– Jeśli prawdą jest, że rząd zamierza w ten sposób uzyskać od 2 do 3 miliardów złotych rocznie, a to zapowiedział wiceminister finansów Maciej Grabowski, to będzie oznaczało podwyżkę kosztów wydobycia miedzi o połowę – mówi Ryszard Zbrzyzny, poseł SLD i przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

Na temat propozycji premiera ostrożnie wypowiadają się władze spółki. – Wydaje mi się, że ten cel porządkowy jest dobrym pomysłem, ale pewnie diabeł tkwi w szczegółach i pytanie, czy to będzie element kosztów, czy element po opodatkowaniu – stwierdził prezes KGHM Herbert Wirth.

Realizacja planów przedstawionych w expose oznaczałaby skokowy wzrost opłat za kopaliny. W ubiegłym roku spółka z tytułu tych opłat odprowadziła do budżetu państwa wielokrotnie mniej – 68 mln zł. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o wysokość opłat, a raczej o rentowność spółki. Z danych za 2010 r. wynika, że koszt wydobycia jednej tony miedzi wynosił 12 983 zł (4,3 tys. dolarów). Wprowadzenie w życie planów rządu oznaczałoby, że koszt każdej tony wzrósłby o około 5,5 tys. zł, czyli blisko o połowę. Taki skok oznaczałby, że KGHM produkowałby w Polsce najprawdopodobniej najdroższą miedź na świecie. Na giełdzie w Londynie tona kosztuje obecnie 7,5 tys. dol.

– Wysoki zysk spółki za ten rok osiągamy z powodu bardzo korzystnej relacji złotego do dolara. W przypadku wahnięcia kursu zysk będzie spadał – mówi Zbrzyzny.

Ale właśnie od takiej sytuacji zamierza ubezpieczyć się Skarb Państwa. Pobierając opłaty od kopalin, zapewnia sobie dochody na stałym poziomie. Obecnie budżet państwa zarabia dzięki dywidendzie z akcji spółki. Skarb Państwa posiada obecnie 31,8 proc. akcji KGHM.

Z powodu opłat od kopalin zysk spadnie natychmiast. To będzie oznaczało spadek dochodu górników (jedna czwarta ich rocznych dochodów zależy od zysku spółki). Ucierpią także budżety gmin (zmniejszą się ich dochody z podatków dochodowych odprowadzanych przez KGHM oraz pracowników). To z pewnością będzie oznaczać protesty górników.