Dziś mija termin na przesłanie projektu budżetu jednostki samorządowej do regionalnej izby obrachunkowej. W projektach gminy, miasta, powiaty i województwa musiały posiłkować się wskaźnikami makroekonomicznymi przyjętymi w projekcie budżetu państwa na 2012 rok.

Rząd zaplanował, że w przyszłym roku wzrosną m.in. wpływy z podatku dochodowego od osób fizycznych (o 9,6 proc.) oraz podatku dochodowego od osób prawnych (o 19,4 proc.). Udział w tych podatkach mają samorządy. Jeśli więc rosną wpływy państwa, to więcej pieniędzy trafia też do kas gmin i miast. Co więcej, w przyszłym roku wzrośnie też wskaźnik udziałów samorządów w PIT. W tym roku trafia do nich 48,97 proc. wpływów z tego podatku. W przyszłym roku udział w PIT wyniesie 49,11 proc. Udział w CIT się nie zmieni i nadal będzie wynosił 22,86 proc.

Samorządowcy twierdzą jednak, że przyjęte przez rząd dane są zbyt optymistyczne.

– Jesteśmy zaskoczeni tak dużym wzrostem prognozowanych wpływów z podatków dochodowych. Wielu ekspertów uważa, że te wskaźniki oraz wzrost PKB zapisany w projekcie budżetu państwa są zawyżone – stwierdza Danuta Kamińska, skarbnik Katowic.

Monika Chylaszek, rzecznik prasowy prezydenta Krakowa, dodaje, że miasto nie wie, na jakiej podstawie minister finansów wyliczył wzrost wpływów. Miasto, konstruując budżet, musiało więc przyjąć te wskaźniki na wiarę.

Danuta Kamińska tłumaczy, że jeśli rząd zmieni założenia do przyszłorocznego budżetu (co zapowiadał minister finansów Jacek Rostowski) lub jeśli w przyszłym roku okaże się, że nie da się zrealizować przyjętych założeń, to miasto może mieć problem z realizacją zakładanych wpływów. W tym roku samorządy nie będą już mogły tak łatwo zmienić swoich projektów budżetów, chyba że wprowadzą autopoprawkę do projektu budżetu.

Do gminnej i miejskiej kasy mogą wpłynąć również większe środki z podatku od nieruchomości i podatku od środków transportowych. W tym przypadku wzrost jest skromniejszy i zależy wyłącznie od radnych. Mogą oni podnieść stawki podatków lokalnych, ale jedynie do poziomu stawek maksymalnych ustalonych przez ministra finansów. Ogłosił on, że stawki maksymalne na przyszły rok będą wyższe o 4,2 proc., a więc o wskaźnik inflacji.