tego typu faktury wystawia się przede wszystkim na udokumentowanie eksportu usług (czyli świadczenia usług, które opodatkować winien zagraniczny nabywca). Jest to zatem adnotacja, która informuje obcojęzycznego kontrahenta tym, że to na nim spoczywa obowiązek opodatkowania transakcji. Zasadne byłoby więc nie tylko używanie polskich wyrazów „odwrotne obciążenie”, lecz także ich odpowiednika w innym języku (np. „reverse charge”). Należy zatem uznać, że ustawodawca zmusza zagranicznego odbiorcę faktury do tłumaczenia treści w niej zawartych albo polskiego przedsiębiorcę do umieszczania dwujęzycznych adnotacji (sama adnotacja „reverse charge” naraża podatnika na zarzut wystawienia wadliwej faktury).

Bez wpływu na podatek

Opisany wymóg jest nieracjonalny z kilku względów. Wskazana adnotacja (to jedyne konkretne brzmienie) nie ma przecież wpływu na ewentualne odliczenie podatku naliczonego. Nie kreuje ani zobowiązania, ani prawa do odliczenia podatku naliczonego po stronie odpowiednio sprzedawcy i nabywcy. Jest to jedynie informacja, a odpowiednie obowiązki/uprawnienia wynikają z przepisów (kreujących zasady rozliczania np. usług transgranicznych).

Użycie w tym przypadku polskich słów nie wynika także z ustawy o języku polskim (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 43, poz. 224). Ustawa ta nakłada na wystawcę faktury wyraźny obowiązek sporządzenia jej w języku polskim w przypadku dokumentowania sprzedaży dokonanej z polskim konsumentem, a także w przypadku obrotu dokonywanego pomiędzy jednostkami prawa publicznego. Jednak faktury wystawiane na rzecz podmiotów mających miejsce zamieszkania czy siedzibę poza terytorium kraju, jak również na rzecz podmiotów krajowych w przypadku transakcji związanych z prowadzoną przez nich działalnością gospodarczą nie muszą spełniać tego wymogu.

Dodatkowo wskazać należy, że przecież w Unii Europejskiej obowiązują 23 języki urzędowe (angielski, bułgarski, czeski, duński, estoński, fiński, francuski, grecki, hiszpański, irlandzki, litewski, łotewski, maltański, niderlandzki, niemiecki, polski, portugalski, rumuński, słowacki, słoweński, szwedzki, węgierski i włoski). Dlaczego zatem ustawodawca zabrania posługiwać się nimi w tym przypadku? Również Dyrektywa 2006/112/WE (Dz. Urz. UE L z 2006 r., 374/1) nie stawia wymogu, aby słowa te były użyte w języku krajowym. Nakazuje jedynie, aby na fakturze pojawiła się adnotacja „reverse charge”, przy czym nie narzuca, w jakim języku ma być ten zwrot.

Ewa Sokołowska-Strug, członek zarządu ECDDP, doradca podatkowy
Karolina Gierszewska, dyrektor Departamentu Podatków Pośrednich ECDDP, doradca podatkowy




Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Komentarze FB:

serwisy tematyczne w GazetaPrawna.pl